26 lutego 2018

MAYBELLINE INSTANT ANTI-AGE THE ERASER EYE - korektor pod oczy

Jest to produkt, o którym nie tak dawno było dosyć głośno. Teraz popularnością cieszy się korektor Tarte oraz jego zamiennik z MUR. A ja  poczekałam sobie troszkę, w między czasie poczytałam sporo opinii, aż w końcu kupiłam korektor pod oczy Maybelline Instant Anti-Age the Eraser Eye. Bardzo rzadko zdarza się, że od razu kupuję kosmetyki, które wśród blogerek i youtuberek urodowych są hitem. Ja wolę poczekać, aż minie ich pięć minut sławy i zaopatrzyć się w nie dopiero później. Na początku przeważnie ciężko jest z ich dostępnością, a dodatkowo ich cena jest wysoka. The Eraser Eye teraz można kupić u nas bez problemu, a dodatkowo w sklepach internetowych znaleźć w dobrej cenie, bo już za ok. 30 zł. Natomiast w Rossmannie jego cena wciąż wynosi ok. 50 zł.


Kupiłam go w odcieniu LIGHT. Jest to ładny, żółty odcień, który dobrze pasuje do mojej karnacji. Korektor ten ma dość ciekawą konsystencję. Jest kremowy, ale zarazem bardzo lekki. Dobrze łączy się z podkładem. Krycie ma bardzo dobre. Mam trochę zasinień pod oczami - radzi sobie z nimi nieźle. Używam go też na inne partie twarzy, aby zakryć różne niedoskonałości (zaczerwienienia na skórze czy przebarwienia). Utrzymuje się bardzo dobrze - nie znika w ciągu dnia i nie roluje się. Nie wysusza też skóry pod oczami. Zaraz po aplikacji zbiera się nieco w załamaniach pod oczami. Mam oczy dość głęboko osadzone, więc mam ten problem z wszystkimi korektorami, które używałam. Jednak odczekuję chwilkę, potem rozcieram korektor w załamaniach palcem i dopiero wtedy przypudrowuję. Od tej pory już trzyma się na swoim miejscu i robi to co powinien.


Wiele osób ma zastrzeżenia do dołączonej do niego gąbeczki. Obawiają się po prostu, że będzie niehigieniczna. Jak dla mnie jest ona zbędna, ponieważ do rozprowadzania korektora używam pędzla lub palców. Dlatego ja od razu ją zdjęłam, aby nie marnować produktu, który by w nią wsiąkał przy jego wydobywaniu.


Aby wydobyć korektor trzeba przekręcić opakowanie, co powoduje, że w środku opuszcza się tłoczek. Jest do bardzo praktyczne rozwiązanie, ponieważ dzięki temu zużyjemy produkt do samego końca. Ja używam go przez 2 miesiące i zużycie jest niewielkie (widać to na zdjęciu poniżej). Wystarczy mi jeszcze na spory czas, ale trzeba go zużyć w przeciągu 6 miesięcy. 


Bardzo lubię ten korektor, podoba mi się efekt jaki daje na skórze. Używam go też czasem jako bazę pod cienie. A także próbowałam aplikować na całą twarz tak jak podkład i również wyglądało to dobrze. Jestem z niego zadowolona i chętnie po niego sięgam. Nie dziwie się, że produkt ten jest takim hitem.

A Wy mieliście ten korektor?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

19 lutego 2018

Micel prawie idealny, czyli CLOCHEE - relaksujący płyn micelarny

Słowem kluczem dzisiejszego postu jest "PRAWIE". Pojawi się ono tutaj kilka razy i okaże się, że prawie robi wielką różnicę. Od pewnego czasu naszło mnie na testowanie wcześniej nieznanych mi płynów micelarnych. Na razie ma to mizerne skutki, ponieważ nie natrafiłam na żaden, który by sprostał moim oczekiwaniom. A nie są one aż tak wielkie. Wystarczy by usuwał makijaż i nie podrażniał. Mój najnowszy nabytek to CLOCHEE Relaksujący płyn micelarny. Ciekawiła mnie ta firma, nie miałam jeszcze żadnego ich produktu, a zachciałam wypróbować ten micel. Okazał się on bardzo dobry pod wieloma względami. Jednak ostatecznie mogę o nim powiedzieć, że więcej go nie kupię.


Na opakowaniu tego produktu jest napisane, że przeznaczony jest do usuwania makijażu twarzy i oczu. Tak też działa. Używam go do demakijażu i jest w tym bardzo skuteczny. Dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem tuszu, cieni, podkładu. Ładnie schodzą ze skóry po przetarciu jej wacikiem nasączonym tym micelem. Nie rozmazuje ich po skórze (nie robi z nas tzw. pandy). W tym zakresie nie mam mu nic do zarzucenia.


Jest polecany osobom ze skórą naczyniową. Ma wpływać też korzystnie na cerę dojrzałą. A to wszystko zawdzięcza swoim składnikom. Dzięki zawartości hydrolatu z róży damasceńskiej ma działanie przeciwzapalne, łagodzące, odmładzające i poprawia elastyczność skóry. Wzmacnia też naczynka krwionośne, wygładza, matuje i oczyszcza. Natomiast hydrolat z kwiatu pomarańczy jest polecany do cery wrażliwej i naczyniowej, ponieważ działa antyoksydacyjnie, regeneruje i wspomaga walkę z przedwczesnym starzeniem.
Skład INCI:
Potassium Sorbate***, Citric Acid***, Polyglyceryl-6 Caprylate/Caprate*, Sodium Dehydroacetate***, Rosa Damascena Flower Extract**, Glycerin**, Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate*, Citrus Aurantium Amara Flower Water**, Sodium Benzoate***, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Aqua**
*Certified Organic,  
**Natural Raw Materials,  
***Components of Natural Essential Oils


Ma bardzo delikatny i subtelny zapach. Nie podrażnia skóry. Po wykonaniu demakijażu lubię przetrzeć nim jeszcze twarz tak jak tonikiem, ponieważ niweluje uczucie suchości i "ściągniętej skóry". Nie jest przeznaczony do zmywania makijażu wodoodpornego, ale ... radzi sobie ze zmyciem tuszu wodoodpornego.


Na razie opisałam jego zalety i za co lubię ten produkt. Wygląda na to, że jest idealny. Jednak wkroczy tutaj to "prawie". Niestety muszę uważać jak używam go do demakijażu oczu, ponieważ powoduje ich pieczenie i szczypanie. Nie wiem, który ze składników tak na mnie działa. Szukałam innych jego recenzji, ale nikt nie wspominał, aby go podrażniał ten produkt. Dodatkowo jest on dość drogi - opakowanie pojemności 250 ml kosztuje ok 60 zł. Zużyję go jakoś, ale z podkulonymi uszami wracam znowu do moich sprawdzonych ulubieńców w tej kategorii.

Mieliście ten płyn micelarny?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

10 lutego 2018

Jesli szukasz dobrego, niedrogiego tuszu w ślicznym opakowaniu, to zapraszam na ten post / GOLDEN ROSE /

Rzadko zdarza mi się kupić produkt nie sprawdzając o nim opinii, a w dodatku dlatego, że spodoba mi się jego opakowanie. No popatrzcie sami czyż ten tusz do rzęs nie wygląda uroczo? Takie minimalistyczne opakowanie w kolorze różowego złota - no po prostu nie mogłam się oprzeć pokusie. Bardzo mi się podoba ten kolor i lubię mieć różne takie dodatki.


Bohaterem dzisiejszego opisu jest Tusz pogrubiająco - wydłużający SMOKEY LASHES MASCARA marki GOLDEN ROSE. Miałam już różne ich kosmetyki (kredki i pomady do ust i do brwi), ale nie wiem czemu tusz kupiłam dopiero pierwszy raz. Ma on 9 ml pojemności i kosztuje ok 16 zł. 


Tusz ma standardową, niesilikonową szczoteczkę. Ja lubię te silikonowe, ale od czasu do czasu sięgam też i po tusze z takimi zwykłymi aplikatorami. Jak daje radę ładnie pomalować rzęsy - to używam. Smokey Lashes Mascara dobrze podkreśla rzęsy, a także pogrubia je i rozdziela. Daje efekt tak dobry jak niejedna droga mascara, więc czemu przepłacać. Kształt szczoteczki pozwala precyzyjnie dotrzeć do każdej rzęsy. Dobrze maluje się nią te w kącikach oraz te dolne. Używam go już miesiąc i jestem z niego zadowolona. Ważne jest też to, że nie osypuje się pod oczami w ciągu dnia. Przetestowałam go w duże mrozy i też się dobrze spisał. Łzawiły mi trochę oczy z powodu zimna, ale tusz nie pokruszył się, ani nie rozmazał chociaż jest zwykły (niewodoodporny). 


Na rzęsach prezentuje się ładnie. Daje mocny, czarny kolor. Tak wygląda po dziewięciu godzinach od pomalowania. Rano jest słabe światło na robienie zdjęć. Te do posta wykonałam dopiero po powrocie z pracy, ale dzięki temu lepiej jest zobrazowane jak dobrze się trzyma ten tusz. Już jedna jego warstwa wystarczy, aby dobrze pogrubiał rzęsy. W przypadku tego tuszu nie aplikuję już drugiej.


Ja jestem z niego bardzo zadowolona. Ma tylko jedną wadę - na początku trochę zbyt dużo nabiera się go na szczoteczkę. Przez pierwszy tydzień musiałam go trochę ścierać przed aplikacją na rzęsy, ponieważ nałożony w zbyt dużej ilości skleja je. Na początku jest też zbyt lepki. Ale to dobrze, ponieważ on z czasem troszkę zasycha stając się idealny - dzięki temu powinien dłużej zachować swoje właściwości. Tusze, które dobre są już od pierwszego użycia przeważnie bardzo szybko zastygają. 

Mieliście ten tusz?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »