Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peeling. Pokaż wszystkie posty

9 lutego 2020

LIRENE - miętowy żel peelingujący z węglem z bambusa

Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Nie spodziewałam się, że aż tyle czasu ona zajmie. Inaczej miało to wyglądać. Jednak sprawy związane ze zmianą pracy trochę się przeciągnęły. A potem jak wypadłam z rytmu regularnego pisania, to nie mogłam znów się w niego wbić. Dziś powracam z nową energią twórczą. Jest taki piękny i słoneczny dzień - aż chce się pisać :)) Na początek zacznę od postów, które miałam zaplanowane już dawno, jednym z nich jest ten o miętowym żelu peelingującym marki Lirene.


Znajduje się on w plastikowym opakowaniu w formie tubki. Wygodnie się je wyciska, bo jest bardzo miękkie. A dzięki temu, że stoi na otworze dozującym, to peeling cały czas spływa w dół i jesteśmy w stanie sprawnie go wycisnąć. Opakowanie ma ładny miętowy kolor - to pewnie nawiązanie do tego, że w składzie znajduje się ekstrakt z mięty. Produkt ma pojemność 150 ml, kosztuje ok. 17 zł.


Producent przeznaczył ten peeling do każdego typu cery - o czym jest wspomniane na opakowaniu. Ma on żelową, przezroczystą konsystencję z zawieszonymi w niej drobinkami peelingujacymi. Nie są one bardzo ostre, dlatego przy mojej naczynkowej i wrażliwej skórze nie robią krzywdy. Jednak ja jestem ostrożna w jego używaniu, ponieważ sądzę, że powinien on być skierowany raczej dla osób ze skórą mieszaną i tłustą. Produkt spełnia swoją funkcję, czyli oczyszcza skórę, przy tym lekko ją peelinguje. Producent napisał, że jest przeznaczony "do stosowania rano i wieczorem w codziennej pielęgnacji oczyszczającej". Mimo że nie jest zbyt mocny, jednak jest to peeling mechaniczny. Nasza skóra nie potrzebuje codziennego złuszczania. Ja stosuję ten produkt co 3 - 4 dni. To jest wystarczające. 


Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to mam problem z domyciem tych drobinek peelingujących ze skóry w miejscu gdzie zaczynają się włosy. Niby myję skórę staranie i dokładnie. Jednak po jej wysuszeniu zawsze znajduję we włosach jakieś resztki tych drobinek. Byłby to znacznie fajniejszy produkt, gdyby producent nie zepsuł jego składu. Główne składniki aktywne w nim zawarte, czyli węgiel z bambusa, wyciąg z bambusa, lotosu i lilii wodnej oraz ekstrakt z mięty, znajdują się daleko na końcu w składnie nie mając szansy zadziałać. Ja wiem, że żel styka się ze skórą krótko (tylko tyle ile zajmuje mycie), jednak od pewnego czasu staram się szukać kosmetyków o lepszym składzie. Jest to ciekawy produkt, który zbiera sporo pozytywnych opinii. Jednak ja nie zamierzam już kupować kolejnego opakowania.

Skład INCI: Aqua (Water), Synthetic Wax, Cocamidopropyl Betaine, Butylene Glycol, Coco-Glucoside, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Parfum (Fragrance), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Hydroxyacetophenone, Lauryl Glucoside, Disodium EDTA, Microcrystalline Cellulose, Cellulose, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Buteth-3, Menthyl Lactate, Propylene Glycol, Sodium Benzotriazolyl Butylphenol Sulfonate, Laureth-2, PEG/PPG-120/10 Trimethylolpropane Trioleate, Charcoal Powder, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Pentylene Glycol, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Tributyl Citrate, Panthenol, Bambusa Vulgaris (Bamboo) Shoot Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Nymphaea Alba (Water Lily) Root Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Hexyl Cinnamal, Linalool, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 42090 (FD&C Blue No. 1).


Mieliście miętowy żel peelingujący z węglem z bambusa marki Lirene?
Co o nim sądzicie? 

Nie ma to jak robić zdjęcia z małymi przeszkadzaczami. Koty uwielbiają być w centrum zainteresowania. Najlepiej przyjść i położyć się na środku kadru :)

Czytaj dalej »

17 marca 2019

ORIFLAME - Now Age Skin Renewing Peel, czyli odnawiający peeling z kwasami

Pozostając w temacie kosmetyków z kwasami chciałabym polecić Wam jeszcze jeden produkt. Nie spodziewałam się znaleźć coś tak fajnego w ofercie Oriflame. Nie jest to moja ulubiona marka, więc bardzo rzadko sięgam po ich kosmetyki. Tym razem jednak trafiła mi się prawdziwa perełka dla osób lubiących kosmetyki z kwasami, a zarazem obawiających się sięgnąć po mocniejsze produkty (na przykład te marki NEUTREA, które opisywałam w ostatnim poście). Peeling marki Oriflame jest skuteczny, a zarazem delikatniejszy. Nie pozostawia się go na skórze na całą noc, tylko stosuje jak maseczkę maksymalnie przez 20 minut.


Skin Renewing Peel ma za zadanie delikatnie złuszczać martwy naskórek, aby wygładzić powierzchnię skóry, co ma na celu poprawę jej wyglądu. W składzie znajduje się kwas glikolowy oraz salicylowy, a także enzymy granatu. Składniki te mają właściwości złuszczające skórę. 

kwas glikolowy - w stężeniu do 15% jest najbezpieczniejszy. Działa na skórę nawilżająco i złuszczająco. Pobudza syntezę fibroblastów, regeneruje i zwiększa nawilżenie skóry, obkurcza pory skórne i reguluje wydzielanie sebum, poleca się więc zabiegi z jego użyciem osobom z cerą tłustą, trądzikową.

kwas salicylowy - ma właściwości antybakteryjne, antygrzybiczne i przeciwzapalne. Stężenie na poziomie 10-20 % sprawia, że preparat zaczyna mieć właściwości keratolityczne, to znaczy, że jest peelingiem chemicznym. Jako dobrze rozpuszczalny w tłuszczach, przenika przez warstwę sebum na skórze i wnika w głąb mieszków włosowych. Tam rozpoczyna swoją działalność bakteriobójczą i łagodzącą, usuwając nadmiar tłuszczu i zanieczyszczeń. Z tego powodu jest on polecany dla osób ze skórą trądzikową oraz dla każdego, kto chce pozbyć się zaskórników.

enzymy granatu - stosuje się w produktach przeciwzmarszczkowych, gdyż spłycają już istniejące zmarszczki oraz zwiększają sprężystość skóry, wspomagając produkcję kolagenu. Są częstym składnikiem preparatów w pielęgnacji skóry trądzikowej, gdyż wspomagają gojenie się stanów zapalnych. Polecane do cery dojrzałej, suchej i podrażnionej poprawiając jej ukrwienie i koloryt.

Wysoko w składzie znajduje się glinka biała (kaolin), która ma właściwości oczyszczające, matujące, odkażające i wygładzające. Działanie kwasów złagodzone jest nawilżaczami (gliceryną, alkoholem cetylowym, masłem shea, allantoiną). 

SKŁAD INCI: AQUA, KAOLIN, GLYCERIN, CETYL ALCOHOL, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, DI-C12-13 ALKYL MALATE, MAGNESIUM ALUMINUM SILICATE, PPG-5-LAURETH-5, STEARETH-21, GLYCOLIC ACID, SALICYLIC ACID, XANTHAN GUM, PENTAERYTHRITYL DISTEARATE, SODIUM HYDROXIDE, STEARETH-2, PARFUM, IMIDAZOLIDINYL UREA, ALLANTOIN, DISODIUM EDTA, LACTOBACILLUS/PUNICA GRANATUM FRUIT FERMENT EXTRACT, CITRIC ACID, HEXYL CINNAMAL, BENZYL SALICYLATE, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, LINALOOL, CITRONELLOL, POPULUS TREMULOIDES BARK EXTRACT, CI 77891.


Dla kogo?
Produkt ten ze względu na użyte składniki zalecany jest dla skóry trądzikowej, tłustej i mieszanej. 

Jak często?
Producent zaleca stosować 2 razy w tygodniu, jednak nie w dni następujące po sobie. Ja jednak stosuję rzadziej, ze względu na to, że używam jeszcze inne kosmetyki z kwasami.

Jak używać?
Skin Renweing Peel ma postać kremowej maski i podobnie się go używa. Aplikuje się na oczyszczoną i osuszoną skórę, omijając okolice oczu. W celu uzyskania lepszych rezultatów można delikatnie masować skórę przez 1 minutę. Kosmetyk ten pozostawiamy na skórze maksymalnie 20 minut. Potem należy spłukać i osuszyć skórę. Łatwo się zmywa, nie zastyga na twarzy. Na koniec zostaje już tylko użyć stosowany przez nas kremem. 

Ostrzeżenia:
Nie należy używać tego produktu na podrażnionej lub uszkodzonej skórze. Zawarte w nim kwasy mogą zwiększać wrażliwość skóry na promienie UV, dlatego stosuje się go tylko na noc, a w dzień używa kremy z filtrami. Gdy pierwszy raz używałam ten preparat, to trzymałam go na skórze tylko przez 5 minut. Chciałam zaobserwować jej rekcję. W przypadku wystąpienia podrażnienia należy przerwać stosowanie. U mnie to nie nastąpiło, dlatego z każdym użyciem stopniowo wydłużałam czas trzymania produktu na skórze do 10, 15 i w ostateczności 20 minut. Jeżeli nigdy nie używało się kwasów lub stosowało się je dawno, to najlepiej jest powoli przyzwyczaić do nich skórę. 


Efekty:
Produkty z kwasami mogą powodować uczucie mrowienia czy szczypania. Ja też na początku tego doświadczyłam. Z czasem skóra przyzwyczaiła się i już tego nie odczuwam. Jedynie na policzkach skóra jest nieco zaczerwieniona, ale po posmarowaniu kremem nawilżającym zaczerwienienie mija. Za to efekty, które uzyskuję bardzo mnie zadowalają. Skóra jest gładsza i rozjaśniona. Dzięki delikatnemu złuszczaniu jest odnowiona i zregenerowana, podkłady wyglądają na niej ładniej, a także nie mam problemu z suchymi skórkami. Produkt ten może zaciekawić osoby, które z różnych względów nie mogą używać peelingów mechanicznych. Skin Renewing Peel ma 100 ml pojemności i kosztuje 39,90 zł.

Stosowaliście Skin Renewing Peel?
Co o nim sądzicie?
Czy zainteresowałam Was produktami z kwasami w składzie?
Czytaj dalej »

3 grudnia 2017

Ulubieńcy - czyli kosmetyczne podsumowanie listopada


W listopadzie dostosowałam moją pielęgnację do zimowych warunków. W tym okresie sięgam po bardziej treściwe kremy, a także po delikatniejsze kosmetyki oczyszczające, które nie będą za bardzo przesuszać skóry. Dziś o tym co się u mnie najlepiej sprawdziło w listopadzie i stanowi moją obecną podstawę pielęgnacji.

VITAL+ACTIVES VITAMIN C 20 COLLAGEN SUPPORT serum do twarzy


W październiku skończyło mi się serum SENSATIA BOTANICALS z olejem z drzewa herbacianego. Kupiłam je w TkMaxx, dlatego znów się tam udałam z nadzieją, że może będą jeszcze mieć takie samo. Nie mieli. Ale znalazłam inne, które mnie zainteresowało - a mianowicie VITAL+ACTIVES VITAMIN C 20 COLLAGEN SUPPORT serum do twarzy. Firma ta jest mi nieznana. Na opakowaniu zawarte są informacje, że jest to produkt wyprodukowany w Stanach Zjednoczonych, a także cruelty free. Używam je od początku listopada i tak się składa, że odkryłam kolejny fajny produkt.


Serum aplikuje się na czystą twarz - po wykonanym oczyszczaniu. Potem można posmarować się jeszcze kremem. Miałam już do czynienia z serum z witaminą C. Były one w formie płynnej, co sprawiało nieco problemów z aplikacją, bo przeciekały przez palce, a potem i po skórze w trakcie rozsmarowywania. Powodowało to straty produktu. Serum, które teraz używam jest w formie żelowej - dlatego znacznie prościej się je rozsmarowuje. Wystarczą dwie jego pompki do aplikacji na twarz, szyję i dekolt. Jest bardzo wydajne. Używam je codziennie już od miesiąca, a zużycie jest niewielkie. Buteleczka o pojemności 30 ml kosztowała ok. 50 zł.



VALCENA PARIS kremowy delikatny peeling FACE SCRUB


Będąc w TkMaxx natknęłam się również na produkt francuskiej firmy, który mnie bardzo zaciekawił. Nie sięgam zbyt często po peelingi mechaniczne. Moja skóra lepiej znosi enzymatyczne. Jednak ten okazał się bardzo dobry, a zarazem delikatny dla skóry. Przeznaczony jest do każdego typu cery. Zawiera bardzo drobniutkie mikrogranulki, które usuwają zrogowaciały naskórek. Aplikujemy go na wilgotną skórę twarzy i masujemy delikatnymi ruchami - omijając okolice oczu. Potem spłukujemy wodą. Po jego użyciu skóra jest miękka i gładka. Nie jest zaczerwieniona ani podrażniona.



VIANEK NAWILŻAJĄCA EMULSJA MYJĄCA DO TWARZY z ekstraktem z lipy

Bardzo długo używałam czarne mydło do mycia twarzy. Stanowczo zbyt długo. Moja skóra za bardzo się do niego przyzwyczaiła i nie było już tego efektu WOW, który mnie przyciągnął do tego produktu. Po jego zużyciu potrzebowałam czegoś innego. Czegoś bardziej odpowiedniego do stosowania przez okres zimowy. Tak się złożyło, że udało mi się taki kosmetyk znaleźć. Jest nim właśnie emulsja myjąca do twarzy marki Vianek.


Jest to świetna alternatywa dla żelu myjącego. Dobrze oczyszcza skórę, a zarazem nie pozostawia uczucia suchości czy "ściągnięcia". Sporo w tym zapewne jest zasługą kremowej konsystencji. Nie obciąża skóry, ani nie pozostawia na niej tłustego filmu. Po prostu skóra jest nieprzesuszona i nie trzeba jej od razu smarować kremem, aby poczuć ulgę. Emulsja jest bardzo delikatna, ale jednocześnie skutecznie oczyszcza skórę. Wersja którą posiadam przeznaczona jest do skóry suchej i wrażliwej. Ja z powodzeniem używam ją przy mojej mieszanej cerze. Dzięki tej emulsji łagodzi się również problem nadmiernego wydzielania sebum w strefie T. Znajduje się w wygodnym opakowaniu z pompką. Mimo niedużej pojemności (150 ml) jest bardzo wydajna. Ja stosuję ją dwa razy na dzień i przez miesiąc jej zużycie jest niewielkie.
SKŁAD INCI: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycerin, Cetyl Alcohol, Urea, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Tilia Platyphyllos Flower Extract, Panthenol, Triticum Vulgare Germ Oil, Glyceryl Oleate, Stearic Acid, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Xanthan Gum, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.


VIANEK INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCY KREM DO TWARZY NA NOC z ekstraktem z robinii akacjowej

Krem ma ciekawą konsystencję. Jest on bardzo treściwy, ale zarazem dość lekki i szybko się wchłaniający. Stosuję go na noc, ponieważ w okresie zimowym moja skóra potrzebuje intensywniejszej regeneracji. Rano skóra jest wypoczęta, odpowiednio nawilżona, po oczyszczeniu jej (wyżej wspomnianą emulsją) aplikuję tylko lekki krem na dzień i przystępuję do wykonania makijażu. 


Dzięki dobrym właściwościom nawilżającym tego kremu marki Vianek oraz regularnym peelingom nie mam problemu z suchymi skórkami, ani z zaczerwienioną skórą. Do tego wszystkiego ma fajny skład. Znajduje się w higienicznym opakowaniu z pompką. Szkoda tylko, że nie widać ile go zostało, bo trudno przewidzieć kiedy się skończy. Ma przyjemny zapach. Spełnia swoje zadanie i moje oczekiwania wobec kremu nawilżającego.
SKŁAD INCI: Aqua, Glycine Soja Oil, Urea, Triticum Vulgare Germ Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Robinia Pseudoacacia Flower Extract, Glyceryl Stearate, Coco-Caprylate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Sodium Lactate, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.

Mieliście któryś z tych kosmetyków?
Jacy są Wasi ulubieńcy kosmetyczni w tym miesiącu?
Czytaj dalej »

24 października 2017

Domowe SPA: maseczki do twarzy LIRENE

Bardzo lubię spa w domowym zaciszu. Zwłaszcza w długie, jesienne wieczory. W tym roku ten czas umilają mi maseczki Lirene. Otrzymałam sporo nowości do przetestowania i od razu chętnie się za to zabrałam :)) Maseczki te są bardzo różnorodne - są tu zabiegi dwu etapowe, maseczki kremowe, peel-off - na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.


Na początek maseczki 2-etapowe. Składają się one z dwóch saszetek, w których znajdują się poszczególne etapy zabiegu. Do wyboru mamy dwa rodzaje, a ich cena to 4,99 zł za sztukę.


MIGDAŁOWY ZABIEG UJĘDRNIAJĄCY z elastyną morską
I ETAP: Peeling micro-złuszczający z kwasem migdałowym, którym delikatnie masujemy skórę przez ok. 5 minut
II ETAP: Maska ujędrniająca z olejkiem migdałowymi witaminą E, którą pozostawiamy do wchłonięcia.

HIALURONOWY ZABIEG WYPEŁNIAJĄCO-LIFTINGUJĄCY 
I ETAP: Hialuronowe serum z zielonymi algami
II ETAP: Lipidowa maska napinająca - obie te części po aplikacji na skórę, pozostawiamy do wchłonięcia.

*****************


A teraz maseczka, która składa się z dwóch saszetek, ponieważ przeznaczona jest na dwie aplikacje. Mi wystarczyła na cztery, bo jest jej na tyle dużo, że podzieliłam sobie te saszetki jeszcze na pół. Jest to MINERALNY ZABIEG OCZYSZCZAJĄCY Z ZIELONĄ GLINKĄ. Ma za zadanie dobrze oczyszczać, a także przywracać świeży i promienny wygląd skórze. Zawiera guaranę, glinkę kaolinową oraz drobinki peelingujące w postaci łupinek z ziarenek kakao. Maseczkę aplikujemy na skórę, chwilę delikatnie masujemy, pozostawiamy na 10 minut, po czym zmywamy dokładnie ciepłą wodą. Maseczka ma pojemność 2 x 6 ml, kosztuje 4,99 zł.

*****************

Wśród tych nowości znajdują się również dwa peelingi. Jeden to PEELING ENZYMATYCZNY. Trzymamy go na skórze przez 5-8 minut, a następnie zmywamy ciepłą wodą. Bardzo lubię stosować tego typu peelingi, więc byłam go bardzo ciekawa - dlatego była to jedna z pierwszych saszetek, które wypróbowałam. Świetnie sprawdza się do oczyszczania skóry delikatnej i naczynkowej, ponieważ nie wymaga tarcia. Zawarte w nim kwasy owocowe i papaina rozpuszczają obumarły naskórek, nie powodując uczucia suchości czy pieczenia. Stosuje się go nie częściej niż 2 razy w tygodniu. Taka saszetka ma pojemność 8 ml, kosztuje 2,99 zł.


W drugiej saszetce znajduje się MICROPEELING WYGŁADZAJĄCY z lotosem, bambusem, lilią wodną, wyciągiem z cytryny. Posiada on delikatne drobinki peelingujące, które mają za zadanie usuwać martwy naskórek oraz oczyszczać. Używamy go delikatnie masując skórę przez ok. 2-3 minuty, a następnie zmywamy ciepłą wodą. Ma on pojemność 8 ml, kosztuje 2,99 zł. Taka saszetka wystarcza więcej niż na jedno użycie.

*****************


Po wykonanym peelingu dobrze jest użyć jedną z maseczek. Na przykład taką, którą aplikujemy na skórę i pozostawiamy do wchłonięcia. Ewentualnie można trochę jej nadmiaru usunąć po ok. 10 minutach trzymania na skórze. W nowościach Lirene do wyboru są trzy takie:
- ROZŚWIETLAJĄCA MASKA NAPINAJĄCA z białą perłą, kompleksem z kwasem rozmarynowym,
- BOGATA MASKA UJĘDRNIAJĄCA ZE ZŁOTĄ ALGĄ zawiera olejki, witaminę E,
- WITAMONOWA MASKA ULTRA NAWILŻAJĄCA  z wiśnią z Barbados, witaminą C.
Maseczki te są wygodne w aplikacji - po prostu otwieramy saszetkę i aplikujemy jej zawartość na skórę. Ich pojemność to 8 ml, koszt 2,99 zł za sztukę.

*****************

Na koniec zostawiłam najciekawsze maseczki. Są one w formie proszku. Używa się je w ten sposób, że przesypujemy proszek do miseczki. Następnie przecinamy saszetkę wzdłuż oznaczonej na jej tyle linii i napełniamy pustą saszetkę letnią wodą - stanowi to ok. 30 ml. Dzięki temu nie potrzebujemy już dodatkowej miarki. Wystarczy tylko dolać wodę do proszku i mieszać, aż do uzyskania gładkiej masy bez grudek.


Są to maski typu peel-off, które mają to do siebie, że zaczynają szybko zastygać. Dlatego należy je aplikować na skórę od razu po przygotowaniu, pamiętając o tym, aby omijać okolice oczu. Po ok. 10-15 minutach ściągamy zastygniętą maskę delikatnym ruchem od szyi w górę. W zamyśle producenta powinno to nastąpić w jednym kawałku. Mi się tak nie udało ich ściągnąć, tylko w częściach. Ewentualne pozostałości maski zmywamy letnią wodą. Maski te mają pojemność 10 g, kosztują 11,99 zł za sztukę, dostępne są w 5-ciu rodzajach:
- REWITALIZUJĄCA MASKA Z WITAMINĄ C,
- ALGOWA MASKA GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCA,
- NAPINAJĄCA MASKA Z 24K ZŁOTEM I PERŁĄ,
- REGENERUJĄCA MASKA Z OLEJKIEM ROZMARYNOWYM,
- GLINKOWA MASKA GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCA.

Dajcie znać w jakiej formie maski najbardziej lubicie? 
Mieliście może którąś z tych maseczek?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

16 września 2016

EVELINE zabieg w formie saszetki do pielęgnacji stóp


Rzadko kiedy używam kosmetyki w saszetkach. Ich gromadzenie idzie mi świetnie, ale zużywanie już gorzej. Dlatego co jakiś czas przeglądam moje zbiory i staram się wykorzystać kilka z nich, aby tak nie zalegały. Przyszła więc pora na kolejne saszetki. Akurat mam dwie podobne pod względem zastosowania: krok 1 - peeling, krok 2 - maska. Obie przeznaczone do pielęgnacji stóp.


Eveline intensywnie zmiękczający zabieg kawowy do stóp
----------------------------------------------------------------------------


Najpierw peeling. Jest on drobnoziarnisty, ale bardzo skuteczny. Zresztą każdy, kto kiedyś wypróbował peeling kawowy wie jak on fajnie potrafi działać. Złuszcza zrogowaciałą skórę, na tyle ile da radę po dwóch użyciach (bo na tyle mi wystarczyła ta saszetka). Dla lepszych efektów, trzeba systematyczności i większej liczby saszetek. A w drugiej saszetce mamy przygotowaną porcję maski. Jest ona gęsta i dość treściwa. Osoby lubiące kawowy zapach będą zadowolone, bo jest on dobrze wyczuwalny. Nie wiem ile zajmuje masce całkowite wchłonięcie w skórę, ponieważ stosowałam ją na noc, tuż przed spaniem, zakładając jeszcze skarpety. Ja używam takie zwykłe bawełniane. Ale zastanawiam się jeszcze nad kupieniem takich bambusowych, które polecała Weronika (z kanału szusz) w filmiku z ostatnimi ulubieńcami kosmetycznymi.


Eveline nawilżająco-regenerujący zabieg z algami atlantyckimi
 ----------------------------------------------------------------------------


W tym przypadku również mamy do czynienia z peelingiem i maską. Ta saszetka też wystarczyła mi na dwa zastosowania. Peeling jest drobnoziarnisty i delikatny. Jak dla mnie trochę za bardzo. Mógłby być mocniejszy. To są w końcu stopy, a na nich skóra jest gruba i mocno rogowacieje. Potrzeba jej zatem mocniejszego peelingu. Za to maska jest w porządku. Nawilża skórę. Jest gęsta i kremowa. Stosuję ją też na noc i pod skarpetki. Zapach ma algowy, ale jest on przyjemny i nie za intensywny.

Saszetki mają pojemność 2 razy po 6 ml, cena ok. 4 zł.

A Wy stosujecie takie saszetki do pielęgnacji stóp?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

26 lipca 2016

3 kosmetyki pielęgnacyjne do ust, które lubię używać

Podstawę mojej pielęgnacji ust stanowi dobry peeling i bezbarwna pomadka ochronna. Tego typu kosmetyki zawsze mam pod ręką i często po nie sięgam. Lubię, gdy skóra warg jest gładka i dobrze przygotowana przed nałożeniem szminki czy matowej kredki. Ostatnio odkryłam jeszcze zalety stosowania olejku do ust. Podoba mi się efekt jaki daje - ta błyszcząca tafla. A przy okazji taki olejek posiada też właściwości pielęgnacyjne.


 

Precious Oils Lip Scrub - delikatny peeling do ust



Moje usta potrzebują regularnych peelingów, zwłaszcza w okresach kiedy skóra staje się sucha i łuszczy się. Lubię pozbyć się suchych skórek, by nałożona pomadka czy błyszczyk ładnie wyglądały. Najczęściej przygotowuję coś sama, na przykład z cukru połączonego z wybranym olejem. Jednak lubię też mieć jakiś gotowy produkt pod ręką. Opisywałam już kiedyś działanie peelingu marki Sylveco. Dziś będzie o delikatnym peelingu do ust marki Eveline.


Peeling ten jest w formie szminki. Jest on bardzo delikatny. To znaczy zawarte są w nim malutkie drobinki, które nie są bardzo ostre. Najlepiej sprawdzi się do delikatnego złuszczania. Gdy mamy mocnej przesuszone usta, trzeba używać go częściej. Pocierając nim o wargi wykonujemy peeling. Pozostałe na skórze drobinki możemy pomasować jeszcze chwilę opuszkiem palca lub zetrzeć chusteczką. Niestety same się nie rozpuszczą. Produkt ten nawilża usta, a także je wygładza. Znajduje się w ślicznym, różowym opakowaniu. Jest ono plastikowe. Jak na razie nic mi w nim nie popękało, ale nie wygląda ono na zbyt trwałe. Cena tego peelingu to ok. 16 zł.


Precious Oils Lip Elixir - olejek do ust

 


Jest to nawilżający olejek do ust w formie błyszczyku. Bardzo popularny jest ten z Clarins (niestety dla mnie za drogi), ciekawił mnie też olejek Luxury Lips z Catrice (ale jakoś nie mogłam się wybrać, aby go kupić). Za to mam Lip Elixir marki Eveline. Dostępny jest w dwóch wersjach: Vanilla oraz Cranberry. Ja mam tą pierwszą.


W lipcu stawiałam na bardzo minimalistyczny makijaż. Zwłaszcza w te upały. Troszkę podkładu mineralnego, podkreślić brwi żelem, miałam przedłużane rzęsy metodą 1:1 (więc ich nie malowałam), odrobinę różu i ten olejek do ust. Bardzo fajnie nawilża, ale też twory efekt błyszczącej tafli. Nie nadaje ustom zabarwienia (jest bezbarwny), sprawia tylko, że ładnie lśnią. Dodatkowo posiada filtr SPF10. Producent wymienił, że ma w składzie mnóstwo olejków, m.in. arganowy, kokosowy, awokado, z oliwek. Niestety nie wszystkie z nich występują na początku składu (większość dopiero po składnikach zapachowych). Zaraz na drugim miejscu w składzie jest parafina. Olejek ma pojemność 7 ml, a jego koszt to ok. 12 zł.


SOS Argan Oil odżywczo-regenerujący balsam do ust

 


Przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji ust. O ile opisywany powyżej olejek trzymam w domu, to ten balsam noszę przy sobie w torebce. Nie zajmuje dużo miejsca i jest w formie poręcznego w użyciu sztyftu. Bardzo dobrze nawilża i regeneruje usta, zapobiegając ich pękaniu i spierzchnięciu. Tego typu sztyfty sprawdzają się u mnie świetnie zimą, ale latem też lubię je używać. Zawiera filtr SPF10. A dzięki temu, że jest bezbarwny mogę aplikować go na usta bez użycia lusterka.


Od razu po użyciu przynosi ulgę, usta stają się miękkie, nie tworzą się na nich suche skórki. Czasem zdarza mi się też używać go pod szminkę czy matową kredkę do ust. Nakłada się wtedy mniej pigmentu - ja się tak lepiej czuję, bo nie lubię mieć mocno podkreślonych ust. Dodatkowo matowe pomadki ich tak nie wysuszają. Balsam ten zawiera w składzie m.in. lanolinę, wosk pszczeli, masło kakaowe, witaminę E. 

A Wy jakie kosmetyki do pielęgnacji ust używacie?
Mieliście któryś z opisywanych w tym poście?
Czytaj dalej »

6 czerwca 2016

VEDARA - Golden Sweet Peeling

Dla mnie najważniejsze jest, aby peeling złuszczał martwy naskórek. Nie musi to być bardzo drogi produkt. Wystarczy tani, ale skuteczny. Ważne jest, aby osiągnąć efekt, którego oczekuje. Z tego powodu pewnie nigdy nie wypróbowałabym Złotego Peelingu do ciała marki VEDARA. Opakowanie pojemności 150 ml kosztuje 48 zł. W tamtym roku kupowałam różne boxy i peeling ten dołączony był do jednego z nich. Obecnie nie kupuję już boxów, bo chociaż fajnie jest wypróbować różne kosmetyki, to niestety gromadzi się pewnych ich rodzajów za dużo, jak na przykład balsamów czy peelingów. A potem muszą leżeć i czekać na swoją kolej, ponieważ nie lubię mieć pootwieranych po kilka kosmetyków tego samego rodzaju na raz. Ten peeling też trochę się naczekał.


Peeling znajduje się w zakręcanym opakowaniu, z którego wydobywamy zawartości tyle, ile chcemy użyć. Ma śliczny pomarańczowy kolor. Dopiero, gdy robiłam zdjęcia do postu, to zauważyłam mieniące się w słońcu złote drobinki. Wcześniej jakoś ich nie dostrzegałam, bo po kąpieli nie zostają one na skórze. Ma przyjemny zapach. Za złuszczanie odpowiadają w nim kryształki cukru oraz zmielone pestki winogron. Skutecznie, ale delikatnie złuszcza skórę. Kryształki cukru rozpuszczają się pod wpływem wody i masowania po skórze, dzięki temu jej nie podrażniają.


Oprócz tego, że peeling ten złuszcza skórę, to równocześnie też ją nawilża. Zawiera w składzie olej kokosowy i migdałowy. Są one już w trakcie wykonywania peelingu wmasowywane w skórę. Dzięki temu po kąpieli skóra jest nawilżona i nie ma uczucia suchości czy szorstkości. Używam go w ten sposób, że na zwilżoną skórę nakładam peeling i masuję okrężnymi ruchami przez ok. 1-2 minuty. Następnie spłukuję go wodą. Po umycia pokrywa skórę delikatną warstewką olejków. Nie jest to tłusta i nieprzyjemna powłoka, która często powstaje po peelingach, które mają w składzie parafinę Jest to przyjemna warstewka, która z czasem dobrze wchłania się w skórę, powodując, że po kąpieli nie trzeba używać już balsamu do ciała.


Podsumowując, jest to przyjemny w użyciu peeling, który jest bardzo skuteczny w złuszczaniu skóry. Niestety jest mało wydajny. Nie używam go zbyt dużo na raz, ale szybciutko ubywa z opakowania. Fajnie, że mogłam go wypróbować, jednak pozostanę przy używaniu tańszych peelingów.

Mieliście ten peeling ???
Co o nim sądzicie ???
Czytaj dalej »

18 lutego 2016

LIRENE Beauty Collection - peelingi do ciała w pięciu wariantach

Od kiedy się pojawiły w ofercie, to chciałam je wypróbować. Fajnie się złożyło, że otrzymałam je do testów. Peelingi te występują w pięciu wariantach:

- żurawinowy peeling cukrowy
- kokosowy peeling solny
- mango peeling ujędrniający
- grejpfrutowy peeling antycellulitowy
- brzoskwiniowy peeling regenerujący

Ja mam trzy z nich.


Cena takiego peelingu to ok. 15 zł za 220 g. Znajdują się w plastikowych tubkach zamykanych na klips. Dobre jest w nich to, że da się je postawić na zamknięciu, dzięki czemu zawartość spływa na dół i nie ma problemu z ich wydobywaniem. Nawet jak już jest ich mniej niż połowa opakowania. Jednak na koniec i tak ich je rozetnę. Ich wydajność jest dobra. Patrząc na zużycie myślę, że taki peeling powinien wystarczyć na około dwa miesiące stosowania. Po użyciu peelingu skóra jest gładka i miękka. Dobrze przygotowana na posmarowanie jej balsamem - kosmetyki będą się znacznie lepiej wchłaniały.


żurawinowy peeling cukrowy
- jest to peeling cukrowy, gruboziarnisty
- w bezbarwnym żelu zatopione są czerwone i białe drobinki ścierające
- drobinki te są dość ostre
PLUSY
MINUSY
-        zapach ma dość świeży i wyrazisty
-        czuć w nim żurawinę
-        zapach nie jest słodki ani sztuczny
-        dobrze złuszcza martwy naskórek
-        jest to tak zwany „mocny zdzierak”

-    dla osób lubiących delikatne peelingi będzie zbyt mocny
-   bezbarwny żel w którym zanurzone są drobinki peelingujące trudno zmywa się ze skóry
Skład: Propylene Glycol, Glycerin, Sugar, Aqua (Water), Synthetic Wax, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamina, Zingiber Officinale (Ginger) Root Extract, Vaccinum Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extact, Parfum (Fragrance), CI 16255:1.



mango peeling ujędrniający
- jest to peeling gruboziarnisty
- drobinki są dość ostre
- ma kolor żółto-pomarańczowy
- w działaniu podobny do peelingu żurawinowego
PLUSY
MINUSY
-        zapach ma słodki
-        jest on przyjemny, nie mdły ani chemiczny
-        jest to tak zwany „mocny zdzierak”
-        łatwo się spłukuje ze skóry
-        dobrze złuszcza martwy naskórek

-        dla osób lubiących delikatne peelingi będzie zbyt mocny
-        nie zauważyłam efektu ujędrnienia
Skład: Aqua (Water), Polyethylene, Sodium Laureth Sulfate, Triethanolamine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Hydroxyethylcellulose, Sodium Salicylate, Disodium EDTA, PEG-70 Mango Glycerides, Glycerin, Disodium Adenosine Triphosphate, Carica Papaya (Papaya), Fruit Extract, Sodium Hydroxide, Algin, Methylisothiazolinone, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Limonene, CI 19140 (Yellow No. 5), CI 16035 (Red No. 4).



kokosowy peeling solny
- ma formę gęstej pasty o białym kolorze
- wygląda jak masa z wiórków kokosowych
- jest to peeling solny, drobnoziarnisty
- pod wpływem masowania po skórze sól rozpuszczają się
­- mimo że preferuje mocne zdzieraki, to spośród tych trzech peelingów ten lubię najbardziej
PLUSY
MINUSY
-        drobinki peelingujące są drobne, ale wyczuwalne
-        zapach ma kokosowy
-        nie jest on słodki, ani chemiczny
-        łatwo się spłukuje ze skóry
-    dobrze złuszcza martwy naskórek  
-        sprawdzi się u osób lubiących delikatniejsze peelingi

-        osoby lubiące mocne zdzieraki nie będą z niego zadowolone
Skład: Propylene Glycol, Glycerin, Sodium Chloride, Sugar, Silica Dimethyl Silylate, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sodium Laureth Sulfate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Coumarin, Benzyl Benzoate.



Mieliście któryś z tych peelingów ???
Co o nich sądzicie ???
Czytaj dalej »