1. LIRENE Algae Pure Technology physio-micelarny żel do oczyszczania twarzy z błękitną algą - produkt ten nie sprawdził się u mnie do demakijażu. Nie radzi sobie nawet z makijażem bardzo delikatnym, wykonanym bez
kosmetyków wodoodpornych. Tylko lekko rozpuszcza makijaż. Gdy przeciera
się potem twarz płatkiem kosmetycznym, to jest on dalej cały w resztkach
makijażu. Dlatego używałam go tylko do porannego odświeżania skóry po całej nocy. Zużyłam go już i nie zamierzam do niego powracać.
2. DR. SCHELLER krem na noc olej z ostu i nasiona chia - krem ten sprawdził się świetnie w miesiącach zimowych. Był on bardzo mocno nawilżający. Jakby ktoś chciał o nim więcej poczytać, to jego recenzja dostępna jest
TUTAJ.
3. SYIS krem pod oczy - miałam go z jednego ze ShinyBoxów. Ogólnie ujmując krem ten nie był dobry. Zawierał w sobie rozświetlające drobinki, które przeszkadzały mi, ponieważ były za bardzo widoczne. Skórę nawilżał, ale tylko lekko. Poza tym nic nie robił.
4. ORIENTAL TOUCH balsam regenerujący do suchej skóry rąk i paznokci - jego skład nie jest zły. Zawiera wiele składników aktywnych, jak na przykład: olej kokosowy, kwas hialuronowy, ceramidy roślinne. Konsystencje ma bardzo lekką, zapach przyjemny i delikatny. Jednak co z tego, gdy jego działanie było bardzo słabe. Nie mam problemu z przesuszoną skóra dłoni, a i tak nawilżenie jakie dawał ten krem było dla mnie niewystarczające. Zaraz po wchłonięciu, skóra w dotyku była dalej taka jakby niczym nie posmarowana. Zużyłam go do końca, ale nie chcę więcej mieć z nim do czynienia.
5. BIELENDA krem do depilacji - od czasu do czasu sięgam po taki krem. Jednak bardziej wolę stosować depilator.
6.
Perfumy - bardzo podoba mi się zapach Giorgio Armani Si, jednak na
razie miałam tylko taką jego imitację za parę złotych. Jednak okazała
się bardzo zblizona do oryginału i nawet całkiem trwała.
7. ISANA PROFESSIONAL szampon Repair Nutrition - spełnia swoją podstawową funkcje,
czyli oczyszcza włosy. Nie podrażnia przy tym skóry głowy i dobrze się
pieni. Ma przyjemny zapach. Znajduje się w fajnie wykonanej tubce, która
jest wygodna w użyciu. Dobrze się go z niej wyciska. Jest bardzo
wydajny.
8. ISANA PROFESSIONAL kuracja do włosów Oil Care z olejkiem arganowym - używałam tą kuracje na włosy już umyte. Trzymam ją na włosach około 5-10 minut, a potem spłukiwałam wodą (już
nie szamponem). Teoretycznie powinno to włosy przetłuścić, ale nie moje.
Są one tak
suche, że po wysuszeniu wyglądały co prawda na nieco przetłuszczone, ale
przez noc wszystko to się wchłaniało. Rano włosy były idealnie dociążone, puszyste, miłe w dotyku, wygładzone, błyszczące i dobrze się rozczesywały. Nadaje moim włosom taki efekt jaki
potrzebuję. Mam zamiar kupić kolejne opakowanie.

9. SKIN 79 VIP Gold Super Plus BB CREAM - był to mój pierwszy azjatycki krem BB, który używałam. Ogólne jego działanie określiłabym jako bardzo dobre. Szkoda, że nie widać jak ubywa w opakowaniu, ponieważ nie spodziewałam się kiedy się skończy. Ten moment wypadł akurat w tym miesiącu. Jego pełna recenzja znajduje się
TUTAJ. W między czasie dostałam kilka próbek innych wariantów tego kremu.
Bardzo spodobało mi się działanie tego pomarańczowego. Jest on przeznaczony do skóry mieszanej i znacznie lepiej u mnie się sprawdza. Będę próbowała jeszcze inne, ale chyba na ten pomarańczowy teraz się skuszę. Miałam też
próbkę podkładu YSL Le Teint Touche Eclat. Ma to być podkład rozświetlający. Jakoś specjalnie mnie nie zachwycił. Ma zbyt małe krycie i nieładnie prezentował się na skórze, jak na tak drogi podkład.

10. KOBO PROFESSIONAL Illuminate Cover Stick rozświetlający korektor w sztyfcie - moim zdaniem jest to totalny bubel. Jedyną jego zaletą jest ładne krycie, a także to, że nie ciemnieje na skórze.
Nic poza tym. Nie rozumiem czemu został on nazwany przez producenta
jako "rozświetlający". Nie ma w nim ani grama rozświetlenia. Z jednej
strony może to i dobrze, ponieważ dzięki temu powinien być bardziej
uniwersalny. Jednak takie nazewnictwo wprowadza w błąd. Co mi się w nim jeszcze nie podoba, to fakt, że jest bardzo ciężki i trudno się go rozprowadza.
Trzeba to robić bardzo powoli i dokładnie, bo inaczej zbiera się w
załamaniach. Jednocześnie uważając, aby za bardzo go nie zetrzeć. Jest
tłusty, przez co wygląda jak lepka maź na skórze. Do tego ma dziwny kolor. Mam go w odcieniu 101 Nude. Na skórze wygląda na ziemisty.
Nie nadaje się na niedoskonałości, bo szybko ściera się ze skóry. A
dodatkowo już przy pierwszym użyciu złamał się i potem sztyft cały czas z niego
wypadał.
11. REVLON masełko do ust Colorbust - miałam je w odcieniu 015 Tutti Frutti. Był to pomarańczowy kolor - podobny nieco do tego jaki ma jego opakowanie. Nie wiem co mnie podkusiło na jego zakup, ale nie lubiłam się w tym kolorze. Dlatego trochę go używałam, ale resztę trzeba już wyrzucić.
A jak tam Wasze zużycia w tym miesiącu ???