17 marca 2019

ORIFLAME - Now Age Skin Renewing Peel, czyli odnawiający peeling z kwasami

Pozostając w temacie kosmetyków z kwasami chciałabym polecić Wam jeszcze jeden produkt. Nie spodziewałam się znaleźć coś tak fajnego w ofercie Oriflame. Nie jest to moja ulubiona marka, więc bardzo rzadko sięgam po ich kosmetyki. Tym razem jednak trafiła mi się prawdziwa perełka dla osób lubiących kosmetyki z kwasami, a zarazem obawiających się sięgnąć po mocniejsze produkty (na przykład te marki NEUTREA, które opisywałam w ostatnim poście). Peeling marki Oriflame jest skuteczny, a zarazem delikatniejszy. Nie pozostawia się go na skórze na całą noc, tylko stosuje jak maseczkę maksymalnie przez 20 minut.


Skin Renewing Peel ma za zadanie delikatnie złuszczać martwy naskórek, aby wygładzić powierzchnię skóry, co ma na celu poprawę jej wyglądu. W składzie znajduje się kwas glikolowy oraz salicylowy, a także enzymy granatu. Składniki te mają właściwości złuszczające skórę. 

kwas glikolowy - w stężeniu do 15% jest najbezpieczniejszy. Działa na skórę nawilżająco i złuszczająco. Pobudza syntezę fibroblastów, regeneruje i zwiększa nawilżenie skóry, obkurcza pory skórne i reguluje wydzielanie sebum, poleca się więc zabiegi z jego użyciem osobom z cerą tłustą, trądzikową.

kwas salicylowy - ma właściwości antybakteryjne, antygrzybiczne i przeciwzapalne. Stężenie na poziomie 10-20 % sprawia, że preparat zaczyna mieć właściwości keratolityczne, to znaczy, że jest peelingiem chemicznym. Jako dobrze rozpuszczalny w tłuszczach, przenika przez warstwę sebum na skórze i wnika w głąb mieszków włosowych. Tam rozpoczyna swoją działalność bakteriobójczą i łagodzącą, usuwając nadmiar tłuszczu i zanieczyszczeń. Z tego powodu jest on polecany dla osób ze skórą trądzikową oraz dla każdego, kto chce pozbyć się zaskórników.

enzymy granatu - stosuje się w produktach przeciwzmarszczkowych, gdyż spłycają już istniejące zmarszczki oraz zwiększają sprężystość skóry, wspomagając produkcję kolagenu. Są częstym składnikiem preparatów w pielęgnacji skóry trądzikowej, gdyż wspomagają gojenie się stanów zapalnych. Polecane do cery dojrzałej, suchej i podrażnionej poprawiając jej ukrwienie i koloryt.

Wysoko w składzie znajduje się glinka biała (kaolin), która ma właściwości oczyszczające, matujące, odkażające i wygładzające. Działanie kwasów złagodzone jest nawilżaczami (gliceryną, alkoholem cetylowym, masłem shea, allantoiną). 

SKŁAD INCI: AQUA, KAOLIN, GLYCERIN, CETYL ALCOHOL, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, DI-C12-13 ALKYL MALATE, MAGNESIUM ALUMINUM SILICATE, PPG-5-LAURETH-5, STEARETH-21, GLYCOLIC ACID, SALICYLIC ACID, XANTHAN GUM, PENTAERYTHRITYL DISTEARATE, SODIUM HYDROXIDE, STEARETH-2, PARFUM, IMIDAZOLIDINYL UREA, ALLANTOIN, DISODIUM EDTA, LACTOBACILLUS/PUNICA GRANATUM FRUIT FERMENT EXTRACT, CITRIC ACID, HEXYL CINNAMAL, BENZYL SALICYLATE, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, LINALOOL, CITRONELLOL, POPULUS TREMULOIDES BARK EXTRACT, CI 77891.


Dla kogo?
Produkt ten ze względu na użyte składniki zalecany jest dla skóry trądzikowej, tłustej i mieszanej. 

Jak często?
Producent zaleca stosować 2 razy w tygodniu, jednak nie w dni następujące po sobie. Ja jednak stosuję rzadziej, ze względu na to, że używam jeszcze inne kosmetyki z kwasami.

Jak używać?
Skin Renweing Peel ma postać kremowej maski i podobnie się go używa. Aplikuje się na oczyszczoną i osuszoną skórę, omijając okolice oczu. W celu uzyskania lepszych rezultatów można delikatnie masować skórę przez 1 minutę. Kosmetyk ten pozostawiamy na skórze maksymalnie 20 minut. Potem należy spłukać i osuszyć skórę. Łatwo się zmywa, nie zastyga na twarzy. Na koniec zostaje już tylko użyć stosowany przez nas kremem. 

Ostrzeżenia:
Nie należy używać tego produktu na podrażnionej lub uszkodzonej skórze. Zawarte w nim kwasy mogą zwiększać wrażliwość skóry na promienie UV, dlatego stosuje się go tylko na noc, a w dzień używa kremy z filtrami. Gdy pierwszy raz używałam ten preparat, to trzymałam go na skórze tylko przez 5 minut. Chciałam zaobserwować jej rekcję. W przypadku wystąpienia podrażnienia należy przerwać stosowanie. U mnie to nie nastąpiło, dlatego z każdym użyciem stopniowo wydłużałam czas trzymania produktu na skórze do 10, 15 i w ostateczności 20 minut. Jeżeli nigdy nie używało się kwasów lub stosowało się je dawno, to najlepiej jest powoli przyzwyczaić do nich skórę. 


Efekty:
Produkty z kwasami mogą powodować uczucie mrowienia czy szczypania. Ja też na początku tego doświadczyłam. Z czasem skóra przyzwyczaiła się i już tego nie odczuwam. Jedynie na policzkach skóra jest nieco zaczerwieniona, ale po posmarowaniu kremem nawilżającym zaczerwienienie mija. Za to efekty, które uzyskuję bardzo mnie zadowalają. Skóra jest gładsza i rozjaśniona. Dzięki delikatnemu złuszczaniu jest odnowiona i zregenerowana, podkłady wyglądają na niej ładniej, a także nie mam problemu z suchymi skórkami. Produkt ten może zaciekawić osoby, które z różnych względów nie mogą używać peelingów mechanicznych. Skin Renewing Peel ma 100 ml pojemności i kosztuje 39,90 zł.

