20 sierpnia 2017

Ulubieńcy i jeden bubel / lipiec 2017

Ostatnio pojawiło się kilka wpisów z podróży. Jednak przecież jest to blog głównie o tematyce kosmetycznej, więc do takowej powróćmy. Na początek chciałabym wspomnieć o kosmetykach, które używało mi się najlepiej w ciągu ostatniego miesiąca. Niestety trafił mi się też jeden bubel - o którym napiszę tu ku przestrodze, by nie marnować na niego pieniędzy.


W lipcu podstawę mojego demakijażu stanowiły dwa produkty. Skórę zaraz po tym jak rano wstawałam, a także po popołudniowym demakijażu myłam Czarnym Mydłem. Bardzo dokładnie oczyszcza ono skórę. Dodatkowo nie podrażnia jej i jest bardzo wydajne. W międzyczasie wyskoczyło mi parę stanów zapalnych. Zauważyłam, że mydło to przyspieszyło ich gojenie. Używałam je też jako peeling enzymatyczny, czyli namydlałam na skórze, a potem zostawiałam tak przez kilka minut przed spłukaniem. Daje działanie peelingujące, ale jest ono bardzo delikatne i dla niektórych może być niezauważalne. Jedyną jego wadą jest to, że w trakcie spłukiwania  może szczypać w oczy.


Do demakijażu używałam Lirene Pure and Matt płyn micelarny z minerałami z Morza Martwego. Przeznaczony jest on do każdego typu cery. Do jego działania nie mam nic do zarzucenia. Skutecznie usuwa makijaż i odświeża skórę. Jest również wydajny, ponieważ używam go często, a zużyłam przez miesiąc dopiero połowę opakowania. Zresztą to jest dość duże opakowanie, bo ma 400 ml pojemności.


Lubię zmieniać kremy do twarzy, dlatego teraz kupiłam krem na noc Dar piękna marki DLA Kosmetyki. Spodobał mi się ze względu na skład. Zawiera mleczko pszczele, napar z jarzębiny, olej z czarnuszki, D-panthenol. Nie znajdziemy tu oleju parafinowego i mało jest konserwantów. Jest to dla mnie istotne, ponieważ nie powoduje zapychania skóry, tylko sprawia, że jest ona miękka i gładka. Opakowanie to bardzo prosta, plastikowa buteleczka z pompką. Krem jest dość gęsty i treściwy, ale dzięki temu wydajny. Nie utrudnia jednak to jego aplikacji - łatwo się rozsmarowuje i dość szybko wchłania. Ma delikatny, ziołowy zapach. Bardzo dobrze nawilża skórę. Przy mojej mieszanej cerze jest to ważne. Lubię aby policzki nie były przesuszone, a i strefa T, gdy nie jest dobrze nawilżona, to wzmaga się tam produkcja sebum. Gdy używam ten krem na noc, to rano skóra jest uspokojona i dłużej zajmuje zanim podkład trzeba przypudrować.


Podkład, po który najchętniej sięgam to Dr Irena Eris PROVOKE. Produkt ten kupiłam po tym jak polecała go wiele razy na swoim blogu Daria - Kosmetyczna Hedonistka


Ja również go polubiłam. Głównie za dopasowanie kolorystyczne, ponieważ odcień numer 210 jest dla mnie idealny i nie muszę go rozjaśniać. 


Występuje on w trzech wersjach ja wybrałam MATT FLUID, ponieważ przy mojej świecącej się strefie T lubię, gdy podkład daje matowe wykończenie. Nie muszę go zbyt dużo przypudrowywać (mocniej strefę T, a resztę skóry tylko lekko muskam pudrem). Nie ciemnieje z czasem na skórze. Znajduje się w estetycznym i wygodnym w użyciu opakowaniu z pompką.


Ulubione perfumy, które umilają mi lato to Chloe de Roses EDT. Jest to zapach bardzo świeży i radosny. Nuty różane są tu charakterystycznym składnikiem. Uwielbiam ten zapach, a w dodatku bardzo długo się on utrzymuje, dlatego chętnie sięgam po te perfumy. Lubię je też za to, że są dobre na co dzień, a także pasują na wieczór.


Na koniec produkt, który u mnie się nie sprawdził. Lubię markę Alterra i wiele już ich kosmetyków miałam - głównie do włosów. Dlatego, gdy skończył się mój dezodorant, to postanowiłam wypróbować teraz Alterra - Balsam dezodoryzujący Melisa i Szałwia. Jest to produkt z dobrym i naturalnym składem. Niestety nie jestem zadowolona z jego działania (w właściwie jego braku). Szkoda, że nie poczytałam o nim opinii przed zakupem, ponieważ zbiera wiele niepochlebnych. Na szczęście nie spowodował u mnie żadnego podrażnienia skóry. Po prostu nie chroni przed brzydkim zapachem. Nie mam problemów z nadmierną potliwością, a po jego użyciu czułam wokół mnie zapach potu. Dodatkowo ma swój charakterystyczny zapach, który gryzie się z moimi perfumami. Po prostu je zagłusza i obrzydza mi ich zapach. Jednym słowem - masakra!


