Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róż do policzków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róż do policzków. Pokaż wszystkie posty

12 lutego 2017

LILY LOLO prasowany róż do policzków

Czy zdarzyło Wam się mieć ropne zmiany na policzkach, podczas gdy reszta cary była w dobrym stanie? Ja doświadczałam takiej sytuacji. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że jest to związane z reakcją skóry na barwniki (a szczególnie czerwony) zawarte w różach do policzków. Mogą one powodować wysypki i podrażnienia. A występują w miejscu, gdzie aplikujemy róż. Niestety te zmiany na skórze długo się potem goją. Przypuszczam, że wiele osób może o tym nie wiedzieć. 


Nie chcę rezygnować z używania róży do policzków, ponieważ lubię efekt jaki dają. Dlatego postanowiłam zacząć używać te z naturalnym składem, bo chciałabym mniej szkodzić mojej skórze i nie pogarszać jej stanu. Z tego powodu do moich kosmetyków dołączył prasowany róż marki Lily Lolo.


Lily Lolo ma jeszcze w ofercie róże sypkie. Jednak ja wolałam ten prasowany. Jest to fajne rozwiązanie dla osób lubiących minerały, ale niemogących opanować ich sypkiej formuły. Róż znajduje się w małym, eleganckim opakowaniu z lusterkiem mieszczącym 4g produktu. Jest to fajne rozwiązanie, bo nie zajmuje dużo miejsca w kosmetyczce.


Róż kosztuje 60,20 zł i można go kupić TUTAJ. Nie jest to mało, ale jest bardzo wydajny, ma świetny skład, a dodatkowo warto wypatrywać różnych promocji w sklepie.


Spodobał mi się odcień Coming up Roses. Jest to brudny, chłodny róż o matowym wykończeniu. W okresie jesieni i zimy lubię sięgać po takie kolory. W opakowaniu wygląda na bardzo ciemny kolor. Jednak dopiero po aplikacji na skórze ukazuje się całe jego piękno. Jest on bardzo mocno napigmentowany. Wystarczy leciutko musnąć po nim pędzlem, a już nabiera się go wystarczająco. Dlatego używam go około dwa tygodnie, a nie widać żadnego zużycia.


Odkąd go używam ten róż, to nie pojawiają mi się nowe zmiany ropne na policzkach. Tylko te, które już miałam goją się. Wszystko to dzięki temu, że ma on bardzo fajny skład. Gdybym nie wiedziała, że to róż, to wzięłabym go za kosmetyk pielęgnacyjny. W składzie zawiera m.in.: olej jojoba, olej arganowy, olej z pestek granatu, olej manuka. No spójrzcie sami na ten skład: 
MICA, SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL, ARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OIL, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) SEED OIL, TOCOPHEROL, HELIANTUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, LEPTOSPERMUM SCOPARIUM (MANUKA) OIL, SODIUM HYALURONATE, ERYNGIUM MARTIMUM CALLUS CULTURE FILTRATE, [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77742 (MANGANESE VIOLET), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]


Jeśli chodzi o trwałość, to jest ona dobra. Aplikowałam go zarówno na podkład mineralny jak i tradycyjny. Za każdym razem nie miałam mu nic do zarzucenia. Podoba mi się w nim też to, że intensywność koloru na skórze zależy od ilości nakładanych warstw. A dodatkowo jest to kosmetyk wegański. Lubię go używać i bardzo chętnie po niego sięgam. Jak na razie nie mam mu nic do zarzucenia.

Mieliście róże do policzków marki Lily Lolo?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

23 maja 2016

MAYBELLINE Face Studio róż do policzków numer 60 i 100

Już od ich wprowadzenia do oferty spodobało mi się kilka kolorów róży Maybelline z serii Face Studio. Jednak uważałam, że są one trochę zbyt drogie. Opakowanie pojemności 5 g kosztuje ok. 26 zł. Na szczęście w SuperPharm trafiłam na promocję -50% na kosmetyki kolorowe, więc kupiłam sobie dwa takie róże. Wyszły wtedy dwa w cenie jednego.


Przy ich opisywaniu zacznę może od tego, co mi się w nich nie podoba - a jest to opakowanie. Róże znajdują się w opakowaniach wykonanych ze słabej jakości plastiku, który się bardzo rysuje. Trzymam je w domu w organizerach. Nie noszę ich ze sobą w torebce, więc nie powinny być zniszczone. A one mimo to wyglądają już bardzo nieestetycznie. Poza tym jak je kupiłam, to były zabezpieczone przed otwarciem bezbarwną taśmą. Jest to dobre rozwiązanie, ponieważ mam pewność, że nikt ich przede mną nie otwierał. Jednak klej z tej taśmy pozostał na plastiku. Przeszkadzało mi to, ponieważ opakowania były lepkie w tych miejscach. Po usunięciu kleju okazało się, że razem z nim zmyła się też częściowo czarna farba. Wpłynęło to na jeszcze brzydszy wygląd opakowań.


Jak widzicie - opakowania te są dość nietypowe. Aby je otworzyć należy górną klapkę przesunąć w lewą stronę. Niestety w trakcie poruszania nią powstają rysy. Na szczęście działa ona na tyle sprawnie, że nie zahacza o róż. To byłoby straszne, gdyby jeszcze za każdym razem ścierała trochę produktu, przez co róże wykruszałyby się. Pozostawmy jednak temat opakowań i przejdźmy do ich zawartości - do róży.


Jeśli chodzi o róże, to jestem z nich bardzo zadowolona. Mam je w dwóch odcieniach:

60 COSMOPOLITAN - to śliczny cukierkowy róż. Jest on bardzo słodki i uroczy. To taki pastelowy i dziewczęcy kolor. Wygląda bardzo świeżo na skórze.

100 PEACH POP - to intensywna brzoskwinka, która w opakowaniu wygląda na nieco jaskrawą. Jednak na skórze prezentuje się świetnie. Nie jest zbyt intensywna. Nadaje skórze wyglądu bardzo świeżej, ze zdrowym rumieńcem. 


Róże mają formę prasowaną, ale są bardzo pudrowe. Co mi się w nich podoba to, że nie pylą w opakowaniu i nie osypują się. Dzięki temu nie nabiera się ich za dużo na pędzel. Jest to dobre, ponieważ nie narobimy sobie nimi plam. Równomiernie się rozprowadzają. A dodatkowo można stopniować ich intensywność na skórze. Całkiem nieźle też utrzymują się - nie znikają i nie tworzą brzydkich plam. Najbardziej lubię aplikować je pędzlem numer 126 z Zoevy.


Mieliście te róże ???
Co o nich sądzicie ???
Czytaj dalej »

22 lipca 2014

Moje kosmetyczne skarby: róże do policzków

Tak się składa, że mam tylko trzy róże do policzków i wszystkie są moimi ulubieńcami. Kiedyś marzy mi się mieć róż MAC Well Dressed. Bardzo podoba mi się jego kolor. Czytałam też o nim wiele pozytywnych recenzji. Jednak na razie zapraszam na prezentacje róży, które aktualnie posiadam :))


SEPHORA nawilżający róż do policzków
Mam go w kolorze numer 8 - Rose Petal. Jest to róż matowy. Nie ma drobinek, nie jest też perłowy. Jeśli chodzi o kolor, to jest to taki słodki, cukierkowy róż. Nałożony na skórę wygląda bardzo naturalnie i świeżo. Ma delikatny kolor i na mojej jasnej karnacji wygląda dobrze. Ciężko przesadzić i nałożyć go za dużo. Świetnie da się stopniować jego nasycenie. Jest bardzo trwały - trzyma się cały dzień, nie trzeba nic poprawiać. Dzięki temu jest bardzo wydajny. Jego pojemność to 3,2g.


CATRICE (limitowana kolekcja Nymphelia Unbeleaf'able)
Jest to mozaikowy, wypiekany róż. Wygląda na brązowo-rudy, dlatego na początku obawiałam się, że może być za ciemny jak na moją jasną karnację. Jednak nie ma co sugerować się jego wyglądem, po nałożeniu na skórę okazuje się, że jest on morelowy. Jest to odcień ciepły. Ma delikatny kolor, ale mimo to trzeba uważać, aby nie przesadzić przy jego nakładaniu. Jego trwałość jest dobra - wytrzymuje spokojnie cały dzień na twarzy. Na skórze wygląda bardzo naturalnie. Uwielbiam go używać teraz latem, bo daje efekt skóry muśniętej słońcem, takiego zdrowego rumieńca. Jego pojemność to 6,3g. 


FRESHMINERALS
Jego opakowanie wygląda przeuroczo. Jest ono nieduże i bardzo poręczne. Jednak mimo to mieści w sobie lusterko i aplikator. Patrząc na niego może się wydawać, że będzie to taki róż o delikatnym odcieniu, którego pewnie będzie trzeba użyć kilku warstw, aby było go w ogóle wiać. Okazuje się jednak, że róż ten jest bardzo dobrze napigmentowany i trzeba uważać przy jego aplikacji, bo można narobić sobie nim zbyt mocnych plam. Najlepiej jest zebrać jego nadmiar z pędzla. Posiadam odcień o nazwie Hong Kong. Ma on śliczny, ciepły kolor. Dobrze się w nim czuje na twarzy. Jest go niedużo, bo tylko 5g. Jednak jest ogromnie wydajny i bardzo trwały.


Róże te na skórze prezentują się następująco:


A Wy ile macie róży do policzków ???
Jakie są Wasze ulubione ???
Czytaj dalej »

21 listopada 2012

freshMinerals™ - róż do policzków

Róż ten otrzymałam od Glamourki89 do przetestowania. Za co Ci bardzo dziękuję :)) Zobowiązałam się napisać jego recenzję i tak oto dziś pojawia się ona na blogu. Cieszę się, że mogłam go wypróbować, bo firma freshMinerals jest mi nie znana.


Znalazłam o niej troszkę informacji i okazuje się, że jest to firma z USA. Kosmetyki tej firmy:
  • nie zawierają wypełniaczy, chemicznych substancji, sztucznych barwników i konserwantów;
  • nie powodują reakcji uczuleniowych;
  • są bezzapachowe, beztłuszczowe, wodoodporne i nie zawierają talku;
Składniki freshMinerals™ mają również właściwości pielęgnacyjne i lecznicze np. witamina E zapobiega starzeniu się skóry, a tlenek boru działa antybakteryjnie. Dzięki minerałom i naturalnym pigmentom makijaż freshMinerals™ pozwala skórze oddychać, nie blokuje porów, działa łagodząco i stanowi doskonałą ochronę przeciwsłoneczną SPF20. Są szczególnie polecane przez dermatologów i kosmetyczki po inwazyjnych zabiegach, przy problemach alergicznych skóry, trądziku młodzieńczym i różowatym.


Opakowanie: wygląda przeuroczo. Jest nieduże i bardzo poręczne. Jego średnica to 5 cm. Składa się z kilku poziomów: na pierwszym mamy róż, a pod nim jest schowany aplikator oraz lusterko. Niestety opakowanie to jest kiepskiej jakości. Nie noszę go ze sobą w kosmetyczce, tylko trzymam w domu w pudełku z innymi kosmetykami, a mimo to porysowało już się. 


Konsystencja: jest to róż w kamieniu. 

Zapach: jest to produkt bezzapachowy.

Działanie: muszę przyznać, że róż ten mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Gdy tak na niego patrzyłam myślałam sobie, że będzie to taki róż o delikatnym odcieniu, którego pewnie będzie trzeba użyć kilku warstw, aby było go w ogóle wiać. Po pierwszej aplikacji okazało się jednak, że róż ten jest bardzo dobrze napigmentowany i trzeba uważać przy jego aplikacji. Gdy go się zabierze za dużo, może być zbyt mocny na twarzy. Jak już się z nim oswoiłam, to potrafię zaaplikować odpowiednią jego ilość. Posiadam odcień o nazwie Hong Kong. Ma on śliczny, ciepły kolor. Dobrze się w nim czuje na twarzy. Jest go niedużo, bo tylko 5g. Jednak jest ogromnie wydajny - jedno pociągniecie pędzla po różu i to wystarczy na aplikację na policzek. Przy okazji dodam, że nie używam tego aplikatora, który jest dołączony do produktu, ponieważ jest on mały i wątpliwej jakości. Używam pędzla do różu firmy Maestro numer 170 rozmiar 22. Róż jest bardzo trwały - jak nałożę go koło godziny 6.45 to do 16 jest jeszcze na swoim miejscu na twarzy i nadal jest tak samo intensywny. Potem - po powrocie do domu - zmywam makijaż. Jednak myślę, że jakbym go nie zmywała to róż i do wieczora by się trzymał. Kosmetyki tej firmy nie są u nas za bardzo dostępne. Trzeba szukać ich na stronie producenta. Ale jak na nią się klika, to pisze tam, że wersja polska coming soon. A to znaczy, że mogą być i u nas dostępne.

