Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty

24 maja 2020

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy - aktualizacja #2

Ostatnio zaktualizowałam wpis dotyczący porannej pielęgnacji twarzy. A teraz chciałabym wspomnieć o moich wieczornych rytuałach pielęgnacyjnych. Nadal stawiam na minimalizm - dlatego pojawi się tutaj niewiele kosmetyków. Staram się je dobierać tak, aby zapewnić skórze odpowiedni poziom nawilżenia, dać możliwość, aby się zregenerowała przez noc, a także dopasować pielęgnację do aktualnych potrzeb. Wieczorami mam na to więcej czasu niż rano.


KROK 1: mycie / oczyszczanie

Najpierw zwilżam twarz wodą. Na dłonie nabieram jedną pompkę Lekkiej emulsji 2 w 1 marki Shy Deer. Rozprowadzam i rozmasowuję ją po całej skórze, aż do momentu rozpuszczenia makijażu. Świetnie nadaje się też do demakijażu okolic oczu, ponieważ jest bardzo delikatna i nie powoduje szczypania. Zawiera w składzie sporo olejków, ale nie zostawia tłustej warstwy na skórze. Za to ją właśnie tak polubiłam. Jakby ktoś chciał poczytać więcej na jej temat, to jej recenzja znajduje się TUTAJ.


Następnie przemywam twarz wodą i domywam skórę Oczyszczającym koncentratem z olejem lnianym marki Polny Warkocz. Jest to kolejny fajny produkt polskiej firmy, który odkryłam. Skutecznie usuwa makijaż i zanieczyszczenia ze skóry, jednocześnie ją pielęgnując. Nie powoduje przesuszenia, a z drugiej strony nie pozostawia nieprzyjemnej tłustej warstwy na skórze. Ma tak lekką konsystencję, że ja traktuję ten olejek emulgujący jak żel do mycia twarzy, chociaż zawiera kilka olejów w swym składzie. Jego recenzja znajduje się TUTAJ.


Obydwa użyte wcześniej kosmetyki sprawiają, że właściwie większość makijażu jest już zmyta. Ale jeszcze na te pozostałe resztki stosuję płyn micelarny. Nasączam nim dwa waciki, przykładam je do oczu i tak trzymam przez chwilę, aby rozpuścić tusz do rzęs. Następnie przecieram resztę twarzy. Płyn micelarny spłukuję ze skóry.  Do tego etapu używam Botanic Formula - płyn micelarny: olej z konopi + szafran marki Bielenda. Przeznaczony jest do codziennego oczyszczania i demakijażu skóry wrażliwej, więc jest łagodny. Bardzo go lubię - jest to już moje drugie opakowanie tego płynu. Więcej na jego temat napisałam TUTAJ


KROK 2: serum 

Rano nie zawsze mam czas i chęć, aby używać serum. Wieczorem jednak jest to dla mnie punkt obowiązkowy.


Obecnie używam Intensywnie regenerujące serum na noc marki IOSSI. Należy je zużyć w przeciągu 4 miesięcy od otwarcia. Mi się to udało, ponieważ została mi tylko jego resztka, która wystarczy jeszcze na jedno użycie. Jest to bardzo dobry produkt, do którego jeszcze kiedyś powrócę. Na razie mam ochotę przetestować inne serum. A więcej na temat produktu marki IOSSI napisałam TUTAJ.

KROK 3: nawilżanie

Wieczorem lubię stosować bardziej treściwe i nawilżające kremy, aby dać się skórze na spokojnie zregenerować podczas snu.


Obecnie używam Naturalny krem do skóry mieszanej i tłustej marki Shy Deer. Odpowiednio nawilża skórę, a przy tym normalizuje procesy wydzielania sebum. Pozostawia efekt gładkiej i matowej skóry. Zimą stosowałam go rano i wieczorem. Odkąd zrobiło się ciepło, to używam go tylko wieczorem. Jest bardzo wydajny - mam go od lutego. Powoli zaczyna się kończyć, ale powinien wystarczyć mi do końca miesiąca.


Wieczorem aplikuję jeszcze na usta balsam. Bardzo lubię ten marki Tisane. Nakładam grubszą warstwę na noc tuż przed spaniem. Dzięki niemu skóra ust jest nawilżona i niepopękana. Nie tworzą się też suche skórki. 

