Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płyn micelarny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płyn micelarny. Pokaż wszystkie posty

14 czerwca 2020

Zużycia i czym je zastąpiłam - część I kosmetyki pielęgnacyjne

Już od dłuższego czasu nie publikuję postów ze zużytymi kosmetykami, ponieważ nie chce mi się zbierać tych opakowań. Jednak tak się złożyło, że mniej więcej w tym samym czasie skończyło mi się lub zaraz skończy sporo kosmetyków. Pomyślałam więc, że to dobry moment, aby podsumować zużycia, a zarazem pokazać czym je zastąpię, ponieważ zamierzam przetestować trochę nowych produktów.


Na początek krem do twarzy na noc. Bardzo polubiłam markę Shy Deer, dlatego kupiłam już kolejny ich produkt. Miałam Naturalny krem do skóry mieszanej i tłustej, teraz kupiłam inną wersję: Naturalny krem do skóry suchej i normalnej. Lubię oba te kremy, dlatego stosuję je zamiennie.


W wieczornej pielęgnacji skóry ważnym krokiem jest dla mnie użycie serum. Ostatnio sięgnęłam po Intensywnie regenerujące serum na noc marki Iossi. Buteleczka 10 ml wystarczyła mi na 4 miesiące regularnego stosowania. Skończyło mi się już ono końcem maja. Bardzo polubiłam tą markę, ale chciałam wypróbować często polecane Propolis Vitamin Synergy Serum marki Iunik. Używam je od początku czerwca, wiec to za wcześnie na pierwsze spostrzeżenia. Różnica w ich pojemności jest spora, bo to ma 50 ml, a do tego jest rzadsze. Powinno mi wystarczyć na długi czas.


Płynu micelarnego z Bielendy Botanic Formula zużyłam dwa opakowania pod rząd, dlatego teraz zaopatrzyłam się w inny. Kupowałam go stacjonarnie w Drogerii Natura - mieli mały wybór, a ten z Garniera był akurat na sporej promocji, więc się na niego zdecydowałam.


Dna dobija też bardzo lubiana przeze mnie Lekka emulsja 2 w 1 marki Shy Deer. Używam ją już od listopada zeszłego roku. To spory czas - okazała się być bardzo wydajna. Aplikuję jej tylko jedną pompkę na raz - tyle mi wystarczy na wykonanie demakijazu. Chętnie znów do niej powrócę, ale najpierw chciałam wypróbować jeszcze Miya MySuperSkin olejek do demakijażu i oczyszczania twarzy. Czytałam wiele pozytywnych recenzji na jego temat i zaciekawił mnie ten kosmetyk.


Kolejny kosmetyk do demakijażu, który mi się kończy to Oczyszczający koncentrat z olejem lnianym marki Polny Warkocz. Jego również bardzo lubię, ale ostatnio ciekawi mnie marka Resibo. Chciałam wypróbować kolejny kosmetyk z ich oferty - tym razem Naturalny żel myjący do twarzy.


A teraz coś do włosów. Nawet nie spodziewałam się od jak dawna używam sprayu wygładzającego i wzmacniającego włosy marki EcoLab. Okazuje się że od 2016 roku. Odkąd go wypróbowałam, to za kazdym razem jak mi się kończył, to kupowałam kolejne jego opakowanie. Moje włosy jednak się do niego za bardzo przyzwyczaiły i już potem nie widziałam fajnych efektów jego działania. Z pomocą przyszedł mi Instargam i konta włosowe, które obserwuję. Wypatrzyłam tam Detox oczyszczający spray octowy marki Cameleo. Używam go od początku miesiąca i bardzo podoba mi się efekt jaki dzięki niemu uzyskuję.


Z kosmetyków do włosów skończył mi się też olejek. Ostatnio miałam Schwarzkopf Gliss Kur Hair Repair Serum do codziennego stosowania. Od początku miesiąca stosuję BEAVER Marula Oil jedwab do włosów. Ten też jest dobry, ale z opinią na jego temat jeszcze poczekam. 


Bardzo lubię i cenię działanie jakie zapewnia ustom balsam marki Tisane. Jednak w ostatnim czasie zużyłam ich pięć opakowań pod rząd i trochę mi się znudził ten produkt. Kolejna marka, która mnie zainteresowała to Felicea. Słyszałam wiele dobrego o ich podkładzie do twarzy, ja jednak na razie skusiłam się na ich Naturalne masełko do ust.