Stosowaliście Skin Renewing Peel?
Co o nim sądzicie?
Czy zainteresowałam Was produktami z kwasami w składzie?
Czytaj dalej »

10 marca 2019

KURACJA KWASAMI W DOMU na przykładzie kremów Summer Peel oraz Hydratin

Zadaniem peelingu chemicznego jest usunięcie martwego naskórka, poprzez nałożenie na skórę mieszanki chemicznej składającej się z odpowiednich substancji. Te substancje to są kwasy, które powodują rozluźnienie martwych komórek naskórka. Złuszczanie za pomocą kwasów określane jest jako EKSFOLIACJA. Zabieg wykonuje się przede wszystkim na twarz, ale można również na szyję bądź dłonie. Stosuje się go w celu poprawy kondycji skóry, dodatkowo można z jego pomocą redukować zmarszczki, blizny oraz przebarwienia skóry. 


Okres jesienno-zimowy jest najlepszy do przeprowadzenia kuracji kwasami. Do tej pory stawiałam na kwas migdałowy, o którym pisałam TUTAJ. Kosmetyki te już mi się skończyły. Byłam bardzo zadowolona z efektów, jednak w tym roku postawiłam na trochę inną kurację. Z bloga kosmostolog.blogspot.com dowiedziałam się o kosmetykach marki NEUTREA i od listopada zaopatrzyłam się w dwa z nich: Summer Peel oraz Hydratin.


SUMMER PEEL jest to krem, w skład którego wchodzą trzy kwasy: migdałowy, laktobionowy oraz azelainowy. Formuła produktu jest bardzo prosta, nie posiada barwników, aromatów, a nawet konserwantów. Łączne stężenie kwasów wynosi 13%, a ich zestawienie działa na wielu płaszczyznach.

SKŁAD INCI: Aqua, Mandelic Acid, Glycerin, Lactobionic Acid, Propylene Glycol, Arginine, Azelaic Acid, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate

Kwas migdałowy to jeden z najpopularniejszych związków stosowanych w kosmetologii profesjonalnej i domowej. Wykazuje działanie odmładzające i przeciwtrądzikowe, jednoczenie jest bardzo delikatny i trudno zrobić sobie krzywdę przy jego pomocy. Bardzo ładnie odnawia powierzchnię skóry, nie ingerując w nią jednak nadmiernie.

Kwas azelainowy z kolei to substancja dobrze znana osobom walczącym z trądzikiem różowatym, czy przebarwieniami. Działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, lekko złuszcza i rozjaśnia przebarwienia. W większych dawkach substancja ta bywa drażniąca, ale jest na tyle łagodna, że zaleca się ją przy wrażliwych i nadreaktywnych cerach oraz w leczeniu rosacea.

Kwas laktobionowy - działa nawilżająco i lekko złuszcza, jest silnym przeciwutleniaczem, dba o dobra kondycję bariery naskórkowej i wycisza układ naczyniowy. Przywraca skórze równowagę na wielu wymiarach. Pokochają go wszystkie cery, szczególnie zaś te bardzo wrażliwe i naczyniowe.


Dla kogo?
Preparat Summer Peel jest zalecany dla cery tłustej i mieszanej, ze skłonnościami do trądziku, wrażliwej i naczyniowej oraz dojrzałej z objawami fotostarzenia i przebarwieniami pozapalnymi.

Jak często?
Summer Peel stosuje się tylko na noc. Niekoniecznie codziennie, bo mimo że są to "lżejsze" kwasy, to mają moc. Każda skóra ma własny próg tolerancji i niestety nie ma gotowego algorytmu stosowania, który sprawdzi się u wszystkich. Częstotliwość należy ustalić indywidualnie na podstawie obserwacji cery. U jednych Summer Peel sprawdzi się codziennie, a u innych tylko 2-3 razy w tygodniu. Dla mnie najbardziej optymalne jest używanie go co 3-4 dni.

Jak długo?
Może być zastosowany w formie odrębnej kuracji lub uzupełnieniem innych preparatów, dlatego to kwestia indywidualna jak długo będzie się go używać. Producent podaje, że krem ten można bezpiecznie stosować przez cały rok. Ja jeszcze się zastanawiam, czy jak zużyję obecne opakowanie, to od razu zacznę następne, czy przeczekam okres lata i powrócę do niego na jesień.

Z czym łączyć?
Preparat świetnie sprawdza się solo, ale można go łączyć z innymi substancjami, w zależności od rodzaju problemu, nad którym chcemy popracować. Nie ma  przeciwwskazań, aby stosować Summer Peel razem z retinolem czy witaminą C. Należy jednak robić to delikatnie, z wyczuciem i obserwować cerę. A już na pewno trzeba połączyć go z kremem nawilżającym. W tym celu producent marki Neutrea stworzył specjalny krem dla cery w trakcie złuszczania kwasami czy retinolem. 


HYDRATIN jest to krem nawilżający. Jego konsystencja nie jest tak idealna jak nawilżaczy produkowanych przez znane koncerny. Porównałabym ją raczej do kosmetyków naturalnych - nie sunie po skórze jak krem z sylikonami, raczej lekko się maże, ale finalnie wchłania się znakomicie. Lubię go za to, że przynosi skórze oczekiwane ukojenie oraz nawilża ją. Ma też dobrą cenę, bo na promocji kosztuje 25,50 zł. Hydratin możemy stosować na dzień lub na noc, bez peelingu albo na peeling Summer Peel. Przy czym nie należy nakładać nawilżacza bezpośrednio na kwas, aby nie zneutralizować jego pH, należy odczekać 15-30 min. Ja używam go wyłącznie na noc i tylko w te dni, kiedy nie stosuję Summer Peel. Dzięki temu jest wydajny - jedno opakowanie używam już czwarty miesiąc. 

SKŁAD INCI: Aqua, Isononyl Isononate, Glycerin, Cetearyl Olivate, Panthenol, Methylpropanediol, Cetearyl Alcohol, Sorbitan Olivate, Hyaluronic Acid, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Caprylyl Glycol, Propylene Glycol, Phelnylpropanol.

EFEKTY - czyli czy kuracja ta rzeczywiście działa?
Na początku nie widziałam żadnej różnicy w wyglądzie skóry. Po kilku dniach zaczęło mi „wyciągać” drobne zmiany podskórne, a te, które już miałam szybciej się goiły. Stopniowo w kolejnych tygodniach zauważyłam delikatne rozjaśnienie cery, w tym przebarwień po wypryskach, które rozdrapałam. Skóra zrobiła się też bardzo gładka, ponieważ kwasy usuwają martwe komórki warstwy rogowej. Potem zaobserwowałam, że oczyściły się i znacznie zmniejszyły rozszerzone pory. Ta mieszanina kwasów działa skutecznie, a zarazem jest bardzo delikatna dla skóry. Nie wystąpiło u mnie podrażnienie, wysuszenie czy uwrażliwienie podczas stosowania tego produktu. Summer Peel nie ma kompozycji zapachowej, co według mnie jest zaletą. Pachnie tylko użytymi składnikami. Perfumy działają na nasze zmysły, uprzyjemniają stosowanie kremów i pomagają producentom w ich sprzedaży, ale nie są potrzebne naszej skórze - to sztuczny dodatek, który może ją tylko podrażnić. Summer Peel w promocji kosztuje obecnie 33,50 zł.


Stosowaliście kosmetyki z kwasami w domu?
Używaliście kremu Summer Peel lub Hydratin?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

3 marca 2019

REVOLUTION - Beauty Legacy by Maxineczka

Kanał Maxineczki oglądam od początku jego powstania. Bardzo dużo od niej się nauczyłam. Właściwie całe podstawy mojego makijażu zawdzięczam Joasi - Maxineczce. Ucieszyłam się, że ma możliwość wydać swoją paletę. Jednak nie byłam zainteresowana jej zakupem, ponieważ cienie do powiek, które mam wystarczają mi. Cena tej paletki nie jest wysoka, bo kosztuje 49,99 zł. Ostatnio były jednak na nią wyprzedaże i jak widzicie po tytule tego posta - postanowiłam ją jednak kupić. Zapłaciłam za nią ok. 30 zł. Paletka ta wzbudza wiele kontrowersji - jedni ją uwielbiają, inni nie za bardzo. Chciałam przekonać się sama jaka ona jest. 


Kolorystyka tych cieni bardzo mi się podoba. Znajduje się tu wszystko co potrzeba do dziennego i wieczorowego makijażu. Paleta jest wielofunkcyjna, ponieważ te większe prostokąty mogą być używane jako róż, bronzer i rozświetlacz, ale też jako cienie do powiek. Podoba mi się to założenie. Znajduje się tu też lusterko. A wszystko razem mieści się w niedużej paletce. Jest ona kartonowa, czyli zarazem lekka. Dlatego można ją zabrać w podroż i to by wystarczyło, aby wykonać makijaż.


Problem pojawia się jeśli chodzi o jakość cieni. Z niektórymi fajnie się pracuje, inne są bardzo słabe. Jednych wystarczy niedużo użyć, aby wyglądały ładnie, inne tracą na pigmentacji w trakcie aplikacji na powiekę. Są tutaj też kolory, które inaczej wyglądają w palecie, a inaczej prezentują się na powiece. Po miesiącu codziennego używania tej palety okazało się, że znajdują się w niej tylko 3 cienie, które lubię używać. Z pozostałymi zbyt ciężko się pracuje lub źle czuję się w makijażu z użyciem takich kolorów. 


PURE GLOW - ten cień może też być rozświetlaczem. Jego kolor podoba mi się, ale tylko w opakowaniu. W rzeczywistości jest bardzo słabo napigmentowany. Nie sprawdza się do rozświetlenia oczu w kącikach, ani na całą powiekę, ani tym bardziej jako rozświetlacz. On po prostu gubi pigment  i ginie w tłumie innych kolorów. Obecnie nie używam go wcale.

LOVE'S HUE - ten cień może być też różem. Niestety jego kolor jest okropny. Gdy aplikowałam go jako róż, to bardzo źle się w nim czułam. Ten kolor jest zbyt ceglasty. Potwierdzają to opinie innych ludzi, którzy mnie w takim makijażu widzieli. Zaczęłam używać go na powieki. Jednak również i w tym przypadku źle się czułam, a wykonany makijaż mi się nie podobał. Obecnie nie używam go wcale.

THE GRAND TAN - ten cień może też być bronzerem. Zaczęło się niezbyt pozytywnie, ale przejdźmy teraz do wielkiego pozytywnego kopa. To jest jeden z tych cieki, które bardzo lubię w tej palecie. Ma piękny odcień brązu - uwielbiam go jako bronzer, ale nieraz do załamania powieki też używam. Dobrze się z nim pracuje: łatwo aplikuje, rozciera i blenduje. 


CANVAS - to taki podstawowy, bazowy cielisty cień. Nie mam mu nic do zarzucenia. Dobrze się go używa. Kolor też ma fajny - ładnie stapia się z kolorem mojej skóry.

ASH - cień kolorystycznie bardzo podobny do The Grand Tan, tylko trochę ciemniejszy. Powinien być świetny do podkreślania załamania powieki, a nie jest. Podoba mi się ten kolor, ale nie lubię go używać, ponieważ źle mi się z nim pracuje. Nie blenduje się równomiernie, tylko tworzy plamy.

BRICK - jest to kolejny odzień brązu, tylko nieco cieplejszy. Kolor ładny, ale z nim również źle mi się pracuje. Mam do niego te same zarzuty, co do cienia ASH.



CRYSTAL - w opakowaniu wygląda bardzo ładnie. Taki połyskujący różowy kolor. Niestety na powiece prezentuje się okropnie. Pasowałby mi do aplikacji na całą powiekę, bo lubię takie kolory. Niestety na powiece wygląda bardzo brzydko. Nie wiem jak to inaczej określić, ale dla mnie wygląda on po prostu jak taki "chamski brokat".

COPER - znów natrafiamy na cień, który lubię. Jest to ładny, nieco opalizujący brąz. Dobrze się aplikuje na powiekę, nie traci na intensywności i ładnie się blenduje z innymi cieniami. 

PETAL - piękne borbo. Podobają mi się takie kolory. Niestety on ładnie wygląda tylko w palecie. Na oku traci już na pigmentacji. Nie da się go dołożyć, aby wzmocnić kolor. Niestety nie podoba mi się. 


ORCHID - jest to cień który zupełnie inaczej wygląda w opakowaniu, bo jak ciemny granat. A po aplikacji na powiekę to już zupełnie inny kolor - staje się wtedy fioletowy. Jest on bardzo ciekawy, jednak ja źle czuję się w takich kolorach i nie sięgam po niego zbyt często. 

SMOKE - to bardzo ciemny brąz. Lubię takie kolory po podkreślania zewnętrznego kącika oka. Niestety jest on słabo napigmentowany i ginie wśród innych cieni. Nic nie przyciemnia. 

NIGHT - czarny kolor, co do którego nie mam zastrzeżeń. Mógłby on nawet być czwartym moim ulubionym cieniem z tej palety, ale ja rzadko czarny cień używam.


No cóż - niestety nie zaliczam się do wielbicieli tej palety. Lubię z niej używać tylko 3 cienie. Po resztę sięgam bardzo rzadko lub wcale. Nie mam porównania do innych cieni marki Revolution, ponieważ ich nie miałam. Moje porównanie opiera się na wrażeniach z używania cieni innych marek, jak na przykład Zoeva, Too Faced, KOBO, Golden Rose, Nabla, My Secret czy Glam Shop. Specjalnie kupiłam nawet ulubiony korektor Maxineczki, który stosuje pod cienie, czyli Collection Lasting Perfection. Jednak to też nie pomogło w polepszeniu mojej opinii o tej palecie. Po oglądnięciu i przeczytaniu wielu pochwał na jej temat, zastanawiam się czy jest ona taka kiepska czy to może kwestia partii danej palety na jaką trafiłam.

Mieliście paletę Beauty Legacy?
Co o niej sądzicie?
Czytaj dalej »

24 lutego 2019

3 RAZY NIE #11 - czyli kosmetyki, które mnie rozczarowały

Ostatni tego typu post pojawił się na blogu w zeszłym roku w listopadzie. Teraz mamy luty, a ja mam kolejne kosmetyki, które mnie rozczarowały swoim działaniem. Przeważnie powracam do moich sprawdzonych pewników. Jednak ostatnio chciałam wypróbować trochę nowych kosmetyków. Znalazłam wśród nich kilka świetnych perełek, jednak na razie zacznę od rozczarowań.


ORIFLAME - COLOURBOX FAT LASH MASCARA

Mam tą maskarę w kolorze czarnym. Producent podaje, że należy do kategorii pogrubiających. Kupiłam ją, ponieważ wcześniejszy tusz z Oriflame, który miałam był świetny - a  mianowicie: The One Volume Blast. Tamten był w fioletowym opakowaniu, ale mają one ze sobą też trochę wspólnego. Oba mają silikonowe szczoteczki, a także są tej samej firmy, dlatego spodziewałam się uzyskać podobne rezultaty. Niestety bardzo się rozczarowałam. 


Tusz Colourbox Fat Lash jest po prostu kiepski. Ma zbyt rzadką formułę. Myślałam sobie, że potrzeba mu trochę czasu i zgęstnieje. Używam go już dwa miesiące i dalej jest taki sam. Jedna jego warstwa to za mało, bo rzęsy są słabo pomalowane. Niestety dołożenie drugiej warstwy nie pomaga, bo rzęsy robią się posklejane. Dodatkowo długo wysycha przez co często brudzę sobie nim powieki i psuję zrobiony makijaż.


Nie lubię go używać i Wam go nie polecam. Na szczęście nie kosztował mnie zbyt drogo. W styczniowym katalogu był na promocji za ok. 5 zł. Jego standardowa cena to 24,90 zł.


BE BEAUTY - ŁAGODZĄCY PŁYN MICELARNY DO DEMAKIJAŻU TWARZY I OCZU

Nie lubię płynów micelarnych marki Be Beauty. Naczytałam się wiele pozytywnych opinii o tych produktach, przez co kusi mnie co jakiś czas po nie sięgać. Jednak zawsze jestem rozczarowana ich działaniem. Próbowałam ich używać już od 2013 roku. Wtedy miały inne opakowanie. Skład też się nieco zmienił (klik). Jednak wciąż tak samo jestem niezadowolona z tego jak słabo radzą sobie z demakijażem. A właściwie sobie z tym całkowicie nie radzą. Skoro go kupiłam, to staram się zużyć, jednak jako tonik. 


Skład INCI: Aqua, Poloxamer 184, Disodium Cocoamphodiacetate, Propylene Glycol, Polysorbate 20, Sodium Hyaluronate, Viola Odorata Flower Extract, Jasminum Officinale Flower Extract, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Sodium Citrate, Citric Acid, Parfum, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.


L'BIOTICA BIOVAX - REGENERUJĄCY SZAMPON MICELARNY

Lubię tą markę kosmetyczną, jednak do tej pory kupowałam głównie ich maski do włosów. Chciałam wypróbować również i szampon. Zdecydowałam się na wersję do włosów suchych i zniszczonych.


Co prawda skutecznie oczyszcza skórę głowy. Jednak dla włosów nie jest taki fajny. Po umyciu są szorstkie, przez co bardzo się plączą podczas spłukiwania szamponu. Nawet jak używam po nim maskę, to są problemy z rozczesywaniem włosów. Więcej po niego nie sięgnę, a i Was ostrzegam przed tym szamponem. Czytałam jego opinie na wizaz.pl - było tam sporo osób, które miały z nim dokładnie tak samo jak ja.

A Wy mieliście któryś z tych kosmetyków? 
Co się u Was ostatnio  nie sprawdziło?
Czytaj dalej »

17 lutego 2019

ANWEN - kosmetyki do pielęgnacji włosów

Bloga Anwen czytałam prawie od samego początku jego powstania. Bardzo ucieszyłam się, gdy wprowadziła własne kosmetyki do pielęgnacji włosów. Zrobiło się o nich bardzo głośno w blogosferze, jednak ja poczekałam trochę z zakupem "anwenówek". Dopiero końcem zeszłego roku kupiłam pierwszy produkt. Na początek skusiłam się na maskę do włosów. Jej działanie spodobało mi się tak bardzo, że potem zaopatrzyłam się w kilka kolejnych produktów.


MASKA WINOGRONA I KREATYNA do włosów średnioporowatych

Od tej maski wszystko się zaczęło. Czytanie bloga Anven wniosło wiele pozytywnych zmian w moim podejściu do pielęgnacji włosów. Zaciekawiło mnie dostosowanie pielęgnacji do porowatości włosów. Z przeprowadzonych przeze mnie obserwacji wynika, że moje włosy są średnio porowate w kierunku do nisko porowatych, dlatego skusiłam się właśnie na tę maskę. To był strzał w dziesiątkę. Maska świetnie dociąża włosy, jednocześnie ich nie przeciążając. A także wygładza, sprawia, że mają więcej blasku i ładnie się układają. Stosuję ją raz na tydzień, a nawet i rzadziej. Użyta co dwa tygodnie również świetnie się sprawdza. Nie stosuje ją częściej, ponieważ można nią przeproteinować włosy. Jest to drugie opakowanie maski, które używam - zapewne nie ostatnie.


 SKŁAD INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Silk, Maris Sal, Silica, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Panthenol, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene.


NAWILŻAJĄCY BEZ odżywka do włosów o różnej porowatości 

Uwielbiam zapach bzu. Powoli zbliża się wiosna i już nie mogę się doczekać kiedy zacznie kwitnąć. Na razie jednak mogę delektować się tym zapachem dzięki odżywce do włosów. W opakowaniu jest on dość mocny, ale na włosach staje się słabszy. Co jest dobre, bo potem nie "gryzie się" z perfumami. Odżywkę stosuję na różne sposoby. Najczęściej jako podkład pod olejowanie, ale zdarza mi się używać jej też na sam koniec mycia włosów. Jej skład opiera się przede wszystkim na humektantach, czyli substancjach nawilżających. Moje włosy są po użyciu tej odżywki są miękkie, sprężyste, sypkie i nawilżone.


Skład INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Solanum Tuberosum (Potato) Starch, Allium Cepa Extract, Saccharide Isomerate, Hydroxypropyltrimonium Hyaluronate, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder, Cetrimonium Chloride, Glycerin, Urea, Polysorbate 80, Hydroxypropyl Guar, Citric Acid, Sodium Citrate, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Caprylyl Glycol, Parfum, Amyl Cinnamal, Cinnamyl Alcohol, Hydroxycitronellal.


OLEJ MANGO do włosów średnioporowatych

Z innych kosmetyków Anven, które mam jestem bardzo zadowolona. Jednak z tym olejem moje włosy się nie polubiły, mimo że wybrałam wersję do włosów średnioporowatych. Stosowałam go na dwa sposoby i za każdym razem efekty były niezbyt dobre. Po pierwsze na suche lub wilgotne włosy, na  minimum 30 minut, a następnie zmywałam szamponem. Potem maska lub odżywka. Niestety efekt był taki, że moje włosy wyglądały jakbym miała "bad hair day". Za każdym razem, gdy używałam ten olej włosy były spuszone, strączkowały się i nie układały ładnie. Można też nałożyć kilka kropli na końcówki umytych włosów. Niestety u mnie wygląda to tak, jakby olej nie chciał się wchłaniać, nawet jak zaaplikowałam bardzo niewielkie jego ilości. Powoduje to efekt przetłuszczonych włosów. Zużyłam go połowę i na razie stoi na półce, bo nie wiem co z nim dalej zrobić.

 
Skład INCI: Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Prunus Domestica (Plum) Seed Oil, Camellia Kissi Seed Oil, Parfum, Tocopheryl Acetate, Hexyl Cinnamal, Linalool, Geraniol, Alpha Isomethyl Ionone, Limonene, Citral.


MINT IT UP szampon peelingujący

To jest pierwszy szampon z peelingiem, który używam. Musze przyznać, że do tej pory bałam się tego typu produktów. Mam włosy średniej długości - takie do ramion. Miałam obawy czy te drobinki peelingu da się wypłukać, aby nie zostały we włosach. Używałam ten szampon już kilka razy i jestem pozytywnie zaskoczona, że nie ma z nim większych problemów. Dobrze się pieni, skutecznie oczyszcza skórę głowy, a przy tym drobinki peelingu łatwo się wypłukują. Szampon zawiera też w składzie dodatek enzymu, który pomaga usunąć nadmiar zrogowaciałego naskórka. Zalecane jest, aby stosować go raz na tydzień, jednak ja sięgam po niego tak co półtora - dwa tygodnie. Jedynie przeszkadza mi w nim to, że włosy po jego użyciu są lekko szorstkie. Ale po zastosowaniu odżywki wszystko wraca do normy i nie ma problemów z ich rozczesaniem.


Skład INCI: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Urea, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder, Acrylates Copolymer, Propanediol, Polysorbate 20, Dipotassium Glycyrrhizate, Bacillus Ferment, Glycerin, Propylene Glycol, Cetrimonium Chloride, Polyquaternium-10, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Oil, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum.

Mieliście już jakieś kosmetyki spośród oferty "Anwenówek"?
Co o nich myślicie?
Czytaj dalej »

10 lutego 2019

LAB THERAPY - nowa linia kosmetyków LIRENE

Wśród nowości w ofercie marki Lirene możemy znaleźć serię kosmetyków LAB THERAPY. Producent podaje, że jest to "linia zawierająca wysokie stężenia kompleksów aktywnych inspirowanych profesjonalnymi zabiegami w gabinetach kosmetycznych. Odpowiada za specyficzne potrzeby różnych typów cery i zawiera profesjonalne składniki aktywne:
- nawilżenie: kwas szikimowy,
- rewitalizacja: kwas rozmarynowy,
- odżywienie: kwas bursztynowy,
- anti-aging: ultrafiller".


W skład tej linii wchodzi sporo różnego rodzaju kremów. Dostępne jest też serum, maska do twarzy oraz krem pod oczy. Kupicie je w cenach wahających się między 30 a 65 zł. Byłam bardzo ciekawa tej serii kosmetyków. Ich opakowania prezentują się bardzo elegancko i profesjonalnie. Jednak wiadomo, że najważniejszy jest skład. Tak się złożyło, że otrzymałam do przetestowania dwa produkty z linii Lab Therapy, a mianowicie: Serum spektakularnie odmładzające oraz Miodową maskę do masażu twarzy. Przy analizie składu zwróćcie uwagę na pogrubione składniki, ponieważ to te, których według producenta ma być wysokie stężenie.

SERUM SPEKTAKULARNIE ODMŁADZAJĄCE z Ultrafillerem i FastLift Complex - NA NOC


Serum ma bardzo lekką, płynną konsystencję o nieco białym zabarwieniu. Wchłania się błyskawicznie. Właściwie już w trakcie aplikacji na skórę. Nie waży się, ani nie roluje. Przeznaczone jest do stosowania wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Następnie pielęgnację należy dopełnić kremem. Oczywiście producent zaleca któryś z kremów z linii Lab Therapy. Ja żadnego nie mam, więc stosuję krem nawilżający innej marki. 


Zaraz po aplikacji skóra jest napięta i wygładzona. Jednak nie zaobserwowałam, aby to serum jakoś wpływało na polepszenie jej stanu. Stosuję je regularnie już przez miesiąc. Jest to czas po upływie którego spodziewałam się zaobserwować pierwsze efekty jego działania. Niestety moja skóra na razie nie wygląda na młodszą o 13 lat (serio podana jest taka opcja w widocznych rezultatach). Zużyję je pewnie do końca. Niestety nie wiem na ile mi wystarczy, ponieważ nie widać zawartości opakowania, a dodatkowo jest ono ciężkie już samo z siebie, więc trudno wyczuć czy serum się już kończy. Ale jeżeli wystarczy mi na kolejny miesiąc, to może siebie nie poznam tak odmłodnieję?


Przejdźmy teraz do składników aktywnych w nim zawartych:

ULTRAFILLER - to unikalny składnik stosowany w zabiegach estetycznych. Mikronizowany pod kontrolą laserów optycznych, wypełnia i koryguje zmarszczki oraz długofalowo pobudza skórę do produkcji kolagenu, sprzyjając jej głębokiej odbudowie,

FastLift Complex - bogaty w aminokwasy kompleks napinający, tworzy na powierzchni skóry wielowymiarowa mikro-sieć, dając natychmiastowo efekt liftingu. stymuluje produkcję naturalnego kolagenu,

PROTEINY ZE SŁODKICH MIGDAŁÓW - działanie wygładzająco-odżywcze,

EKSTRAKT Z BRĄZOWYCH ALG - zapobiega neurostarzeniu skóry.


SKŁAD INCI: Aqua (Water), Propanediol, Butylene Glycol, Hydroxypropyl Methylcellulose, PEG-10 Olive Glycerides, Pullulan, Sodium Polyacrylate, Dimethicone, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Isohexadecane, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Triisostearin, Cyclopentasiloxane, Trideceth-6, Hydrolyzed Algin, Polysorbate 80, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Porphyridium Cruentum Extract, Glyceryl Behenate, Glyceryl Stearate Citrate, Sorbitan Oleate, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Ethylhexylglycerin, Polycaprolactone, Methylparaben, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Limonene, Benzyl Salicylate, Linalool.

Skład długi, ale sprawdźmy czy imponujący. Nie umiem zlokalizować, które z tych składników to Ultrafiller oraz FastLift Complex. Za to rzuciły mi się w oczy te wyróżnione na czerwono: pochodna ropy, PEGi, patraben. Ekstrakt ze słodkich migdałów jest na dziesiątym miejscu w składzie. A za nim jeszcze kilka ekstraktów i olejów: olej makadamia, olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z brązowych alg.

MIODOWA MASKA DO MASAŻU TWARZY z kwasem cytrynowym i Linoleique Exclusive - NA DZIEŃ i NA NOC

Maska ma postać gęstego, bezbarwnego żelu opalizującego na złoty kolor. Wygląda to bardzo ładnie. Zapach ma bardzo delikatny, mało wyczuwalny, ale przyjemny dla nosa. Aplikuje się ją na oczyszczoną i osuszoną skórę twarzy. Można tak pozostawić, ale producent zaleca, aby wykonać 3 minutowy masaż zgodnie z załączoną instrukcją. Dzięki masażowi składniki aktywne będą się lepiej wchłaniać. Następnie pozostawiamy maskę na 5-10 minut i spłukujemy wodą. 


Przy pierwszym użyciu tej maski trochę się przestraszyłam, ponieważ jest bardzo gęsta - taka jakby oleista. Martwiłam się, jak ona zmyje się z twarzy. Jednak nie ma z tym najmniejszego problemu. Przy kontakcie z wodą zaczyna emulgować i zmywa się błyskawicznie. Pozostawia skórę nawilżoną, jednak dla mnie nie jest to wystarczające i nie obejdzie się bez kremu.

Składniki aktywne w niej zawarte to:

EKSTRAKT Z MIODU - działa łagodząco i zmiękczająco na skórę,

KWAS CYTRYNOWY - wykazuje działanie antyoksydacyjne i rozświetlające, zapobiegając starzeniu się skóry,

KOMPLEKS LINOLEIQUE EXCLUSIVE - głęboko odżywia i regeneruje zwiotczałą skórę, dzięki czemu ma nabierać sprężystości i zdrowego kolorytu.


SKŁAD INCI: Glycine Soya (Soybean) Oil, Glycerin, Isopropyl Myristate, Polyglyceryl-10 Myristate, Aqua (Water), Parfum (Fragrance), Synthetic Fluorphlogopite, PEG-8, Mel (Honey Extract), Citric Acid, Tocopherol, Ascrobyl Palmitate, Tin Oxide, Ascrobic Acid, Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, CI 77891 (Titanium Dioxide)

Od razu rzuca się w oczy to, że skład jest krótki, a do tego jego początek zapowiada się dobrze. Jednak na szóstym miejscu znajdują się substancje zapachowe (Parfum). Składniki aktywne, wymienione przez producenta jako te, których mają być wysokie stężenia, znajdują się po nich. Oznaczać to może dwie rzeczy. Albo kosmetyk zawiera bardzo dużo sztucznych zapachów. Albo zapachu jest niewiele, a co za tym idzie również i składników aktywnych. Potem mamy syntetyczną mikę (ciekawe dlaczego nie naturalną?) oraz PEG-8. Nazwa tej maski wskazuje, że ma być ona miodowa, a miód w składzie znajduje się dopiero na 9 miejscu. Jest tutaj też witamina C w trzech postaciach: Citric Acid, Ascorbyl Patmitate oraz Ascorbic Acid.


Jak widzicie nie jest źle jak na kosmetyki drogeryjne. Jednak spodziewałam się po nich czegoś więcej.
Mieliście kosmetyki z linii Lab Therapy marki Lirene?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

3 lutego 2019

BIELENDA TOTAL LOOK MAKE-UP NUDE MIST - utrwalacz makijażu

Obecnie nie wyobrażam sobie makijażu bez zastosowania mgiełki utrwalającej. Te, które używałam świetnie się u mnie sprawdzały. Bardzo lubiłam INGLOT Make-up Fixer oraz GOLDEN ROSE Make-up Fixing Spray. Nie tylko utrwalały makijaż, ale również niwelowały efekt pudrowości z twarzy. Jednak lubię też testować inne tego typu produkty. Do tej pory wydawało mi się, że każdy utrwalacz makijażu powinien zadziałać, więc mogę je dowolnie zmieniać. Aż do teraz - trafiłam na pierwszy, z którego działania nie jestem zadowolona. Jak się zapewne już domyślacie jest to Bielenda Total Look Make-up Nude Mist


Lubie kosmetyki z Bielendy - nie raz kupowałam ich kremy, maseczki czy serum. Dlatego, gdy zobaczyłam, że mają w ofercie również mgiełkę utrwalającą makijaż, to postanowiłam wypróbować ten produkt. Już od początku jej używania stwierdziłam, że coś z jej działaniem jest nie tak. Stosowałam ją z różnymi podkładami oraz pudrami, ale rezultaty wciąż były średnie. Niestety nie niweluje efektu pudrowości z twarzy. A ja lubię, gdy makijaż jest ładnie scalony. Występują również problemy z dozownikiem tej mgiełki - rozpyla ją plamami, a nie równomiernie. Trochę drażniący jest jej dość mocny zapach. Słabo też utrwala makijaż. Zauważyłam to na przykładzie podkładu Estee Lauder Double Wear. Bardzo go lubię i do tej pory przy stosowaniu go z innymi mgiełkami utrwalającymi uzyskiwałam fajny efekt. Z utrwalaczem Bielendy ten podkład ściera się szybciej z twarzy.


Po rozpyleniu na twarz mgiełka wysycha bardzo szybko - co jest na plus. Jest też bardzo wydajna. Opakowanie pojemności 75 ml przy codziennym używaniu przez dwa miesiące zostało zużyte tylko w 1/3. Niestety dopiero po zakupie sprawdziłam jej skład. Nie jestem z niego zbyt zadowolona, ponieważ występuje w nim alkohol na drugim miejscu.


SKŁAD INCI: Aqua, Alcohol Denat., PVP, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Friut Extract, Betaine, Sodium Polystyrene Sulfonate, Propylene Glycol, Rosa Damascena Flower Water, Citric Acid, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Polysorbate 20, Deceth-7, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PPG-26-Buteth-26, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool.

 Mieliście ten utrwalacz makijażu z Bielendy? 
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

29 stycznia 2019

GLAM-SHOP.PL - pigmenty prasowane TURBO GLOW

Ja wiem, że jest o nich teraz bardzo głośno.
Ja wiem, że zapewne wiele opinii już o nich znacie.
Ale co ja na to poradzę, że je uwielbiam i czuję potrzebę się tym z Wami podzielić.


Od zawsze miałam słabość do błyskotek. Nie tylko jako ozdoby na ubraniach, ale też w makijażu. Bardzo lubię aplikować na powiekę sypkie pigmenty czy rozświetlacz, na przykład Mery Lou Manizer. Bardzo polubiłam też cienie foliowe z Makeup Revolution (zwłaszcza ten w odcieniu Rose Gold). Jednak nowe pigmenty z Glam-shopu biją je wszystkie na głowę.  

TURBO GLOW to nowa seria prasowanych pigmentów, które mają charakteryzować się silną pigmentacją oraz kremową konsystencją. Unikatowy skład ma powodować mocne odbicie światła oraz dużą widoczność drobinek mieniących się  w wielu kolorach.


Na początek kupiłam cztery kolory: Top Nude, Złotówka, Steryd oraz Globalny Glam. Chciałam się przekonać co to za produkty i jak się sprawdzą. Wybrałam takie w miarę neutralne odcienie. Kupiłam je w trakcie grudniowych promocji po 20 zł za sztukę. Standardowo taki pigment kosztuje 25 zł. Wtedy do wyboru było 13 odcieni. Ale na Instagramie Glam-shopu widziałam zapowiedzi, że dojdzie sporo nowych kolorów.


Pigmenty te posiadają bardzo ciekawą konsystencję. Taką bardzo plastyczną i kremową. Niektóre z nich lekko kruszą się w wyprasce (u mnie dzieje się tak w przypadku Globalnego Glamu). Świetnie się z nimi pracuje. Można aplikować je same na powiekę lub na wcześniej nałożone cienie. Dają wtedy delikatny efekt. Ja lubię je też w wersji mocniejszej - aplikuję je wtedy na Glitter Primer z NYX.


TOP NUDE - w wyprasce wygląda na lekko różowo-łososiowy. Po aplikacji na powiece opalizuje między różem, złotem i beżem. Świetny kolor do nałożenia na całą powiekę. Nawet na co dzień.


ZŁOTÓWKA - jak sama nazwa wskazuje jest to złoty kolor. Drobinki opalizują między delikatnym złotem, a takim głębokim, starym złotem.


STERYD - opalizuje między brązem, czerwienią i fioletem. Wszystko zależy od tego jak światło na niego pada.


GLOBALNY GLAM - róż opalizujący z brzoskwinią i winem. Spośród tych kolorów ten zebrał najwięcej pochwał, gdy miałam go na powiekach. 


Chciałabym jeszcze dokupić pigmenty o nazwie Błyskotka, Wino musujące oraz Vegas Bis. Jednak jak teraz w ofercie będzie sporo nowych odcieni, to pewnie na kilka z nich też się skuszę.

Mieliście te prasowane pigmenty?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

17 stycznia 2019

LIRENE - Migdałowy kremowy żel myjący z D-panthenolem

W jesiennej paczce z nowościami marki Lirene dostałam między innymi: Migdałowy kremowy żel do mycia twarzy. Jeśli chodzi o tego typu produkty, to dla mnie najważniejsze jest, aby oczyszczały skórę, a przy tym jej nie podrażniały. Używam go już dwa miesiące, a dziś chciałabym podzielić się z Wami opinią na jego temat.


Produkt ten ma lekką i przyjemną konsystencję. Jednak nie jest typowo kremowa. Raczej plasuje się ona pomiędzy dość gęstym żelem, a formułą kremową. Taka konsystencja zapewne ma wpływ na to, że produkt ten bardzo słabo się pieni. W trakcie mycia zachowuje się podobnie jak emulsja. Mi to nie przeszkadza - ja nie lubię jak produkty myjące do twarzy zbyt bardzo się pienią. Dodatkowo ma zapach bardzo delikatny i niedrażniący nos.

Rzadko w recenzjach skupiam się na szacie graficznej, ponieważ każdy widzi na zdjęciach jak dany produkt wygląda. Jednak w przypadku tego żelu chciałabym wspomnieć, że bardzo mi się podoba ta tubka. Taka prosta, ale zarazem przyjemna dla oka różowa kolorystyka. Dodatkowo żel też jest taki delikatnie różowy. Opakowanie pojemności 150 ml, kosztuje ok. 16 zł.


Jeśli chodzi o jego działanie, to jestem z niego zadowolona. Ze względu na zmiany, które wprowadziłam w pielęgnacji skóry, stosuje go tylko wieczorem. Rano wystarczające jest dla mnie przemycie skóry wodą. Jednak, gdy wracam do domu i wykonuję demakijaż, to chcę mieć pewność, że skóra jest dobrze oczyszczona, dlatego sięgam po żel. Dodatkowo chciałabym wspomnieć, że nie używam tego produktu do mycia oczu. Od tego mam płyn micelarny. Żelem oczyszczam tylko twarz.

A teraz wracając do jego działania, to oczyszcza nie powodując przy tym uczucia "ściągnięcia skóry". Mam cerę mieszaną - czyli na policzkach bardziej się przesusza. Po stosowaniu tego żelu skóra jest odświeżona i nie czuję żadnego dyskomfortu. Dobrze sobie radzi z usuwaniem makijażu, nawet tego trwałego jak np. zmycie podkładu Estee Lauder Double Wear. Jest wydajny - wystarczy użyć niewielką jego ilość.


SKŁAD INCI: Aqua (Water), Cocamidopropyl Betaine, Betaine, Glycerin, 1,2-Hexanediol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Panthenol, Triethanolamine, Sodium Cocoyl Glutamate, Parfum (Fragrance), Hydroxyacetophenone, Laureth-2,peg/ppg-120/10 Trimethylolpropane Trioleate, Glycol Distearate, Buteth-3, Coco-Glucoside, Disodium EDTA, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Sodium Benzotriazolyl Butylphenol Sulfonate, Glyceryl Oleate, Glyceryl Stearate, Tributyl Citrate, Citric Acid, Benzoic Acid, CI 16035 (FD&C Red No 40), CI 17200 (D&C Red No. 33).

Mieliście ten Migdałowy krem żel myjący marki Lirene?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

5 stycznia 2019

TOP 3 - ulubione maski / odżywki do włosów


Witam Was serdecznie w nowym roku! Dziś wspomnieć o moich ulubionych maskach i odżywkach do włosów. Nie uważam się za włosomaniaczke, ale bardzo lubię śledzić blogi o tej tematyce. Kiedyś wiele eksperymentowałam z różnymi maskami, wcierkami i metodami pielęgnacji włosów. Jednak nie do końca byłam zadowolona z efektów. Obecnie stawiam na minimalizm. Dobra maska i odżywka to u mnie podstawa. Wypróbowałam ich wiele, jednak te trzy, które pojawią się w dzisiejszym poście zrobiły na mnie najlepsze wrażenie.

ISANA PROFESSIONAL - Efektiv-Kur, Oil Care (Maska do włosów ekstremalnie zmęczonych i suchych)


To była pierwsza maska dzięki której moje włosy odżyły. Od dawna farbuję włosy, suszę je suszarką, dlatego staram się zapewnić im odpowiednią regenerację. Moje włosy potrafią być przesuszone i puszące się. Zastosowanie tej maski znacznie pomogło mi w ich ujarzmieniu. Zaczęłam ją kupować jak jeszcze była w starej wersji, czyli w tubce. Byłam zdumiona jak maska za ok. 5 zł jest w stanie pozytywnie wpłynąć na stan moich włosów. Trochę się przestraszyłam, gdy zmieniono jej opakowanie i nieco skład. Takie eksperymenty najczęściej prowadzą do tego, że świetny produkt potrafi zostać zepsuty. W tym przypadku to się nie stało. Na szczęście maska w tej nowej odsłonie nadal dobrze się u mnie sprawdza. Sprawia, że włosy o wiele lepiej się rozczesują, a po wysuszeniu są lejące i mięciutkie.


ANWEN - Maska do włosów średnioporowatych winogrona i keratyna


Bloga Anwen czytałam prawie od samego początku jego powstania. Wniósł on bardzo wiele pozytywnych zmian w moim podejściu do pielęgnacji włosów. Zaciekawiło mnie dostosowanie pielęgnacji do porowatości włosów. Z przeprowadzonych przeze mnie obserwacji wynika, że moje włosy są średnio porowate w kierunku do nisko porowatych, dlatego skusiłam się właśnie na tą maskę. To był kolejny strzał w dziesiątkę. Maska ta świetnie dociąża włosy, jednocześnie ich nie przeciążając. A także wygładza, sprawia, że mają więcej blasku i ładnie się układają. Stosuję ją  raz na tydzień, a nawet i rzadziej. Nawet użyta co dwa tygodnie świetnie się sprawdza. Nie stosuje ją częściej, ponieważ można nią przeproteinować włosy. 


KALLOS GOGO - Odżywka regenerująca do suchych, łamiących się i uszkodzonych włosów


Tego Kallosa kupiłam zupełnie przez przypadek. Robiłam większe zakupy w sklepie internetowym i brakowało mi parę złotych do darmowej przesyłki. Zaczęłam więc przeglądać co taniego mogę dorzucić. Nie chciałam żadnych gumek do włosów, ani próbek. Za to ta odżywka była produktem pełnowymiarowym, a do tego w fajnej cenie (5,59 zł). Dorzuciłam ją więc do koszyka, nie oczekując po niej żadnych spektakularnych efektów. Opisywane powyżej maski były gęste i treściwe, a ta odżywka jest bardzo lekka. Dlatego pomyślałam, że czasem może się przydać do zaaplikowania na parę minut na włosy. Jednak efekty jakie dała już od pierwszego użycia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Moje włosy ją bardzo polubiły. Są po jej użyciu takie gładkie i sypkie. Nie puszą się, ani nie strączkują.


Dobry szampon i ulubiona maska lub odżywka to dla moich włosów najlepsza pielęgnacja.  
A Wy mieliście któryś z tych produktów?
 Jakie są Wasze ulubione maski i odżywki do włosów?
Czytaj dalej »