Mieliście może któryś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

12 sierpnia 2017

Ołomuniec - niedoceniana turystyczna perełka Czech


Na koniec naszej wycieczki wybraliśmy się do Ołomuńca. Jest to historyczna stolica Moraw. Leży 260 kilometrów od Krakowa i 190 kilometrów od Katowic, na trasie z Polski przez Brno do Wiednia i dalej do Chorwacji. Większość turystów omija Ołomuniec, a warto zatrzymać się tam choćby na jeden dzień i przespacerować przez Stare Miasto, które jest drugim (po centrum Pragi) największym zespołem zabytkowym w Czechach. Zabudowa w jego obrębie reprezentuje głównie styl renesansowy i barokowy.


Najbardziej wyróżniającym się obiektem na Rynku Głównym jest Kolumna Trójcy Przenajświętszej. Wybudowana w latach 1716-1754 przez Wacława Rendera, architekta cesarskiego i miejskiego kamieniarza. Niestety, artysta nie zobaczył swojego dzieła - zmarł w 1733 roku. W swoim testamencie zapisał cały majątek na dokończenie kolumny. Budowla ma 35 metrów wysokości.


Katedra św. Wacława w Ołomuńcu - pierwotnie była to trójnawowa romańska bazylika. Z czasem została wielokrotnie przebudowana. Aż ostatecznie zanikła prawie cała romańska budowla, a katedra otrzymała formę gotycką. Jej wnętrze może się niektórym osobom wydawać znajome. A to dla tego, że za projekt odpowiada ten sam rzeźbiarz i architekt, który zaprojektował Kościół św. Anny w Krakowie. 


Dodatkowo można wejść na wieżę Katedry i po drodze podziwiać panoramę Ołomuńca. Na szczycie znajduje się dzwon św. Zdzisławy, którą Jan Paweł II kanonizował 21 maja 1995 r. 


Na budynku ratusza znajduje się zegar astronomiczny. W Czechach są tylko dwa zegary tego rodzaju - jeden tu, drugi w Pradze. Jeszcze 500 lat temu o bogactwie i wielkości miast świadczyło przede wszystkim to, czy mogły sobie pozwolić na wybudowanie publicznego zegara. Nie bez znaczenia był też fakt, jaki był to czasomierz. Największą sławę zyskiwały mechanizmy skomplikowane, które dodatkowo pozwalały na odgrywanie przed widzami przedstawienia. Taki właśnie zegar zafundował sobie w XV wieku Ołomuniec.

Zegar ten był wielokrotnie przebudowywany i naprawiany, aż w 1898 roku wymieniono mechanizm, a przy okazji malowidła zastąpiono rzemieślniczymi obrazkami. Po II wojnie światowej zegar znów wymagał naprawy. Tym razem jednak uznano, że wnętrze ma całkiem sprawne, za to zmieniono na nim figury i malowidła - świętych zastąpili chłopi i robotnicy, na mozaikach pojawiły się obrazki nawiązujące do ludowych tradycji okolic Ołomuńca. W tej formie zegar podziwiać można do dziś. Nadal w południe poruszają się jego figurki, nadal słychać muzykę. Z jednej strony żal starego czasomierza, z drugiej zaś obecny to także ciekawa pamiątka minionych, choć może nie tak dawnych czasów.


A Wy byliście w którymś z tych miejsc? 
Podoba Wam się Ołomuniec?
Czytaj dalej »

7 sierpnia 2017

Wspomnienia z podróży

Szykuję dla Was jeszcze jedną relację z ostatniego dnia naszego pobytu w Austrii i Czechach. Pisałam już o pięknym Brnie i dwóch niesamowitych dniach w Wiedniu. A teraz będzie kolej na śliczne czeskie miasto – Ołomuniec. Fajnie, że byliśmy tam początkiem czerwca zanim zaczęły się upały, a przy okazji było też niewiele turystów. Wiem, że Praga jest najbardziej popularnym celem turystycznym w Czechach, ale my chcieliśmy uniknąć tłumów i spokojnie pospacerować.


Przez te cztery dni zrobiliśmy prawie tysiąc zdjęć. Na blogu pokazałam zaledwie małą ich część. A w międzyczasie byliśmy w lipcu w Wieliczce. Ostatni raz byłam tam jeszcze na wycieczce ze szkoły podstawowej i fajnie było sobie przypomnieć to miejsce. Stamtąd doszły kolejne zdjęcia. Najlepiej byłoby wywołać je jak najszybciej i zrobić z nich album – póki jeszcze pamiętamy jak najwięcej szczegółów z tych wyjazdów. 



Dlatego zaczęłam przeglądać w Internecie jakie są dobre oferty cenowe przy wywoływaniu dużej ilości zdjęć. Między innymi trafiłam na stronę Foto4u.pl. Za zamówienie od 1000 zdjęć w formacie 10x15 lub 10x13 koszt wywołania zdjęcia wynosi zaledwie 20 gr od sztuki! Odbitki w interesujących mnie formatach zamówione danego dnia do 22:00 mają szybki czas realizacji – w ciągu 1-2 dni roboczych. Dodatkowo dla zamówienia od 300 zł przesyłka jest darmowa. Istnieje też możliwość darmowego odbioru osobistego w punktach odbioru w całej Polsce. Zdjęcia drukowane są na wysokiej jakości papierze fotograficznym Kodak. Jest też dodatkowa opcja ręcznej korekty zdjęć przez grafika, aby uzyskać efekt równo naświetlonych zdjęć o poprawnej kolorystyce i jakości. 

Moim zdaniem oferta jest atrakcyjna. A co Wy o niej sądzicie? Ktoś może korzystał?
Czytaj dalej »