Wyszedł z mi dość długi ten post, ale na szczęście to już koniec. Ostatni zużyty kosmetyk to krem do rąk marki Oriflame. Nie będę się o nim rozpisywać, ponieważ jego recenzja pojawiła się TUTAJ. Zastąpiłam go produktem wielofunkcyjnym jakim jest Egyptian Miracle marki Eveline. Świetnie nadaje się do smarowania rąk - kupiłam właśnie taki tłusty i treściwy krem, ponieważ od częstej dezynfekcji rąk ich skóra zaczynała mnie już piec. Ale sprawdza się też na inne przesuszone miejsca, np. łokcie.

Mieliście któryś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

24 maja 2020

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy - aktualizacja #2

Ostatnio zaktualizowałam wpis dotyczący porannej pielęgnacji twarzy. A teraz chciałabym wspomnieć o moich wieczornych rytuałach pielęgnacyjnych. Nadal stawiam na minimalizm - dlatego pojawi się tutaj niewiele kosmetyków. Staram się je dobierać tak, aby zapewnić skórze odpowiedni poziom nawilżenia, dać możliwość, aby się zregenerowała przez noc, a także dopasować pielęgnację do aktualnych potrzeb. Wieczorami mam na to więcej czasu niż rano.


KROK 1: mycie / oczyszczanie

Najpierw zwilżam twarz wodą. Na dłonie nabieram jedną pompkę Lekkiej emulsji 2 w 1 marki Shy Deer. Rozprowadzam i rozmasowuję ją po całej skórze, aż do momentu rozpuszczenia makijażu. Świetnie nadaje się też do demakijażu okolic oczu, ponieważ jest bardzo delikatna i nie powoduje szczypania. Zawiera w składzie sporo olejków, ale nie zostawia tłustej warstwy na skórze. Za to ją właśnie tak polubiłam. Jakby ktoś chciał poczytać więcej na jej temat, to jej recenzja znajduje się TUTAJ.


Następnie przemywam twarz wodą i domywam skórę Oczyszczającym koncentratem z olejem lnianym marki Polny Warkocz. Jest to kolejny fajny produkt polskiej firmy, który odkryłam. Skutecznie usuwa makijaż i zanieczyszczenia ze skóry, jednocześnie ją pielęgnując. Nie powoduje przesuszenia, a z drugiej strony nie pozostawia nieprzyjemnej tłustej warstwy na skórze. Ma tak lekką konsystencję, że ja traktuję ten olejek emulgujący jak żel do mycia twarzy, chociaż zawiera kilka olejów w swym składzie. Jego recenzja znajduje się TUTAJ.


Obydwa użyte wcześniej kosmetyki sprawiają, że właściwie większość makijażu jest już zmyta. Ale jeszcze na te pozostałe resztki stosuję płyn micelarny. Nasączam nim dwa waciki, przykładam je do oczu i tak trzymam przez chwilę, aby rozpuścić tusz do rzęs. Następnie przecieram resztę twarzy. Płyn micelarny spłukuję ze skóry.  Do tego etapu używam Botanic Formula - płyn micelarny: olej z konopi + szafran marki Bielenda. Przeznaczony jest do codziennego oczyszczania i demakijażu skóry wrażliwej, więc jest łagodny. Bardzo go lubię - jest to już moje drugie opakowanie tego płynu. Więcej na jego temat napisałam TUTAJ


KROK 2: serum 

Rano nie zawsze mam czas i chęć, aby używać serum. Wieczorem jednak jest to dla mnie punkt obowiązkowy.


Obecnie używam Intensywnie regenerujące serum na noc marki IOSSI. Należy je zużyć w przeciągu 4 miesięcy od otwarcia. Mi się to udało, ponieważ została mi tylko jego resztka, która wystarczy jeszcze na jedno użycie. Jest to bardzo dobry produkt, do którego jeszcze kiedyś powrócę. Na razie mam ochotę przetestować inne serum. A więcej na temat produktu marki IOSSI napisałam TUTAJ.

KROK 3: nawilżanie

Wieczorem lubię stosować bardziej treściwe i nawilżające kremy, aby dać się skórze na spokojnie zregenerować podczas snu.


Obecnie używam Naturalny krem do skóry mieszanej i tłustej marki Shy Deer. Odpowiednio nawilża skórę, a przy tym normalizuje procesy wydzielania sebum. Pozostawia efekt gładkiej i matowej skóry. Zimą stosowałam go rano i wieczorem. Odkąd zrobiło się ciepło, to używam go tylko wieczorem. Jest bardzo wydajny - mam go od lutego. Powoli zaczyna się kończyć, ale powinien wystarczyć mi do końca miesiąca.


Wieczorem aplikuję jeszcze na usta balsam. Bardzo lubię ten marki Tisane. Nakładam grubszą warstwę na noc tuż przed spaniem. Dzięki niemu skóra ust jest nawilżona i niepopękana. Nie tworzą się też suche skórki. 

A Wy jakie kosmetyki stosujecie w wieczornej pielęgnacji skóry twarzy?
Czytaj dalej »

8 września 2019

BIELENDA Botanic Formula - płyn micelarny: olej z konopi + szafran

Bielenda mnie coraz częściej zaskakuje - w pozytywnym sensie oczywiście. Trafiłam na kolejny bardzo dobry produkt tej marki. Kupiłam go przypadkiem. Wcześniejszy płyn micelarny miałam też z Bielendy, ale z ich linii Professional Micelles and Pearl. Pisałam o nim TUTAJ. Gdy już mi się zaczął kończyć, to wybrałam się do drogerii, bo zachciałam wypróbować coś nowego. Przeglądałam różne micele, aż w końcu moją uwagę przyciągnął ten z linii Botanic Formula wersja olej z konopi + szafran.


Używam go już od wakacji i jestem z niego zadowolona. W skład tej linii wchodzi jeszcze kilka kosmetyków, takich jak: krem nawilżający do twarzy, serum, maseczka, olejek nawilżający oraz żel do mycia twarzy. Dziś będzie jednak o płynie micelarnym, bo z tej linii mam tylko ten jeden produkt. Jednak te pozostałe mnie też zaciekawiły i kto wie - może skuszę się jeszcze na któryś z nich.

Producent podaje, że płyn ten przeznaczony jest do każdego rodzaju cery. Ja używam go przy skórze mieszanej. Produkt ten spełnia moje oczekiwania. Dobrze radzi sobie z demakijażem oraz oczyszczaniem skóry. Z tym, że ja nie używam kosmetyków wodoodpornych, ale czytałam na innych blogach, że też daje sobie z nimi radę. Jest przy tym delikatny. Nawet jak dostanie mi się czasem do oka, to nie piecze. Jest też zarazem bardzo łagodny dla skóry. Po przetarciu nim nie jest ściągnięta, ani podrażniona. Raczej tak leciutko nawilżona. Ale wiadomo, że nie jest to jego zadanie, dlatego zaraz po demakijażu sięgam po krem nawilżający. Opakowanie 500 ml pojemności kosztuje ok. 20 zł.


Starałam się kupić płyn micelarny taki, aby miał w miarę jak najlepszy skład. Tego produktu jest następujący:
SKŁAD INCI: Aqua, Rosa Damascena Flower Water (destylat z róży damasceńskiej), Glycerin, Trehalose, Sodium Lactate, Betaine, Sodium Cocoyl Alaninate, Sodium Cocoamphoacetate, Crocus Sativus (Saffron) Flower Extract (ekstrakt z szafranu), Cannabis Sativa (Hemp) Seed Extract (ekstrakt z nasion konopi siewnych), Sodium Hyaluronate, Lactic Acid, Disodium EDTA, Sodium Cloride, Sodium Glycolate, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Sodium Dehydroacetate.

Nie wiem czy słyszeliście - a jest o tym mowa coraz częściej, że płynu micelarnego nie powinno się zostawiać na skórze, tylko spłukać. Usłyszałam nawet takie porównanie, że z płynem micelarnym jest jak z proszkiem do prania - nie zostawiamy go po praniu na ubraniach, tylko jest spłukiwany. A micele to też detergenty, które mogą podrażnić skórę, gdy na niej zostaną niespłukane. Jest to dla mnie coś nowego, bo jak z ciekawości przeglądnęłam opakowania płynów micelarnych, to producenci nigdzie o tym nie wspominają. Dodatkowo odkąd zaczęłam zmywać płyn micelarny ze skóry, to i tak nie widzę żadnej różnicy w jej kondycji. Nic się nie poprawiło, ani nie pogorszyło.

A Wy słyszeliście o zmywaniu płynu micelarnego?
Mieliście ten płyn micelarny Bielenda olej z konopi + szafran?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

14 kwietnia 2019

Ulubieńcy ostatnich miesięcy - część III: kosmetyki pielęgnacyjne

Dziś zapraszam na trzecią i zarazem ostatnią cześć o kosmetycznych ulubieńcach. Na koniec zostawiłam pielęgnację. Nie ma tych kosmetyków jakoś wiele, ponieważ cenię sobie minimalizm jeśli chodzi o pielęgnację. Bardzo dobrze się to u mnie sprawdza. Chciałabym przedstawić Wam kosmetyki, które pomogły mi uporać się z zimowymi problemami skóry, coś fajnego do pielęgnacji twarzy i włosów.



NEUTREA - SUMMER PEEL oraz HYDRATIN

Na początek kosmetyki, o których już pisałam. Jednak tak bardzo polubiłam ich działanie, że nie mogło zabraknąć ich w tym zestawieniu. SUMMER PEEL jest to krem do stosowania na noc, w skład którego wchodzą trzy kwasy: migdałowy, laktobionowy oraz azelainowy. Natomiast HYDRATIN to krem nawilżający. Razem stanowią świetny duet do pielęgnacji skóry. Na blogu pojawiła się już szczegółowa ich recenzja - nie będę się więc tutaj powtarzać. Odsyłam do jej przeczytania (klik).


BALSAMY OCHRONNE DO UST

Dzięki nim moje usta przetrwały zimę w bardzo dobrym stanie. Miałam wiele tego typu produktów, ale te trzy są moim zdaniem najlepsze. Są bezbarwne, mają fajne składy i nie są drogie. Zimą nie miałam problemu z suchymi, popękanymi czy spierzchniętymi ustami. Pomadkę z Alterry mam zawsze przy sobie w torebce. Natomiast te balsamy w słoiczkach używam grubszą warstwą na usta na noc. Ten z Evree jest multifunkcyjny - można go aplikować na wszystkie przesuszone miejsca na skórze.


  • ALTERRA pomadka z olejkiem z rumianku BIO (klik)
  • EVREE Instant Help Multifunkcyjny balsam Ratunek dla skóry (klik)
  • TISANE Classic balsam do ust (klik)

WHITE AGAFIA szampon pokrzywowy i brzozowy

Lubię używać produkty Babuszki Agafii, dlatego postanowiłam wypróbować jak się sprawdzi White Agafia. Okazało się, że bardzo dobrze.


Szampony te dobrze rozprowadzają się na włosach, ładnie się pienią, a co najważniejsze są skuteczne. Oczyszczają włosy nie plącząc ich przy tym. Polubiłam je używać, głównie dlatego, że są to jedne z lepszych szamponów jakie miałam. Moje włosy je uwielbiają. Są po nich takie miękkie, sypkie i błyszczące. A co ciekawe nawet jak umyję włosy tylko samym szamponem i nie użyję potem żadnej odżywki czy maski, to moje włosy również bardzo ładnie wyglądają i układają się. Do tego nie są drogie, bo kosztują ok. 12 zł. Jedynie nie widziałam ich nigdzie w sklepach w mojej okolicy, dlatego muszę zamawiać je przez internet.


BIELENDA PROFESSIONAL Micelles and Pearl - micelarny płyn do demakijażu

Przeznaczony jest do każdego rodzaju cery. Znajduje się w wygodnym w użyciu opakowaniu z pompką. Świetnie sobie radzi z demakijażem. Wystarczy chwile przytrzymać na powiece wacik nim nasączony, a cienie i tusz świetnie się rozpuszczają i zmywają bez potrzeby mocnego tarcia skóry. A do tego jest bardzo łagodny. Nie zdarzyło mi się, aby szczypały lub piekły mnie po nim oczy. Jest to najfajniejszy płyn micelarny jaki używałam w ostatnim czasie.


Mieliście któreś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Jacy są Wasi ulubieńcy z kategorii kosmetyków pielęgnacyjnych?
Czytaj dalej »

24 lutego 2019

3 RAZY NIE #11 - czyli kosmetyki, które mnie rozczarowały

Ostatni tego typu post pojawił się na blogu w zeszłym roku w listopadzie. Teraz mamy luty, a ja mam kolejne kosmetyki, które mnie rozczarowały swoim działaniem. Przeważnie powracam do moich sprawdzonych pewników. Jednak ostatnio chciałam wypróbować trochę nowych kosmetyków. Znalazłam wśród nich kilka świetnych perełek, jednak na razie zacznę od rozczarowań.


ORIFLAME - COLOURBOX FAT LASH MASCARA

Mam tą maskarę w kolorze czarnym. Producent podaje, że należy do kategorii pogrubiających. Kupiłam ją, ponieważ wcześniejszy tusz z Oriflame, który miałam był świetny - a  mianowicie: The One Volume Blast. Tamten był w fioletowym opakowaniu, ale mają one ze sobą też trochę wspólnego. Oba mają silikonowe szczoteczki, a także są tej samej firmy, dlatego spodziewałam się uzyskać podobne rezultaty. Niestety bardzo się rozczarowałam. 


Tusz Colourbox Fat Lash jest po prostu kiepski. Ma zbyt rzadką formułę. Myślałam sobie, że potrzeba mu trochę czasu i zgęstnieje. Używam go już dwa miesiące i dalej jest taki sam. Jedna jego warstwa to za mało, bo rzęsy są słabo pomalowane. Niestety dołożenie drugiej warstwy nie pomaga, bo rzęsy robią się posklejane. Dodatkowo długo wysycha przez co często brudzę sobie nim powieki i psuję zrobiony makijaż.


Nie lubię go używać i Wam go nie polecam. Na szczęście nie kosztował mnie zbyt drogo. W styczniowym katalogu był na promocji za ok. 5 zł. Jego standardowa cena to 24,90 zł.


BE BEAUTY - ŁAGODZĄCY PŁYN MICELARNY DO DEMAKIJAŻU TWARZY I OCZU

Nie lubię płynów micelarnych marki Be Beauty. Naczytałam się wiele pozytywnych opinii o tych produktach, przez co kusi mnie co jakiś czas po nie sięgać. Jednak zawsze jestem rozczarowana ich działaniem. Próbowałam ich używać już od 2013 roku. Wtedy miały inne opakowanie. Skład też się nieco zmienił (klik). Jednak wciąż tak samo jestem niezadowolona z tego jak słabo radzą sobie z demakijażem. A właściwie sobie z tym całkowicie nie radzą. Skoro go kupiłam, to staram się zużyć, jednak jako tonik. 


Skład INCI: Aqua, Poloxamer 184, Disodium Cocoamphodiacetate, Propylene Glycol, Polysorbate 20, Sodium Hyaluronate, Viola Odorata Flower Extract, Jasminum Officinale Flower Extract, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Sodium Citrate, Citric Acid, Parfum, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.


L'BIOTICA BIOVAX - REGENERUJĄCY SZAMPON MICELARNY

Lubię tą markę kosmetyczną, jednak do tej pory kupowałam głównie ich maski do włosów. Chciałam wypróbować również i szampon. Zdecydowałam się na wersję do włosów suchych i zniszczonych.


Co prawda skutecznie oczyszcza skórę głowy. Jednak dla włosów nie jest taki fajny. Po umyciu są szorstkie, przez co bardzo się plączą podczas spłukiwania szamponu. Nawet jak używam po nim maskę, to są problemy z rozczesywaniem włosów. Więcej po niego nie sięgnę, a i Was ostrzegam przed tym szamponem. Czytałam jego opinie na wizaz.pl - było tam sporo osób, które miały z nim dokładnie tak samo jak ja.

A Wy mieliście któryś z tych kosmetyków? 
Co się u Was ostatnio  nie sprawdziło?
Czytaj dalej »

7 grudnia 2018

Zużycia z listopada - czyli garść mini recenzji


Posty ze zużyciami nie pojawiają się u mnie na blogu od pewnego czasu - głównie dlatego, że odkąd stosuję minimalistyczną pielęgnację, to mam bardzo mało zużytych kosmetyków. Dodatkowo długo zajmowało mi zbieranie i gromadzenie tych wszystkich opakowań. Jednak tak się ostatnio złożyło, że skończyło mi się sporo kosmetyków w bardzo krótkim czasie. Czekają mnie teraz większe zakupy, aby uzupełnić braki. Przy okazji pomyślałam, że wspomnę o kilku kosmetykach, których recenzji nie zdążyłam napisać przed ich zużyciem.


Naszło mnie na testowanie korektorów. Zaszalałam i kupiłam aż dwa: Makeup Revolution Conceal and Define oraz Lovely Intensywnie kryjący kamuflaż do twarzy. Większość opinii, które na ich temat czytałam były pozytywne. Często pojawiało się porównanie ich do drogich korektorów, mocno kryjących - na przykład, że są zamiennikami dla Tarte Shape Tate. Nie wiem czy tak jest, bo go nie miałam. Jakoś nie mogę się przełamać do zakupu korektora za ponad 100 zł, dlatego chciałam mieć chociaż jakiś o podobnym działaniu. Z korektora marki Makeup Revoluton jestem bardzo zadowolona. Robi swoje i jest dostępny w sporej gamie kolorystycznej. Mam go w odcieniu C2 i używam go głównie pod oczy. Z zakrywaniem niedoskonałości na innych partiach twarzy też sobie radzi. Korektor z Lovely mnie rozczarował. Jak dla mnie ma za małe krycie i za bardzo zbiera się w załamaniach skóry pod oczami. Do niego już nie powrócę, a jeśli chodzi o korektor z Makeu Revolution, to mam już następne opakowanie.


Dobrym kosmetykiem jest też Make-up Fixing Spray z Golden Rose. Produkt ten ma fajny rozpylacz wytwarzający delikatną mgiełkę, która równomiernie opada na skórę. Powoduje, że makijaż dobrze się trzyma, ale też ładnie wygląda na skórze. Mgiełka ta jest bardzo wydajna. Używałam jej prawie codziennie, a wystarczyła mi na parę miesięcy.


Bardzo lubię też kosmetyki marki Sylveco. Przeważnie jakiś z nich znajduje się wśród kosmetyków, które używam. Tym razem było to Arnikowe mleczko oczyszczające. Lubię je za to, że jest bardzo łagodne, a zarazem dobrze oczyszcza skórę, a przy tym jej nie wysusza. Kiedyś dawno temu, na początku mojej przygody z kosmetykami, nie lubiłam mleczek do demakijażu. Wynikało to z tego, że nie umiałam ich używać. Odkąd się tego nauczyłam, to bardzo cenie sobie mleczka przy demakijażu.


Drugim kosmetykiem tej marki, który miałam był Naturalny dezodorant ziołowy. Staram się używać dezodorantów bez soli aluminium oraz alkoholu. Tym razem chciałam przetestować akurat ten. Zawiera on ekstrakt z kory dębu - jest to składnik polecany przy potliwości, ponieważ ma właściwości ściągające. Nie pozostawia plan na ubraniach. Ma neutralny zapach. Sprawdził się on u mnie, dlatego, gdy kupowałam następny, to zdecydowałam się na ten sam.



Zużyłam też coś z kolorówki. A mianowicie Tusz do rzęs The One Volume Blast marki Oriflame. Miał on fajną, małą silikonową szczoteczkę, dzięki której dobrze malowało się rzęsy - nawet te najmniejsze. Jego formuła też była w porządku - był nie za gęsty, a zarazem nie za rzadki. Nie za często kupuję kosmetyki z Oriflame, ale do tego tuszu chętnie jeszcze kiedyś powrócę.


Natomiast na ukończeniu mam puder Mineralize Skinfinish marki MAC. Powinien mi wystarczyć jeszcze na kilka dni, ale wciągnęłam go już do tego postu, ponieważ nie wiem kiedy będę pisać o następnych zużyciach. Rzadko sięgam po pudry prasowane (ponieważ lubię pudry sypkie), jednak ten okazał się bardzo dobry. Daje ładne i naturalne wykończenie. Nie jest typowo matujący, ale też nie daje suchego pudrowego wykończenia. Mam go w odcieniu Light, który jest do mnie dobrze dopasowany.


Zużyłam też:
-  Płyn micelarny marki Natura Care,
- moją ulubioną bazę pod cienie z Artdeco,
- ochronną pomadkę z Alterry,
- Multifunkcyjny balsam Instant Help marki Evree.
Nie będę się tu o nich rozpisywać, ponieważ na blogu pojawiły się już ich recenzje.

Mieliście któryś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

10 września 2018

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy - aktualizacja #1

Niedawno zaktualizowałam wpis dotyczący porannej pielęgnacji twarzy. A teraz chciałabym wspomnieć o moich wieczornych rytuałach pielęgnacyjnych. Nadal stawiam na minimalizm - dlatego pojawi się tutaj niewiele kosmetyków. Staram się je dobierać tak, aby zapewnić skórze odpowiedni poziom nawilżenia, dać możliwość, aby się zregenerowała przez noc, a także dopasować pielęgnację do aktualnych potrzeb. Wieczorami mam na to więcej czasu niż rano.


Zatytułowałam ten post "wieczorna pielęgnacja", jednak pierwszy jej etap zaczyna się już po południu - gdy wracam z pracy. Zaraz po przebraniu się w domowe ubrania udaję się do łazienki, aby zmyć makijaż. Ten etap nie zajmuje wiele czasu i wygląda następująco:

KROK 1: mycie / oczyszczanie

Najpierw nasączam dwa waciki płynem micelarnym, przykładam je do oczu i tak trzymam przez chwilę, aby rozpuścić makijaż. Dzięki temu tusz da się zmyć szybko i bez mocnego pocierania skóry. Potem przecieram wacikami resztę twarzy. Do tego etapu używam Łagodzący płyn micelarny marki NATURA CARE. Przeznaczony jest do codziennego oczyszczania i demakijażu skóry wrażliwej, więc jest bardzo łagodny.


Następnie zwilżam twarz wodą, wyciskam trochę Arnikowego mleczka oczyszczającego marki SYLVECO na dłonie, rozcieram na całej powierzchni skóry i spłukuję wodą. Lubię zmieniać stosowane kosmetyki - to znaczy powracam co jakiś czas do tych sprawdzonych. Tak też jest z tym mleczkiem - używałam go jakiś czas temu, potem był Tymiankowy żel do mycia twarzy (też marki Sylveco), teraz znów powróciłam do mleczka. Jest bardzo delikatne i łagodne, ale skutecznie oczyszcza skórę.


KROK 2: tonik

Tonizowanie skóry, to ważny krok. Trzeba bowiem przywrócić naturalne pH skórze. Jeszcze do niedawna stosowałam Tonik antybakteryjny Dermacos (opisany został w poście z moją poranną pielęgnacją twarzy). Jednak już się skończył. W tym tygodniu sięgnęłam po nowy - chcę wypróbować jak się sprawdzi Tonik nawilżający do skóry suchej i wrażliwej marki ECO LABOLATORIE. Na razie użyłam go tylko kilka razy, więc to jeszcze za wcześnie na recenzje. Ale mogę wspomnieć, że zanosi się na dobry produkt.


KROK 3: serum

Rano nie zawsze mam czas i chęć, aby używać serum. Wieczorem jednak jest to dla mnie punkt obowiązkowy. Obecnie używam Helix Extract Serum marki SYIS. Są to ampułki do stosowania w salonach kosmetycznych.


Jeśli chodzi o tego typu produkty, to często sięgam po te profesjonalne, bo uważam, że lepiej działają niż drogeryjne. Słyszałam, że te ampułki dają świetne efekty, gdy stosuje się je do mezoterapii. Ja w domu nie posiadam odpowiedniego urządzenia, jednak producent podaje, że można stosować je też do sonoforezy. A to urządzonko posiadam - nawet pisałam o nim osobny wpis na blogu. Ampułek nie używam codziennie, tylko 1-2 razy w tygodniu.


To już koniec mojego wstępnego etapu wieczornej pielęgnacji. Ma on miejsce w godzinach między 16 a 17. Po aplikacji ampułki na skórę pozostawiam ją do wchłonięcia i nic więcej przez pewien czas nie stosuję. Dopiero wieczorem następuje dalszy etap, kroki są bardzo podobne:

KROK 1: mycie / oczyszczanie / tonizowanie

Zanim nałożę krem na twarz chcę mieć czystą skórę. Mimo że nie mija wiele czasu od momentu demakijażu, ale przez te parę godzin zanim pójdę spać zbiera się trochę sebum i innych zanieczyszczeń. Jednak oczyszczam skórę bardzo delikatnie - wystarczy przepłukać ją wodą i przetrzeć tonikiem. To wszystko. 

KROK 2: nawilżanie

Jak mam tylko możliwość, to staram się stosować kosmetyki z tej samej serii. Obecnie są to wyżej wspomniane ampułki oraz krem do twarzy - Helix Extract Cream również marki SYIS. Przeznaczony jest zarówno na dzień jak i na noc. Ja używam go wieczorem, jednak jak zrobi się chłodniej, to podejrzewam, że na wieczór przyda mi się bardziej treściwy krem, a ten zostanie przesunięty na rano. Jest on bardzo lekki, szybko się wchłania i obecnie zapewnia mojej skórze odpowiednią dawkę nawilżenia. Jest to kolejny nowy produkt w mojej pielęgnacji (ampułki i krem stosuję od 2 tygodni), dlatego na razie wstrzymam się z jego recenzją.


Wieczorem aplikuję jeszcze na usta Multi-funkcyjny balsam ratunek dla skóry marki EVREE. Aplikuję grubszą warstwę na noc tuż przed spaniem. Dzięki niemu skóra ust jest nawilżona i niepopękana. Nie tworzą się też suche skórki. Ma przynosić ulgę spękanej i podrażnionej skórze, dlatego będzie świetny na zimę.


Wieczorna pielęgnacja, to jest czas, gdy aplikuję również krem pod oczy. Ten, który używałam do niedawna skończył się. Nie zdążyłam jeszcze kupić nowego, dlatego na tym zakończę ten post.

A Wy jakie kosmetyki stosujecie w wieczornej pielęgnacji skóry twarzy?
Czytaj dalej »

16 lipca 2018

Zużycia ostatnich miesięcy, czyli garść mini recenzji (tych najciekawszych produktów)

Nie będę tu opisywać wszystkich kosmetyków, które zużyłam przez ostatni czas. Sporo opakowań już wyrzuciłam, bo nie lubię jak mi tyle ich zalega. Zresztą nazbierało się ich za dużo jak na jeden post. Trzeba byłoby podzielić go na kilka mniejszych. Wolę wspomnieć o kilku kosmetykach - za to tych najciekawszych.