A Wy jakie kosmetyki stosujecie w wieczornej pielęgnacji skóry twarzy?
Czytaj dalej »

8 września 2019

BIELENDA Botanic Formula - płyn micelarny: olej z konopi + szafran

Bielenda mnie coraz częściej zaskakuje - w pozytywnym sensie oczywiście. Trafiłam na kolejny bardzo dobry produkt tej marki. Kupiłam go przypadkiem. Wcześniejszy płyn micelarny miałam też z Bielendy, ale z ich linii Professional Micelles and Pearl. Pisałam o nim TUTAJ. Gdy już mi się zaczął kończyć, to wybrałam się do drogerii, bo zachciałam wypróbować coś nowego. Przeglądałam różne micele, aż w końcu moją uwagę przyciągnął ten z linii Botanic Formula wersja olej z konopi + szafran.


Używam go już od wakacji i jestem z niego zadowolona. W skład tej linii wchodzi jeszcze kilka kosmetyków, takich jak: krem nawilżający do twarzy, serum, maseczka, olejek nawilżający oraz żel do mycia twarzy. Dziś będzie jednak o płynie micelarnym, bo z tej linii mam tylko ten jeden produkt. Jednak te pozostałe mnie też zaciekawiły i kto wie - może skuszę się jeszcze na któryś z nich.

Producent podaje, że płyn ten przeznaczony jest do każdego rodzaju cery. Ja używam go przy skórze mieszanej. Produkt ten spełnia moje oczekiwania. Dobrze radzi sobie z demakijażem oraz oczyszczaniem skóry. Z tym, że ja nie używam kosmetyków wodoodpornych, ale czytałam na innych blogach, że też daje sobie z nimi radę. Jest przy tym delikatny. Nawet jak dostanie mi się czasem do oka, to nie piecze. Jest też zarazem bardzo łagodny dla skóry. Po przetarciu nim nie jest ściągnięta, ani podrażniona. Raczej tak leciutko nawilżona. Ale wiadomo, że nie jest to jego zadanie, dlatego zaraz po demakijażu sięgam po krem nawilżający. Opakowanie 500 ml pojemności kosztuje ok. 20 zł.


Starałam się kupić płyn micelarny taki, aby miał w miarę jak najlepszy skład. Tego produktu jest następujący:
SKŁAD INCI: Aqua, Rosa Damascena Flower Water (destylat z róży damasceńskiej), Glycerin, Trehalose, Sodium Lactate, Betaine, Sodium Cocoyl Alaninate, Sodium Cocoamphoacetate, Crocus Sativus (Saffron) Flower Extract (ekstrakt z szafranu), Cannabis Sativa (Hemp) Seed Extract (ekstrakt z nasion konopi siewnych), Sodium Hyaluronate, Lactic Acid, Disodium EDTA, Sodium Cloride, Sodium Glycolate, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Sodium Dehydroacetate.

Nie wiem czy słyszeliście - a jest o tym mowa coraz częściej, że płynu micelarnego nie powinno się zostawiać na skórze, tylko spłukać. Usłyszałam nawet takie porównanie, że z płynem micelarnym jest jak z proszkiem do prania - nie zostawiamy go po praniu na ubraniach, tylko jest spłukiwany. A micele to też detergenty, które mogą podrażnić skórę, gdy na niej zostaną niespłukane. Jest to dla mnie coś nowego, bo jak z ciekawości przeglądnęłam opakowania płynów micelarnych, to producenci nigdzie o tym nie wspominają. Dodatkowo odkąd zaczęłam zmywać płyn micelarny ze skóry, to i tak nie widzę żadnej różnicy w jej kondycji. Nic się nie poprawiło, ani nie pogorszyło.

A Wy słyszeliście o zmywaniu płynu micelarnego?
Mieliście ten płyn micelarny Bielenda olej z konopi + szafran?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

14 kwietnia 2019

Ulubieńcy ostatnich miesięcy - część III: kosmetyki pielęgnacyjne

Dziś zapraszam na trzecią i zarazem ostatnią cześć o kosmetycznych ulubieńcach. Na koniec zostawiłam pielęgnację. Nie ma tych kosmetyków jakoś wiele, ponieważ cenię sobie minimalizm jeśli chodzi o pielęgnację. Bardzo dobrze się to u mnie sprawdza. Chciałabym przedstawić Wam kosmetyki, które pomogły mi uporać się z zimowymi problemami skóry, coś fajnego do pielęgnacji twarzy i włosów.



NEUTREA - SUMMER PEEL oraz HYDRATIN

Na początek kosmetyki, o których już pisałam. Jednak tak bardzo polubiłam ich działanie, że nie mogło zabraknąć ich w tym zestawieniu. SUMMER PEEL jest to krem do stosowania na noc, w skład którego wchodzą trzy kwasy: migdałowy, laktobionowy oraz azelainowy. Natomiast HYDRATIN to krem nawilżający. Razem stanowią świetny duet do pielęgnacji skóry. Na blogu pojawiła się już szczegółowa ich recenzja - nie będę się więc tutaj powtarzać. Odsyłam do jej przeczytania (klik).


BALSAMY OCHRONNE DO UST

Dzięki nim moje usta przetrwały zimę w bardzo dobrym stanie. Miałam wiele tego typu produktów, ale te trzy są moim zdaniem najlepsze. Są bezbarwne, mają fajne składy i nie są drogie. Zimą nie miałam problemu z suchymi, popękanymi czy spierzchniętymi ustami. Pomadkę z Alterry mam zawsze przy sobie w torebce. Natomiast te balsamy w słoiczkach używam grubszą warstwą na usta na noc. Ten z Evree jest multifunkcyjny - można go aplikować na wszystkie przesuszone miejsca na skórze.


  • ALTERRA pomadka z olejkiem z rumianku BIO (klik)
  • EVREE Instant Help Multifunkcyjny balsam Ratunek dla skóry (klik)
  • TISANE Classic balsam do ust (klik)

WHITE AGAFIA szampon pokrzywowy i brzozowy

Lubię używać produkty Babuszki Agafii, dlatego postanowiłam wypróbować jak się sprawdzi White Agafia. Okazało się, że bardzo dobrze.


Szampony te dobrze rozprowadzają się na włosach, ładnie się pienią, a co najważniejsze są skuteczne. Oczyszczają włosy nie plącząc ich przy tym. Polubiłam je używać, głównie dlatego, że są to jedne z lepszych szamponów jakie miałam. Moje włosy je uwielbiają. Są po nich takie miękkie, sypkie i błyszczące. A co ciekawe nawet jak umyję włosy tylko samym szamponem i nie użyję potem żadnej odżywki czy maski, to moje włosy również bardzo ładnie wyglądają i układają się. Do tego nie są drogie, bo kosztują ok. 12 zł. Jedynie nie widziałam ich nigdzie w sklepach w mojej okolicy, dlatego muszę zamawiać je przez internet.


BIELENDA PROFESSIONAL Micelles and Pearl - micelarny płyn do demakijażu

Przeznaczony jest do każdego rodzaju cery. Znajduje się w wygodnym w użyciu opakowaniu z pompką. Świetnie sobie radzi z demakijażem. Wystarczy chwile przytrzymać na powiece wacik nim nasączony, a cienie i tusz świetnie się rozpuszczają i zmywają bez potrzeby mocnego tarcia skóry. A do tego jest bardzo łagodny. Nie zdarzyło mi się, aby szczypały lub piekły mnie po nim oczy. Jest to najfajniejszy płyn micelarny jaki używałam w ostatnim czasie.


Mieliście któreś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Jacy są Wasi ulubieńcy z kategorii kosmetyków pielęgnacyjnych?
Czytaj dalej »

3 lutego 2019

BIELENDA TOTAL LOOK MAKE-UP NUDE MIST - utrwalacz makijażu

Obecnie nie wyobrażam sobie makijażu bez zastosowania mgiełki utrwalającej. Te, które używałam świetnie się u mnie sprawdzały. Bardzo lubiłam INGLOT Make-up Fixer oraz GOLDEN ROSE Make-up Fixing Spray. Nie tylko utrwalały makijaż, ale również niwelowały efekt pudrowości z twarzy. Jednak lubię też testować inne tego typu produkty. Do tej pory wydawało mi się, że każdy utrwalacz makijażu powinien zadziałać, więc mogę je dowolnie zmieniać. Aż do teraz - trafiłam na pierwszy, z którego działania nie jestem zadowolona. Jak się zapewne już domyślacie jest to Bielenda Total Look Make-up Nude Mist


Lubie kosmetyki z Bielendy - nie raz kupowałam ich kremy, maseczki czy serum. Dlatego, gdy zobaczyłam, że mają w ofercie również mgiełkę utrwalającą makijaż, to postanowiłam wypróbować ten produkt. Już od początku jej używania stwierdziłam, że coś z jej działaniem jest nie tak. Stosowałam ją z różnymi podkładami oraz pudrami, ale rezultaty wciąż były średnie. Niestety nie niweluje efektu pudrowości z twarzy. A ja lubię, gdy makijaż jest ładnie scalony. Występują również problemy z dozownikiem tej mgiełki - rozpyla ją plamami, a nie równomiernie. Trochę drażniący jest jej dość mocny zapach. Słabo też utrwala makijaż. Zauważyłam to na przykładzie podkładu Estee Lauder Double Wear. Bardzo go lubię i do tej pory przy stosowaniu go z innymi mgiełkami utrwalającymi uzyskiwałam fajny efekt. Z utrwalaczem Bielendy ten podkład ściera się szybciej z twarzy.


Po rozpyleniu na twarz mgiełka wysycha bardzo szybko - co jest na plus. Jest też bardzo wydajna. Opakowanie pojemności 75 ml przy codziennym używaniu przez dwa miesiące zostało zużyte tylko w 1/3. Niestety dopiero po zakupie sprawdziłam jej skład. Nie jestem z niego zbyt zadowolona, ponieważ występuje w nim alkohol na drugim miejscu.


SKŁAD INCI: Aqua, Alcohol Denat., PVP, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Friut Extract, Betaine, Sodium Polystyrene Sulfonate, Propylene Glycol, Rosa Damascena Flower Water, Citric Acid, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Polysorbate 20, Deceth-7, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PPG-26-Buteth-26, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool.

 Mieliście ten utrwalacz makijażu z Bielendy? 
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

17 stycznia 2017

Moja poranna pielęgnacja twarzy

Moja obecna pielęgnacja jest bardzo minimalistyczna. Stosuję niewiele kosmetyków, ale staram się je tak dobierać, aby zapewnić mojej skórze nawilżenie, by się uspokoiła i mniej przetłuszczała. Dziś opowiem Wam o mojej porannej pielęgnacji twarzy. Zaprezentuję kosmetyki, ale też troszkę opowiem jak się u mnie sprawdzają. Nie ma ich wiele, ponieważ u mnie rano wszystko musi odbywać się szybko. Dopiero wieczorem skupiam się na bardziej skomplikowanych rytuałach. Ale o tym będzie w innym poście.




KROK 1: Mycie/oczyszczanie

Rano oczyszczam skórę delikatnym preparatem myjącym. Przeważnie jest to kosmetyk w formie pianki, bo takie lubię najbardziej. Obecnie jednak nie mam żadnej, ponieważ skończyły mi się. Za to w moich zapasach kosmetycznych znalazłam żel micelarny redukujący zmiany trądzikowe o działaniu antybakteryjnym z Under Twenty


Można go stosować na 2 sposoby: z wodą lub bez. Ja preferuję pierwszą opcję, czyli aplikuję go na wilgotną skórę, dokładnie myję nim twarz, a potem spłukuję wodą. Żel ten jest bardzo delikatny, a zarazem dobrze czyści skórę. Czyli spełnia swoje zadanie. Jednak wiadomo, że ma on krótki kontakt ze skórą, dlatego nie zaobserwowałam u mnie wszystkich wymienionych przez producenta jego działań. To znaczy nie redukuje liczby rozszerzonych porów oraz przebarwień trądzikowych.


KROK 2: tonik

Tonizowanie skóry to ważny krok, którego nie powinno się pomijać. Wiem, że wiele osób zastanawia się: do czego w ogóle tonik jest potrzebny?, a także: w którym momencie demakijażu powinno się go użyć? Zasada jest prosta: tonik powinno się stosować po każdym użyciu wody na twarz, aby przywrócić naturalne pH skórze. Gdy nie mamy toniku, to można posłużyć się płynem micelarnym lub hydrolatem. 


Gdy sięgam po tonik, to najczęściej wybieram nawilżający lub przeznaczony do cery wrażliwej. Nie używam tych typowych do skóry mieszanej. Toniki matujące i te na bazie alkoholu tylko przynosiły mi więcej szkody niż pożytku. Obecnie używam Pink Energy Moist Toner marki Skin79. Nie jest to taki typowy wodnisty tonik. Ma on lekko żelową formułę. Najważniejsze jest to, że spełnia swoje zadanie, a przy tym koi skórę i ją nawilża.


KROK 3: serum

Rano jest to u mnie krok opcjonalny. Serum najczęściej używam wieczorem. Obecnie jednak mam serum, które posiada 4 miesiące przydatności do zużycia od momentu otwarcia. Używam je już dwa miesiące, a jeszcze połowa mi została. Do końca lutego należało by je zużyć, dlatego stosuję je rano i wieczorem. 


Produkt o którym mowa to Capillary Repair Serum z Bielendy. Jest to serum przeznaczone typowo dla skóry naczynkowej. Ma za zadanie wzmacniać i uszczelniać naczynia krwionośne. Dlatego zawiera odpowiednie składniki takie jak: rutyna, kasztan, arnika, witamina C. Ma 30 ml pojemności i jest bardzo wydajne. Używam na raz tylko kilka kropelek, a wystarcza to na posmarowanie twarzy, szyi i trochę dekoltu. Już po miesiącu stosowania zauważyłam jego dobry wpływ na moją skórę. Zimą zawsze miałam problem z czerwienieniem się skóry, wystarczyło tylko zawinąć się szalikiem, a po jego zdjęciu miałam czerwone plamy ma szyi. Teraz już mi się tak nie robi. Skóra znacznie się uspokoiła. Serum to bardzo szybko się wchłania, dlatego dobrze aplikuje się na nie potem krem.


KROK 4: Nawilżane

Dobrze nawilżający krem jest dla mnie ważny w codziennej pielęgnacji skóry. Latem stosuję kremy o lżejszej formule, zimą natomiast - te bardziej gęste i treściwe.


Obecnie używam AntiPolution krem aktywnie dotleniający z SPF15 marki Farmona Professional. Jest on przeznaczony do każdego typu cery, ze wskazaniem na cerę zmęczoną i pozbawioną blasku. Jest on ze mną już przez większość zimy i dobrze się spisuje. Nie jest to taki typowy tłusty i treściwy krem. Ma on lżejszą konsystencję, ale daje radę z nawilżaniem. Zimą zabezpiecza skórę przed wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych takich jak na przykład mróz. Przez czas jego stosowania nie miałam problemu z suchymi skórkami, ani przesuszoną skórą.

Zaraz po użyciu kremu na twarz, aplikuję jeszcze odrobinę bezbarwnej pomadki lub wazeliny na usta, aby powoli zaczęła się już wchłaniać w skórę. W międzyczasie przystępuję do zrobienia makijażu. A dzięki temu, że usta są nawilżone pomadki potem ładnie na nich wyglądają.


Tak wygląda moja poranna pielęgnacja twarzy. Jest prosto, szybko, ale skutecznie.

A Wy jakie kosmetyki stosujecie w porannej pielęgnacji skóry twarzy?
Czytaj dalej »

17 stycznia 2013

BIELENDA - dwufazowy olejek do kąpieli Ameryka SPA

Nie tak dawno wypróbowałam jeden z olejków do kąpieli firmy Belenda. Był to olejek o zapachu piżmo i jaśmin (jego recenzja klik). Nie za bardzo przypadł mi on do gustu. Dlatego, gdy zobaczyłam, że w domu pojawił się inny wariant olejku do kąpieli tej firmy - a mianowicie jagoda acai i awokado - nie byłam zbyt chętna, aby go wypróbować. Jednak ostatecznie moja ciekawość do poznawania nowych kosmetyków wygrała i użyłam go. Muszę przyznać, że przypadł mi do gustu i bardzo polubiłam kąpiele z jego użyciem.


Od producenta:
Dwufazowy olejek do kąpieli i pod prysznic wykorzystuje niezwykle właściwości roślin rytualnych Amazonii
 - zapewnia wyjątkowa kąpiel w delikatnej śmietankowej pianie. Twoja skóra odzyska niezwykłą miękkość i właściwe nawilżenie, a a ciało odpręży się po stresie i napięciu całego dnia. Świeży, egzotyczny i energetyzujący aromat olejku poprawia samopoczucie, pobudza i dodaje energii. O piękno Twojej skóry zadbają JAGODA ACAI oraz AWOKADO - intensywnie wzmacniające i regenerujące skórę, wspierające ją w walce z procesami starzenia, oczyszczające organizm. Dzięki bogactwu witamin i minerałów te amazońskie owoce poprawią nawilżenie, jędrność i sprężystość ciała, a tobie przywrócą witalność.
Stosowanie: wstrząsnąć do uzyskania jednolitej konsystencja, wlać pod strumień bieżącej wody lub bezpośrednio na gąbkę podczas kąpieli pod prysznicem.



Opakowanie: przezroczysta plastikowa butelka. Nie ma żadnej pompki - jest po prostu zakręcana nakrętką. Dobrze widać ile produktu się w niej jeszcze znajduje.

Konsystencja: produkt ma konsystencję dwu-fazową - jedna jest koloru białego i przypomina trochę jakby śmietankę, druga natomiast jest zielona i płynna. Przed użyciem należy je zmieszać. Powstaje w tedy taka jasno-zielona mieszanina. Chciałabym tu jeszcze dodać, że nie wiem czemu producent nazywa ten kosmetyk "olejkiem". Moim zdaniem ma on konsystencję bardzo rzadkiego żelu. Jest on tak rzadki, że nie da się go stosować lejąc na ręce, bo się za dużo go rozleje. Jedynie trzeba wlać go pod strumień bieżącej wody lub na gąbkę czy też myjkę.

Zapach: bardzo przyjemny. Jest on świeży i egzotyczny, a przede wszystkim dość mocny. Na tyle mocny, że po wlaniu płynu do wody - dalej go dość dobrze czuć. Nie jest on jednak duszący, ani drażniący. Zapach ten mogę zaliczyć do takich, co umilają kąpiel i sprawiają, że staje się bardziej relaksująca.

Działanie: używałam go w ten sposób, że wlewałam go do wody lub nalewałam na gąbkę. W obu tych przypadkach tworzy się dość duża piana. Osoby lubiące takie kąpiele powinny go wypróbować. Dobrze spłukuje się ze skóry. Producent jak zwykle obiecuje, że kosmetyk ten dostarczy odpowiednie nawilżenie skóry. Odniosę się do tego tak: nie natłuszcza skóry w jakiś szczególny sposób, nie wysusza jej, ani też nie zostawia żadnego tłustego filmu ma skórze. Powoduje, że staje się ona miękka, ale i tak muszę użyć jeszcze balsamu. Kosmetyk ten sprawdzi się za to pod względem dobrego oczyszczania skóry i jako świetny umilacz kąpieli. Niestety nie jest bardzo wydajny - wystarczył mi na 6 kąpieli.

Pojemność: 400g

Cena: 12 zł

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Cocamidopropyl Betaine, Pistacia Vera (Pistachio) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Europe Oleracea (Assai) Frut Extract, Maltodextrin, Citric Acid, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Butylphenyl Methlpropional, Hexyl Cinamal, Limonene, Linalool, CI 4209 (Acid Blue 9), CI 19140 (Acid Yellow 23).
Czytaj dalej »

15 listopada 2012

BIELENDA - olejek do kąpieli afrodyzjak piżmo i jaśmin

Jak ja nie cierpię jesieni. Dni robią się coraz krótsze i jest coraz zimniej. Zaczyna się ten okres roku, w którym wychodzę do pracy jak jest ciemno i wracam z pracy jak jest ciemno. Dodatkowo dziś rano był przymrozek. Lubię sobie ten czas umilać przyjemnymi kąpielami. Dlatego zaczęłam poszukiwać jesiennych umilaczy kąpieli. I tak ostatnio w łazience "wyczaiłam" ten olejek do kąpieli piżmo i jaśmin z Bielendy. Kupiła go moja mama. Byłam bardzo ciekawa jak będzie działał, zwłaszcza, że opis producenta brzmi bardzo kusząco.

Od producenta:
Zawiera naturalny afrodyzjak Johimbina.
Rozpieść ciało i uwolnij zmysły w niezwykłym olejku miłości. Pobudzający kolor i wyrafinowany zapach odpręża, rozluźnia napięcie nerwowe, likwiduje stres, pobudza mikro-krążenie krwi, dodaje energii, przywraca siły witalne, poprawia samopoczucie i dodaje entuzjazmu. Kąpiel w Olejku Afrodyzjak wprowadzi Cię w romantyczny nastój. Innowacyjna formuła olejku oraz bogactwo składników aktywnych delikatnie natłuszcza, nawilża i wygładza skórę, przywraca jej niezwykłą miękkość i jedwabistość - ciało emanuje świeżością, namiętnością i erotyzmem. Zapach długo utrzymuje się na skórze.
Stosowanie: wlać pod strumień bieżącej wody lub bezpośrednio na gąbkę podczas kąpieli pod prysznicem.


Opakowanie: zwykła, prosta plastikowa butelka. Plusem jej jest to, że jest przezroczysta i dzięki temu widać ile olejku jeszcze zostało. Za minus uznaje brak dozownika, bo im będzie zawartości mniej, tym będzie gorzej ją wydobyć. Nie da się jej też ustawić do góry dnem. Jeśli chodzi o walory wizualne, to kolorystyka opakowania bardzo mi się podoba.

Konsystencja: jest to żel o takiej średniej gęstości - to znaczy nie za gęsty, ale też nie za rzadki.

Zapach: ładny i przyjemny, ale mało wyczuwalny. Już nawet w butelce jest słaby, to jakim cudem ma być wyczuwalny w trakcie kąpieli  ??? A tym bardziej utrzymywać się potem jeszcze na skórze ??? Jakby był mocniejszy, to pewnie faktycznie by odprężał, wprawiał w dobry nastrój, tym samym likwidując nieco stres. Może by wprowadzał też w romantyczny nastrój. Jednak, aby było czuć jakiś zapach w trakcie kąpieli, to trzeba było by wlać chyba pół opakowania lub nawet może i całe jego opakowanie na raz.

Działanie: używałam go na dwa sposoby:
  • wlewałam pod strumień bieżącej wody do wanny - niestety producent nie napisał nic o tym ile olejku zaleca użyć, gdy się go używa w ten sposób. Ja go testowałam na nakrętki. Z moich obserwacji wynika, że już dwie jego nakrętki wystarczą, aby utworzyła się dość duża piana. Ale jest to za mało, aby dało się czuć jego zapach i, aby zaczął działać na skórę. Trzeba wlać go dużo więcej. Przez to jest mało wydajny, a i tak nie daje tych opisywanych przez producenta nawilżających efektów.
  • bezpośrednio na gąbkę podczas kąpieli - dobrze się pieni i myje skórę. W ten sposób używa się go bardziej wydajnie. Niestety nadal nie nawilża ani nie natłuszcza skóry. Moja skóra taka jak była przed kąpielą, taka jest i po. Wychodzi na to, że przynajmniej nie wysusza skóry. Nie podrażnił jej też, ani nie uczulił. Jest to jeden z tych kosmetyków, które mają piękny opis producenta, ale niestety nic z tego nie zaobserwowałam u siebie. A szkoda, bo byłam ciekawa jak to będzie, gdy po jego użyciu moje ciało będzie emanować namiętnością i romantyzmem ;))
Pojemność: 400 ml

Cena: 17,50 zł

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamodopropyl Betaine, Coco Glucoside, Glycerin, Parfum, Corynanthe Yohimbe Bark Extract, Polysorbate - 20, Citric Acid, Dimethylhexyl Syringylidene Malonate, Caprylic/Capric Triglyceride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Limonene, Linalool, CI 17200 (Acid Red 33).
Czytaj dalej »

25 lutego 2012

BIELENDA - musujący piasek do kąpieli z ekstraktem z owoców figi

Do tej pory używałam głównie sole do kąpieli. Jednak jak zobaczyłam ten kosmetyk postanowiłam od razu go kupić i wypróbować. Uznałam, że może to być miła odmiana. Poza tym buteleczka ładnie się prezentuje i jego nazwa brzmi bardzo kusząco: Powitanie z Afryką - rytuał kąpieli - musujący piasek z ekstraktem z owocow figi.  A jak przeczytałam opis producenta, to od razu wylądował w koszyku. 


Od producenta:
Wyjątkowy musujący piasek z owocami figi zapewnia zmysłową i odprężajacą kąpiel. Jego egzotyczny, ciepły i korzenny aromat poprawia samopoczucie, pobudza, dodaje siły, zwinności i lekkości. Owoce figi przywracają energię i siły witalne, dzięki bogactwu witamin, cukrów i soli mineralnych. Ekstrakt z figi zmiękcza i dogłębnie nawilża naskórek, nadaje skórze jedwabistą gładkość.
Stosowanie: do wanny napełnionej ciepłą wodą wsyp garść piasku i zanurz się w wodospadzie pęcherzyków i musującej piany.


Opakowanie: plastikowa butelka o pojemnosci 475 g zakręcana korkiem.

Konsystencja: produkt ma postać proszku powstałego po zmieszaniu dwoch rodzajów ziarenek. Jedne są bardzo drobniutkie i mają kolor brązowy. Drugie są większe i białe.


Zapach: mocny, dość egzotyczny, ale wyczuwam tu nutkę chemii.

Działanie: opis producenta o działaniu tego kosmetyku brzmi pięknie, nieprawdaż ??? Dlatego skuszona tymi obietnicami zaraz wykorzystałam go do kąpieli. Moje zdziwienie było ogromne, gdy okazało się, że piasek ten musuje, ale bardzo słabo i krótko; tworzy niewieklą pianę; zapach szybko się ulatnia; w wannie pozostaje woda o podejrzanie żółtawym kolorze. Trochę miałam opory, aby się w tym kąpać - i powtórzyć to jeszcze potem kilka razy. Kąpiel wcale nie była zmysłowa i odprężająca. Dodatkowo piasek ten wcale nie nawilża skóry. Na szczęście też jej nie wysusza i nie uczulił mnie.  Obojętnie czy wrzucę go mniej czy więcej efekt wizualny jest taki sam. Z tym, że jak wsypie się go dość dużo to zapach robi się bardzo duszący. Jedyne zalety jakie w nim widzę to: dobrze się rozpuszcza nie pozostawiając niczego drapiącego w wannie, jest wydajny i nie był testowany na zwierzętach.

Moja opinia: nie polecam

Cena: 6,99 zł

SKŁAD: Sodium Chloride, Citric Acid, Sodium Bicarbonate, Sodium Carbonate, Sodium Lauryl Sulfate, Silica, S.D.A. 40, Ficus Carica (Fig)Fruit Extract, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnnamal, Limonene, Lyral, Linalool, CI 77491 (Iron Oxides), CI 77492 (Pigmen Brown 6), CI 77499 (Iron Oxides).
Czytaj dalej »

6 lutego 2012

BIELENDA - daktylowy olejek do kąpieli ze śmietaną

Pewnego styczniowego dnia będąc w Biedronce natknęłam się na ten oto produkt. Jego nazwa wydała mi się bardzo kusząca: Powitanie z Afryką - rytuał kąpieli - daktylowy olejek do kąpieli ze śmietaną. Dodatkowo ciekawie wyglądał w tym opakowaniu i cena była bardzo przystępna. Już po pierwszym użyciu przypadł mi on do gustu, dlatego będąc ostatnio w Biedronce chciałam kupić jeszcze jedno opakowanie, ale ich już nie było.


Od producenta:
Holistyczna koncepcja wellbeing łącząca piękno ciała i wewnętrzną harmonię była inspiracją stworzenia oryginalnej linii kosmetyków "Powitanie z Afryką",  wykorzystujacej niezwykłe właściwości roślin rytualnych z Czarnego Lądu. Daktylowy olejek zapewnia niezwykłe doznania zmysłowe i pielęgnację ciala. Delikatne substancje myjące oraz bogactwo składników odżywczych pozostawiają skórę czysta, nawilżoną i gładką. Ciepły, słodki zapach daktyli poprawia nastrój, energizuje i dodaje wigoru.
Stosowanie: wstrząsnać do uzyskania jednolitej konsystencji, wlać pod strumień bieżącej wody, lub bezposrednio na gąbke podczas kąpieli pod prysznicem.



Opakowanie:  plastikowa butelka o pojemności 400 ml.  Nie ma dozwonika.

Konsystencja: ten produkt, tzw. olejek - raczej nim nie jest. Jest dość rzadki i powiedziałabym raczej, że to żel pod prysznic tylko ma dwufazową formułę, która dobrze się miesza i długo wraca do pierwotnego stanu.

Zapach: ciepły, słodki i mocny. Nie wiem czy jest to zapach daktyli, bo nie znam ich zapachu. W każdym bązdź razie ma piękny zapach.

Działanie: skóra po umyciu jest nawilżona i miękka w dotyku. Tworzy dużo piany, a ten intrygujacy zapach utrzymuje się dość długo w wodzie. Niestety, aby tak było, trzeba go dość sporo wlać do kąpieli. Używany jako żel pod prysznic będzie bardziej wydajny. Na plus mogę jeszcze dodać to, że nie podrażnia skóry. Sprawdza się świetnie jako wieczorny "poprawiacz nastroju" po całym dniu.

Cena: kupilam go za 6,99 zł.


SKŁAD: Aqua (Water), Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Sodium Laureth Sulfate, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Cocamidopropyl Betaine, Parfum, Phoenix Dactylifera (Date) Fruit Extract, Sodium Chloride,  Disodium EDTA, diethylheyl Syringylidene Malonate, Caprylic / Capric Triglyceride, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Limonene, CI 16255 (Acid Red 18), CI 19140 (Acid Yellow 23), CI 42090 (Acid Blue9).
Czytaj dalej »