Cena: na stronie brytyjskiej cena tego różu wynosi £15.00

Skład: MICA, BISMUTH OXYCHLORIDE, MICRONIZED TITANIUM DIOXIDE, MICRINIZED ZINC OXIDE, ZINC STEARATE, DIMETHICONE, BORON NITRIDE, SILICA, VITAMINE E, MAY CONTAIN: IRON OXIDES, TITANIUM DIOXIDE, CARMINE.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A tak przy okazji dla zainteresowanych podaje linka do recenzji, w której opisuję pozostałe używane przeze mnie róże do policzków: Moje róże do policzków.
Czytaj dalej »

23 lipca 2012

Moje róże do policzków

Przez dość długi czas nie używałam w ogóle żadnych róży do policzków. Aż w końcu nadszedł moment, w którym stwierdziłam najwyższy czas jakiś wypróbować. Dlatego kupiłam jeden, potem drugi ... Aktualnie w moich zbiorach kosmetycznym znajdują się trzy róże :))

Pierwszy róż do policzków, który kupiłam (to było chyba w październiku) pochodzi z kolekcji limitowanej Essence - Ballerina Backstage.


Róż znajduje się w szklanym słoiczku z czarną nakrętką, która bardzo łatwo się brudzi. Niestety ciężko potem ją wyczyścić. Jego wydobywanie z tego słoiczka jest mało higieniczne. Opakowanie to ma pojemność 6,1 g.


Ma on bardzo lekką musową konsystencję. Jego zapach jest taki trochę chemiczny. Róż ten ma piękny, delikatny kolor, troszkę wpadający pod liliowy. Jest to odcień chłodny, dlatego nie do końca się w nim dobrze czuję, bo preferuję odcienie ciepłe. Jest bardzo jasny - nawet dla takiego bladziocha jak ja jest trochę za jasny i muszę nałożyć kilka jego warstw, aby było go widać. Dlatego jest mało wydajny. Dobrze rozsmarowuje się na skórze, ale trzeba z nim dłużnej popracować niż w przypadku różu w kamieniu. Daje ładne matowe wykończenie. Jego wadą jest trwałość - niestety dość szybko zaczyna znikać z twarzy. Kosztował ok. 11 zł. Na opakowaniu nie ma podanego jego składu.


Potem zamarzyłam sobie róż, o którym opowiadała Alina Rose w jednym ze swoich filmików (chodzi mi o TEN FILM). Jest to róż do policzków firmy Paese numer 36 o świetnej nazwie "Różane Omdlenie".


Ma on bardzo proste, plastikowe opakowanie, łatwo dające się otworzyć. Jest ono dość trwałe - do tej pory nie popękało mi jeszcze. Tylko troszkę ten biały plastik się porysował. Opakowanie ma pojemność 9 g. Róż nie osypuje się w opakowaniu.


Produkt ten nie ma zapachu. Jest to róż matowy - nie ma ani jednej drobinki, nie jest też perłowy. Jeśli chodzi o kolor to jest to taki słodki, cukierkowy róż. Nałożony na skórę wygląda bardzo naturalnie i świeżo. Ma bardzo delikatny kolorek i na mojej jasnej karnacji wygląda bardzo dobrze. Ciężko przesadzić i nałożyć go za dużo. Jest bardzo trwały - trzyma się cały dzień, nie trzeba nic poprawiać. Dzięki temu jest bardzo wydajny, a na zdjęciu możecie zobaczyć ile zużyłam go od stycznia. Wystarczy mi jeszcze na bardzo długo. Kupiłam go za ok 18 zł. Nie wiem czy jeszcze można go kupić, ponieważ nie znalazłam go na stronie internetowej producenta.
Skład INCI: talc, mica CI77891, titanium dioxide, parafinum liquidum, petrolatum, cera alba, methylparaben, propylparaben CI[+/-]77491, 77492, 77499, 15850.


W maju kupiłam kolejny róż do policzków, tym razem z limitowanej kolekcji Catrice - Nymphelia Unbeleaf'able.


Znajduje się on w prostym, plastikowym, przezroczystym opakowaniu. Jest ono bardzo nietrwałe - raz mi spadł, a opakowanie od razu pokruszyło się i pękło w jednym miejscu. Róż jest dość mały w porównaniu z tym z Paese. Opakowanie ma pojemność 6,3 g. Róż trochę osypuje się w opakowaniu.


Jest to mozaikowy, wypiekany róż. Nie ma zapachu. Kupiłam go pod wpływem chwili, a po powrocie do domu zastanawiałam się co ja takiego narobiłam, że kupiłam róż, który wygląda na brązowo-rudy i może być za ciemny jak na moją jasną karnację. Jednak nie ma co sugerować się jego wyglądem, po nałożeniu na skórę okazuje się, że jest on morelowy - nie pomarańczowy czy marchewkowy czy tym bardziej brązowo-rudy. Jest to odcień ciepły. Ma delikatny kolor, ale mimo to trzeba uważać, aby nie przesadzić przy jego nakładaniu. Jego trwałość jest dobra - wytrzymuje spokojnie cały dzień na twarzy. Na skórze wygląda bardzo naturalnie i na chwilę obecną jest to mój ulubiony róż. Uwielbiam go używać teraz latem, bo daje efekt skóry muśniętej słońcem, takiego zdrowego rumieńca. Kupiłam go za 17,99 zł. Na opakowaniu nie ma podanego jego składu.

Róże prezentują się następująco na skórze:

  1.  Essence - Ballerina Backstage
  2.  Paese numer 36 "Różane Omdlenie"
  3.  Catrice - Nymphelia Unbeleaf'able

A Wy używacie różu do policzków ???
Może polecacie jakieś ??? 
To, że mam ich już trzy nie znaczy, że się na jakiś jeszcze nie skuszę ;))
Czytaj dalej »

28 września 2011

QUIZ COSMETICS - róż i puder

Róż Beauty Finish Cherie
Beauty Finish Cherie Rouge


Od producenta:
Zapewnia perfekcyjne wykończenie makijażu. Sprawia, że nawet poszarzała i zmęczona cera nabiera świeżości i zyskuje młodzieńczy wygląd. Dzięki jedwabistej konsystencji łatwo się rozprowadzają nadając cerze świetlisty, zdrowy wygląd, ożywiając ją i dodając jej blasku. Rozświetla cerę dzięki złotym drobinkom, nadając jej tym samym zdrowy wygląd. Skóra muśnięta pudrem staje się bardziej wypoczęta i oczywiście przyciemniona. Cera wygląda na lekko opaloną i zyskuje naturalny blask.



Opakowanie: ze średniej jakości plastiku, design - bardzo prosty,  nie przyciągający wzroku.
Odcień: mam numer 11 - jest to dość ciemny kolor, nie czuję się w nim dobrze mając go nałożonego na policzki, ale nadaje się do konturowania twarzy. Producent podaje w opisie, że zawiera drobinki - ja ich nie dostrzegam, róż ma takie delikatne perłowe wykończenie - możne o to producentowi chodziło. Odcień ten jest dosyć mocno napigmentowany. Trzeba uważać, aby nie nałożyć go zbyt dużo.
Pojemność: 16 g
Cena: ok. 5 zł

Wszystkie odcienie mozecie zobaczyć na stronie producenta:
http://quiz.pl/index.php?id=4&cid=21&sp=2&iid=21&l=pl




Puder Beauty Finish Cherie z lusterkiem
Beauty Finish Cherie Powder with a Mirror
Od producenta:
Puder o delikatnej konsystencji świetnie matuje i nadaje skórze aksamitne wykończenie. Maskuje drobne nierówności, ujednolica kolor skóry, nadaje cerze naturalny i świeży wygląd. Nakłada się równomiernie i nie osypuje się. Wystarczy jego odrobina do poprawienia makijażu w ciągu dnia. Eleganckie opakowanie zawiera lusterko i puszek. 


Opakowanie: ze średniej jakości plastiku, design - prezentuje się elegancko. Opakowanie zawiera również lusterko i gąbeczkę, którą producent nazywa puszkiem.
Odcień: mam numer 70 - jednak na stronie internetowej go nie ma. Ładnie stapia się z odcieniem mojej jasnej skóry więc przypuszczam, że będzie to numer 01 lub 02. Producent nie podaje nic na temat drobinek, które ten produkt niestety posiada. Piszę niestety ponieważ są one duże, przypominają brokat. Ciężko się je zmywa przy demakijażu.
Pojemność: 20 g
Cena: ok. 5-6 zł

Wszystkie odcienie możecie zobaczyć na stronie producenta:

Czytaj dalej »