Na początek młodziutka marka: CLOVER COSMETICS. Skusiłam się na ich produkty, bo jest to polska firma, a do tego spodobały mi się składy kosmetyków. Dowiedziałam się o nich z bloga Kascysko. Warto zerknąć na jej post o tej marce, ponieważ omówiła tam ich składy. Ja na początek skusiłam się na dwa kosmetyki:

 

regenerujący krem nawilżający - jego bazę stanowią: masło shea, oleje: migdałowy i kokosowy oraz nawilżacz (sorbitol) z dodatkiem dwóch emulgatorów i mocznika (nawilżacz). Dalej w składzie znajdziemy korowód ekstraktów: rozmaryn, rumianek, arnika, jasnota, szałwia, sosna, rukiew, łopian, cytryna, bluszcz, nagietek, nasturcja, czerwona koniczyna wraz ze skwalanem, witaminami E i U. Krem był gęsty i treściwy, ale dość szybko się wchłaniał. Używałam go na wieczór, bo świetnie nawilżał skórę - rano była zregenerowana i wypoczęta. Nie używam żadnych baz pod podkład - zadbana skóra mi wystarczy, aby makijaż dobrze się trzymał, a moja tłusta strefa T zbyt szybko się nie przetłuszczała. Krem był bardzo wydajny. Używałam go od początku marca, a zużyłam końcem czerwca.


wygładzające serum liftingujące - główne składniki aktywne w nim zawarte to: olej migdałowy, sorbitol, witamina E i mocznik. Podobnie jak w kremie znajduje się w nim również sporo ekstraktów, m.in. czerwone algi, hematyt, jeżówka, brezylka, czerwona koniczyna. Serum miało konsystencję kremową, dość lekką, ale nieco tłustawą. Stosowałam je wieczorem na oczyszczoną po demakijażu skórę, a gdy się wchłonęło, to potem regenerujący krem nawilżający (ten opisywany powyżej). Serum to używałam również na okolice pod oczami - nie spowodowało żadnych podrażnień, a wręcz przeciwnie skóra po jego użyciu była odpowiednio nawilżona. Miało mniejszą pojemność niż krem, jednak przy stosowaniu raz na dzień wystarczyło mi od marca do maja.


Do produktów marki Clover Cosmetics zapewne jeszcze powrócę. Byłam z ich działania bardzo zadowolona. Będę kibicować ich twórczyni - pani Joannie Paluch, aby marka dalej się rozwijała. Kosmetyki te idealnie wpasowały się w potrzeby mojej skóry o typie mieszanej. Nie są komedogenne, a nawet ograniczyły przetłuszczanie w strefie T, bo moja skóra najbardziej potrzebuje porządnego odżywienia, a nie matowienia. Obecnie używam inne kremy, ale do tych pewnie powrócę w okresie zimowym.


Jeśli chodzi o krem, który używałam rano to był to: LIRENE nawilżająco-matujący krem-mus z witaminą E. Lubiłam go za to, że był bardzo lekki i nie rolował się podczas aplikacji podkładu. Dodatkowo zostawiał skórę bardzo gładką - w dotyku sprawiało to wrażenie jakbym użyła bazy pod podkład. Jest to świetne rozwiązanie zwłaszcza rano, gdy nie lubię czekać, aż krem się całkowicie wchłonie, zanim zacznę się malować. Było to już kolejne opakowanie tego kremu, które zużyłam. Chociaż dobrze nawilża skórę, to jest to nawilżenie odpowiednie na teraz. Gdy przyjdzie jesień moja cera będzie potrzebowała bardziej odżywczego kremu na dzień.


Przez te ostatnie kilka miesięcy bardzo polubiłam się też z tuszem marki GOLDEN ROSE. A konkretnie z tym pogrubiająco-wydłużającym o nazwie Smokey Lashes Mascara. Ładnie podkreślał i rozdzielał rzęsy, a do tego miał mocny, czarny kolor. Nie osypywał się pod oczami. Odpowiadała mi też jego szczoteczka - chociaż była zwykła, a nie silikonowa. Polubiłam go do tego stopnia, że kupiłam następne opakowanie. Efekt jaki daje na rzęsach można zobaczyć w tym poście. Jest tam też więcej informacji na jego temat.


Na promocji w Biedronce udało mi się kupić fajny płyn micelarny marki TOŁPA. Do tej pory kupowałam ich micele z serii Dermo face (te w opakowaniach ze srebrnymi wstawkami). Sprawdzały się u mnie dobrze, dlatego teraz skusiłam się na delikatny płyn micelarny do mycia twarzy i oczu z linii Green łagodzenie. Opakowanie pojemności 400 ml kosztowało ok. 14 zł. Płyn ten przeznaczony jest do skóry wrażliwej. Jednak ja używałam go do mojej mieszanej cery, ponieważ u mnie sprawdzają się lepiej takie kosmetyki. Skutecznie oczyszczał skórę, a także usuwał makijaż. Był przy tym bardzo delikatny i nie podrażniał - zwłaszcza oczu i ich okolic. Dawał przyjemne uczucie odświeżenia. Był wydajny - wystarczył mi na ok. 3 miesiące codziennego używania.


Mieliście któryś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »