18 listopada 2017

GOLDEN ROSE - przegląd produktów do brwi: kredka, żel, liner, wosk i cienie


Jeśli  miałabym wskazać elementy w makijażu, które są dla mnie podstawowe (takie, że jeśli robię makijaż na szybko, to bez których go sobie nie wyobrażam), byłaby to aplikacja podkładu, pomalowanie ust i brwi. To mi wystarczy - mogę już wychodzić z domu. Chciałabym się skupić dziś na brwiach - a konkretnie na kosmetykach, które do ich malowania mam. Tak się złożyło, że firmą, której kosmetyków używałam najwięcej jest Golden Rose, które w swoim asortymencie ma sporo produktów przeznaczonych do brwi.


LONGSTAY PRECISE BROWLINER - Długotrwała konturówka do brwi
Pojemność: 0,09 g
Cena: 19,90 zł


Moja przygoda z produktami do brwi marki Golden Rose rozpoczęła się od kredki do brwi. Kupiłam ją z polecenia innych blogerek no i spodobał mi się efekt jaki daje na brwiach. Zresztą trafiła ona do postu z moimi ulubieńcami z sierpnia. W sumie to zużyłam już dwie takie kredki, a teraz jestem w trakcie używania trzeciej.


Kredka jest znacznie wygodniejsza w użyciu niż np. pomada. Nie potrzeba już dodatkowych pędzli - jest ona cieniutka i ma swój grzebyczek. Udało mi się też dopasować odpowiedni kolor - mam ją w odcieniu 101. Do tego wszystkiego jest łatwo dostępna i tania.


LONSTAY BROW STYLING GEL - Długotrwały żel do stylizacji brwi
Pojemność: 3,5 ml
Cena: 19,90 zł


Zainteresowałam się nim, ponieważ kilka znanych jutuberek, które mają kanały makijażowe, polecało ten żel. Mam z Golden Rose kredkę, którą lubię używać, więc pomyślałam, że przyda się też żel, aby ładnie przyczesać włoski. Kupiłam już wiele produktów z polecenia, dlatego też skusiłam się na ten żel. Jednak już od pierwszego użycia nie byłam zadowolona z efektów jakie daje na brwiach. Na początku myślałam, że może nie umiem go używać tak jak należy. Ale później trafiłam na masę podobnych opinii jak ta moja na jego temat. 


Jest on trwały - brwi nim utrwalone trzymają się na swoim miejscu jak należy. Jednak jego kolor jest dla mnie zdecydowanie za ciemny. Po zastygnięciu robi się czarny i odróżnia się o włosków przez co staje się za bardzo widoczny. Dodatkowo szczoteczka nabiera zbyt dużo produktu na raz - co jeszcze pogarsza sytuacje. Sprawdzi się u osób, które mają bardzo ciemne brwi. Bo wiele osób chwali go sobie za jego długotrwały efekt. Ja jednak nie lubię po niego sięgać Wolałabym aby był bezbarwny i miał nieco mniejszą szczoteczkę.


LONGSTAY LIQUID BROWLINER - Długotrwały płynny liner do brwi
Pojemność: 2,8 g
Cena: 16,90 zł


Produkt z zamysłu jest świetny. Tylko szkoda, że w praktyce nie sprawdza się on najlepiej. Podoba mi się jego aplikator. Liner jest płynny i malujemy nim brwi za pomocą cienkiego i ostro zakończonego aplikatora z gąbki. Dzięki temu powinniśmy ładnie wyrysować brwi, a także móc dorysować pojedyncze brakujące włoski. Szkoda, że to nie działa. 


Po pierwsze dlatego, że na aplikator nabiera się stanowczo za dużo produktu. Aby móc go używać musiałam wycierać ten nadmiar w chusteczkę, to jest dużym marnotrawstwem. Po drugie dostępny jest tylko w 4 kolorach. Niestety nie znalazłam wśród nich żadnego odpowiedniego dla mnie. Ja mam odcień 02, który jest dla mnie za ciemny i zbyt ciepły. Jest on tak mocno napigmentowany, że ciężko jest nim uzyskać naturalny efekt. Lubię mieć podkreślone brwi, ale uzyskany delikatny efekt, nie mocno wyrysowane tak jak na wielu instagramowych zdjęciach. Podobnie jak w przypadku poprzedniego produktu ten też znalazł wiele osób zachwyconych jego działaniem. Ja jednak do nich się nie zaliczam.


EYEBROW STYLING KIT - Zestaw do stylizacji brwi
Pojemność: wosk - 1,7 g; puder - 2 x 2,5 g
Cena: 27,90 zł


Zestaw ten kupiłam z ciekawości, bo już dawno nie sięgałam po produkty do stylizacji brwi w takiej formie. Od razu Wam powiem, że nie zawiodłam się na tym zestawie. Jest on fajnie przemyślany i skomponowany. Przede wszystkim znajduje się w małym i poręcznym opakowaniu. W razie potrzeby zamieszczone jest w nim też lusterko. Zestaw dostępny jest w trzech wariantach. Niby wydaje się, że to będzie za mało, jednak w każdym w środku mamy cienie do brwi w dwóch odcieniach.


Ja kupiłam zestaw numer 02 ASH i okazał się świetnie trafiony. Dodatkowo mamy tutaj jeszcze i wosk do brwi. Ma on lekko brązowy kolor. Aplikuję go za pomocą dołączonej do zestawu malutkiej szczoteczki. Drugiej jej strony - czyli skośnie ściętego pędzelka - nie używam, ponieważ jest on fatalnie wykonany. Jest za gruby i ma nierówno rozłożone włoski. Pudry aplikuję moimi skośnie ściętymi pędzlami. Tylko ta spiralna szczoteczka z tego zestawu jest przydatna.


Wosk można używać na dwa sposoby. Pierwszy, czyli na brwi pomalowane już cieniami. Ja rzadko to robię, ponieważ bardziej podoba mi się, gdy używam je odwrotnie. Ten drugi sposób polega właśnie na tym że aplikuje się najpierw ten wosk, a potem dopiero na niego cienie. Wosk już lekko barwi brwi, a cieniami domalowuję tylko brakujące miejsca. Lepiej się też trzymają takiej skóry pokrytej woskiem.


Zapomniałabym jeszcze wspomnieć, że w tym zestawie znajduje się również pęsetka. Nie jest ona jakiejś powalającej jakości, ale czasem się przydaje zwłaszcza, gdy spakuje się ten zestaw do podróżnej kosmetyczki.



Mieliście kosmetyki do malowania brwi z Golden Rose?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

11 listopada 2017

BASILUR - zielona herbata w wersji CHARMING


Dziś mam coś dla miłośników zielonej herbaty. Ja taką piję, dlatego lubię eksperymentować i szukać jej nowych smaków. Tak się złożyło, że na spotkaniu blogerek (tym, które odbyło się we wrześniu w Rzeszowie) marka BASILUR przekazała każdej uczestniczce herbatę do wypróbowania. Mi trafiła się wersja CHARMING - zielona herbata cejlońska, wysokogórska, liściasta z dodatkiem wiórków kokosowych oraz nutą róży, bławatka i granatu. Brzmi interesująco, nieprawdaż?


Zacznę od tego, że znajduje się ona w metalowej puszce w kształcie bukietu. Jest to fajne rozwiązanie, ponieważ po wypiciu herbaty opakowanie to możemy przeznaczyć na trzymanie w nim czegoś innego. Ale jednocześnie jest to fajny pomysł na prezent dla kogoś, kto lubi pić zieloną herbatę. Zwłaszcza, że w środku oprócz opakowania z herbatą znajduje się jeszcze dodatkowe z torebkami do jej zaparzania. Opakowanie mieści 100g herbaty. Cena takiego zestawu (opakowanie, herbata, torebki do zaparzania) wynosi 47,95 zł.


Herbata ma kilka wymienionych aromatów, które się w niej znajdują m.in. nuty bławatka i granatu. Jednak wiodącym i najmocniej wyczuwalnym jest różany. Dzięki temu bardzo pięknie pachnie. Zapach róż unosi się po całej kuchni w momencie jej zaparzania. Miłośnikom takich aromatów powinna się ta herbata bardzo spodobać. A jeśli chodzi o dołączone do niej wiórki kokosowe, to są one tu bardziej do dekoracji, bo nie wyczuwam ich.


Sposób parzenia:
Łyżeczkę herbaty zalać gorącą wodą o temperaturze pomiędzy 70 st. C a 80 st. C. Czas parzenia powinien wynosić od 3 do 5 minut. Liście zielonej herbaty można parzyć dwu- lub trzykrotnie. Pierwsze parzenie powinno trwać ok. 3 min, a każde następne wydłużamy o 1 min.


Na stronie http://sklepzherbatami.pl/ dostępne są jeszcze 4 wersje tych herbat:
- CRIMSON - czarna herbata cejlońska, liściasta z dodatkiem kwiatów pomarańczy, płatków bławatka i amarantusa oraz nutą truskawek i róży;
- ROMANCE - czarna herbata cejlońska, liściasta z dodatkiem kwiatów pomarańczy, róży, płatków amarantusa oraz nutą róży i bergamotki;
- SERENE - zielona herbata cejlońska, wysokogórska, liściasta z dodatkiem jabłka, pąków jaśminu, oraz nutą płatków róży, bławatka i jabłka;
- PEONIES - czarna herbata cejlońska z dodatkiem owoców mango, papai, płatków róży i kwiatów nagietka oraz nutą pomarańczy, truskawki, brzoskwini i ananasa.

Lubicie zieloną herbatę?
Czytaj dalej »

4 listopada 2017

NEO NAIL - kolekcja STAR GLOW - lakier hybrydowy ECLIPSE


Po dwóch tygodniach na paznokciach z lakierem Falling Star nadszedł czas na zmianę koloru. Paznokcie ostatnio mi tak szybko rosną, że odrost miałam już na tyle duży, więc trzeba było coś z tym zrobić. Dodatkowo już nie mogłam się doczekać aż użyję ten drugi nowy lakier, czyli ECLIPSE.


Tym razem też pomalowałam go na czarnym lakierze bazowym, aby jak najlepiej wydobyć efekt jaki daje. W bezbarwnej bazie mamy tu zatopioną kombinację pomarańczowych i złotych drobinek z malutką domieszką fioletu. Uzyskane efekty bardzo mi się podobają. Zresztą sami zobaczcie.


Dodatkowo lakier ten spodobał się mojej mamie, która też chciała mieć pomalowane nim paznokcie. Jednak w delikatniejszej wersji, czyli Eclipse na beżowym lakierze - Neo Nail Natural Beauty. Uzyskany efekt jest bardzo delikatny. Drobinki nie są tak bardzo widoczne. Stanowią tylko taki mały akcent.


Jak podoba Wam się taki efekt?
Czytaj dalej »

30 października 2017

3 x TAK oraz 1 x MEH, czyli kosmetyczne podsumowanie października 2017 r.

Odkąd zaczęłam używać tusz wodoodporny, to cały czas szukałam jakiegoś fajnego dwufazowego płynu do demakijażu. Niestety płyn micelarny, który używam nie radzi sobie ze zmywaniem tego typu kosmetyków. Próbowałam różne płyny dwufazowe, jednak przeważnie denerwowało mnie w nich to, że zostawiały bardzo tłustą i nieprzyjemną warstwę na skórze. 


W październiku wszystkie kosmetyki do demakijażu mi się pokończyły i trzeba było kupić nowe. Nie wiedziałam jakie wybrać. Tak się złożyło, że miałam mało czasu na zastanowienie. Weszłam na szybko do Rossmanna i chwyciłam pierwszy, który rzucił mi się w oczy. Zaczęłam go używać i okazało się, że jest świetny. Mowa tu o DWUFAZOWYM PŁYNIE DO DEMAKIJAŻU OCZU marki NIVEA. Wiele razy na blogach czytałam pozytywne opinie o nim i chyba jakoś tak utkwił mi w podświadomości, że to właśnie po niego sięgnęłam. 


Lubię go za to, że jest delikatny, ale za razem bardzo skuteczny. Wystarczy chwilkę przytrzymać nasączony nim wacik na powiece i wodoodporny makijaż się rozpuszcza. Nie piecze, ani nie szczypie, nawet jak się trochę go dostanie do oka. Pozostawia po sobie tłustą warstwę, ale jest ona bardzo delikatna i mi nie przeszkadza. 


Płyn znajduje się w dość małej buteleczce, bo ma 125 ml pojemności. Jednak jest wydajny. Jak na cały miesiąc regularnego stosowania, to zużyłam go niewiele. Dodatkowo można go często kupić na promocji.


Chciałabym też wspomnieć o dwóch fajnych kosmetykach, które udało mi się kupić w TkMaxx. Jak tylko mam okazję tam być, to zaglądam na dział z kosmetykami. Nie zawsze mają coś fajnego. Dodatkowo jak już byłby jakiś ciekawy kosmetyk, to przeważnie jest on otwarty i poniszczony. Dlatego bardzo rzadko udaje mi się coś fajnego tam kupić. Ale we wrześniu trafiłam na dwie świetne perełki, które były zafoliowane i na szczęście nikt przy nich nie majstrował.


Pierwszy to produkt z Nowej Zelandii - MASECZKI W PŁACIE TIAKI. Zaciekawiła mnie ta marka, a dodatkowo spodobał mi się ich skład. Zresztą sami zobaczcie:
Aqua, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Polysorbate 20, Leptospermum Scoparium Mel (Active Manuka Honey), Cassia Angustifolia Seed Polysacharide (Natural Althernative to Hylaurinic Acid), Organic Rosa Canina (Rose Hip) Oil, Hydrolyzed (Marine) Collagen, Sclerocarya bierra (Marulla) Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel oil, Carbomer, Xanthan Gum, Prunus Amygdalus Dulcis (Almond) Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Allantoin, Triethanolamine, Benzyl Alcohol & Salicylic Acid & Glycerin & Sorbic Acid, Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA.


Opakowanie zawiera 5 masek. Stosujemy je standardowo jak inne tego typu - aplikujemy na 10 minut na oczyszczoną skórę twarzy. Stosowałam je głównie po kwasach (bo jesienią znów wróciłam do zabiegów z kwasem migdałowym). Gdy skóra jest oczyszczona z obumarłego naskórka, to fajnie wchłania substancje odżywcze z maski. A dodatkowo uspokaja to i koi skórę. W TkMaxxie mieli tylko jedno opakowanie tych masek. Potem więcej ich już nie widziałam, ale może jeszcze uda mi się na nie trafić.

Drugi produkt to serum do twarzy marki SENSATIA BOTANICALS. Przeznaczone jest dla skóry mieszanej i tłustej. Zawiera olej z drzewa herbacianego w połączeniu z kilkoma innymi składnikami, które razem tworzą fajną mieszankę. Aplikuje się go ok. 3-6 kropli na całą twarz. Stosuje się je już na oczyszczoną skórę. Ja robię to tak, że przeważnie jak wracam do domu, to od razu zmywam makijaż. Po demakijażu aplikuję właśnie to serum. Jest ono dość tłuste i potrzebuje trochę czasu, aby się wchłonąć. Stosowałam je codziennie przez dwa miesiące i zauważyłam fajne efekty jego działania. Przede wszystkim pomaga w pielęgnacji skóry problematycznej: szarej, niedokrwionej, wrażliwej, trądzikowej, skłonnej do zaskórników.


Skład: Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil /olejek z drzewa herbacianego/, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil /olej z kiełków pszenicy/, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil /olejek ze skórki cytryny/, Tocopherol /witamina E/, Mentha Arvensis (Peppermint) Leaf Oil /olejek z liści mięty polnej/, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Extract /ekstrakt z liści rozmarynu/.


W tym miesiącu nie natrafiłam na żaden bubel, jednak miałam do czynienia z kosmetykiem, który nie do końca spełnił swoje zadanie. Mowa o ANTYPERSPIRANCIE INVISIBLE FOR BLACK AND WHITE marki NIVEA. Kupiłam go, bo dezodorant mi się skończył. Wybrałam właśnie ten, bo przy okazji wzięłam udział w konkursie, który organizowała ta marka. 


Ogólnie antyperspirant ten spełnia swoje zadanie i chroni przed potem. Nie zostawia też żółtych śladów na białych ubraniach - co zasługuje na duży plus. Jednak mam z nim problem w przypadku czarnych i ciemnych ubrań. Zostawia na nich białe ślady. Dlatego raczej następnego już nie kupię, tylko powrócę do naturalnych dezodorantów. 

Mieliście któryś z tych kosmetyków?
Jacy są Wasi ulubieńcy kosmetyczni w tym miesiącu?
Czytaj dalej »

24 października 2017

Domowe SPA: maseczki do twarzy LIRENE

Bardzo lubię spa w domowym zaciszu. Zwłaszcza w długie, jesienne wieczory. W tym roku ten czas umilają mi maseczki Lirene. Otrzymałam sporo nowości do przetestowania i od razu chętnie się za to zabrałam :)) Maseczki te są bardzo różnorodne - są tu zabiegi dwu etapowe, maseczki kremowe, peel-off - na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.


Na początek maseczki 2-etapowe. Składają się one z dwóch saszetek, w których znajdują się poszczególne etapy zabiegu. Do wyboru mamy dwa rodzaje, a ich cena to 4,99 zł za sztukę.


MIGDAŁOWY ZABIEG UJĘDRNIAJĄCY z elastyną morską
I ETAP: Peeling micro-złuszczający z kwasem migdałowym, którym delikatnie masujemy skórę przez ok. 5 minut
II ETAP: Maska ujędrniająca z olejkiem migdałowymi witaminą E, którą pozostawiamy do wchłonięcia.

HIALURONOWY ZABIEG WYPEŁNIAJĄCO-LIFTINGUJĄCY 
I ETAP: Hialuronowe serum z zielonymi algami
II ETAP: Lipidowa maska napinająca - obie te części po aplikacji na skórę, pozostawiamy do wchłonięcia.

*****************


A teraz maseczka, która składa się z dwóch saszetek, ponieważ przeznaczona jest na dwie aplikacje. Mi wystarczyła na cztery, bo jest jej na tyle dużo, że podzieliłam sobie te saszetki jeszcze na pół. Jest to MINERALNY ZABIEG OCZYSZCZAJĄCY Z ZIELONĄ GLINKĄ. Ma za zadanie dobrze oczyszczać, a także przywracać świeży i promienny wygląd skórze. Zawiera guaranę, glinkę kaolinową oraz drobinki peelingujące w postaci łupinek z ziarenek kakao. Maseczkę aplikujemy na skórę, chwilę delikatnie masujemy, pozostawiamy na 10 minut, po czym zmywamy dokładnie ciepłą wodą. Maseczka ma pojemność 2 x 6 ml, kosztuje 4,99 zł.

*****************

Wśród tych nowości znajdują się również dwa peelingi. Jeden to PEELING ENZYMATYCZNY. Trzymamy go na skórze przez 5-8 minut, a następnie zmywamy ciepłą wodą. Bardzo lubię stosować tego typu peelingi, więc byłam go bardzo ciekawa - dlatego była to jedna z pierwszych saszetek, które wypróbowałam. Świetnie sprawdza się do oczyszczania skóry delikatnej i naczynkowej, ponieważ nie wymaga tarcia. Zawarte w nim kwasy owocowe i papaina rozpuszczają obumarły naskórek, nie powodując uczucia suchości czy pieczenia. Stosuje się go nie częściej niż 2 razy w tygodniu. Taka saszetka ma pojemność 8 ml, kosztuje 2,99 zł.


W drugiej saszetce znajduje się MICROPEELING WYGŁADZAJĄCY z lotosem, bambusem, lilią wodną, wyciągiem z cytryny. Posiada on delikatne drobinki peelingujące, które mają za zadanie usuwać martwy naskórek oraz oczyszczać. Używamy go delikatnie masując skórę przez ok. 2-3 minuty, a następnie zmywamy ciepłą wodą. Ma on pojemność 8 ml, kosztuje 2,99 zł. Taka saszetka wystarcza więcej niż na jedno użycie.

*****************


Po wykonanym peelingu dobrze jest użyć jedną z maseczek. Na przykład taką, którą aplikujemy na skórę i pozostawiamy do wchłonięcia. Ewentualnie można trochę jej nadmiaru usunąć po ok. 10 minutach trzymania na skórze. W nowościach Lirene do wyboru są trzy takie:
- ROZŚWIETLAJĄCA MASKA NAPINAJĄCA z białą perłą, kompleksem z kwasem rozmarynowym,
- BOGATA MASKA UJĘDRNIAJĄCA ZE ZŁOTĄ ALGĄ zawiera olejki, witaminę E,
- WITAMONOWA MASKA ULTRA NAWILŻAJĄCA  z wiśnią z Barbados, witaminą C.
Maseczki te są wygodne w aplikacji - po prostu otwieramy saszetkę i aplikujemy jej zawartość na skórę. Ich pojemność to 8 ml, koszt 2,99 zł za sztukę.

*****************

Na koniec zostawiłam najciekawsze maseczki. Są one w formie proszku. Używa się je w ten sposób, że przesypujemy proszek do miseczki. Następnie przecinamy saszetkę wzdłuż oznaczonej na jej tyle linii i napełniamy pustą saszetkę letnią wodą - stanowi to ok. 30 ml. Dzięki temu nie potrzebujemy już dodatkowej miarki. Wystarczy tylko dolać wodę do proszku i mieszać, aż do uzyskania gładkiej masy bez grudek.


Są to maski typu peel-off, które mają to do siebie, że zaczynają szybko zastygać. Dlatego należy je aplikować na skórę od razu po przygotowaniu, pamiętając o tym, aby omijać okolice oczu. Po ok. 10-15 minutach ściągamy zastygniętą maskę delikatnym ruchem od szyi w górę. W zamyśle producenta powinno to nastąpić w jednym kawałku. Mi się tak nie udało ich ściągnąć, tylko w częściach. Ewentualne pozostałości maski zmywamy letnią wodą. Maski te mają pojemność 10 g, kosztują 11,99 zł za sztukę, dostępne są w 5-ciu rodzajach:
- REWITALIZUJĄCA MASKA Z WITAMINĄ C,
- ALGOWA MASKA GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCA,
- NAPINAJĄCA MASKA Z 24K ZŁOTEM I PERŁĄ,
- REGENERUJĄCA MASKA Z OLEJKIEM ROZMARYNOWYM,
- GLINKOWA MASKA GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCA.

Dajcie znać w jakiej formie maski najbardziej lubicie? 
Mieliście może którąś z tych maseczek?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

19 października 2017

NEO NAIL - kolekcja STAR GLOW - lakier hybrydowy Falling Star


Mój mąż się nieraz śmieje, że nie przejdę obojętnie wobec wszelkich błyskotek. Dlatego to nie jest dziwne, że bardzo zaciekawiły mnie lakiery hybrydowe z nowej kolekcji Neo Nail. Nosi ona nazwę STAR GLOW. Kolekcja składa się z ośmiu kolorów. Najchętniej kupiłabym połowę z nich. Jednak na początek skusiłam się na dwa: Falling Star oraz Eclipse.


Na razie użyłam jeden z nich - FALLING STAR. Jest to bezbarwny lakier, w którym zatopionych jest mnóstwo mieniących się na różne kolory drobinek. W przypadku Falling Star to miks fioletu i różu ze szmaragdowymi akcentami. Piękno tego koloru zostanie świetnie wyeksponowane na czarnym lakierze bazowym.


Podobne efekty można też uzyskać wcierając ozdobny pyłek. Jednak ja wolę lakier z zatopionymi w nim drobinkami. Jest to znacznie prostsza forma aplikacji. A dodatkowo bardziej trwała - pyłki potrafią zetrzeć się na końcach paznokci i potem nie wygląda to już ładnie. Lakiery z kolekcji Star Glow mają ma 6 ml pojemności i kosztują 34 zł za sztukę. Mi udało się kupić je troszkę taniej, bo na promocji w związku z wprowadzeniem ich na rynek.

Podoba Wam się taki efekt ?
Czytaj dalej »

15 października 2017

HEAN - przegląd kosmetyków: maskara, pomadka, szminka i lakiery do paznokci

Do tej pory miałam bardzo małą styczność z kosmetykami marki Hean. Dlatego cieszę się, że mogę kilka z nich przetestować. Pierwszy produkt, po który sięgnęłam to Maskara GIGANT SHOCK PROFESSIONAL XXL VOLUME. 


Należy do tych maskar, które już od pierwszego użycia są takie w sam raz - nie za gęste, nie za rzadkie. Dobrze się ją dzięki temu aplikuje. Jednak moje doświadczenia z tego typu tuszami były takie, że one szybko zaczynały zasychać. Ciekawe jak będzie w tym przypadku - na razie używam go około miesiąca.


Ma tradycyjną szczoteczkę - od czasu do czasu też po takie sięgam, chociaż częściej kupuję tusze z silikonowymi szczoteczkami. Ta jest wygodna w używaniu, nie za duża, ze zwężającym się końcem dobrym do podkreślania rzęs w kącikach.


Maskara ta ładnie pogrubia rzęsy. Ja aplikuję dwie jej warstwy. Jedna jest niewystarczająca, a dwie faktycznie pogrubiają, ale efekt jest nadal bardzo naturalny. Ma ładny, czarny kolor. Dobrze rozdziela i układa rzęsy. Jest trwała i nie osypuje się. A do tego wszystkiego jest tania. Kosztuje ok. 16 zł. Dodatkowo w 2014 r. zdobyła złoty medal jako wybór konsumentów w kategorii "Najlepszy produkt".


Bardzo zaciekawiła mnie też matowa pomadka  LUXURY MATTE LIQUID LIPSTICK NON TRANSFER. Zwłaszcza po tym, gdy poleciła ją Maxineczka w ulubieńcach. Miałam ją kupić, ale jakoś tak zapomniałam. Dlatego fajnie, że dostałam ją do testów. Najbardziej chciałabym jeden z tych trzech najjaśniejszych kolorów. Niestety trafił mi się numer 04 PURPLE LAND, czyli fiolet. Ładnie on wygląda w opakowaniu i wiem, że jest teraz bardzo modny. Jednak ja źle czuję się w takich kolorach i używałam tą pomadkę tylko kilka razy.


Jest bardzo komfortowa na ustach - nie zastyga na skorupkę, tylko jest nadal bardzo miękka, a zarazem bardzo trwała. Długo się utrzymuje, nawet jak coś w międzyczasie zjadłam. Dobrze się ją aplikuje - aplikatorem nawet da się obrysować kontur ust bez potrzeby używania konturówki. Pomadka też jest przystępna cenowo, ponieważ kosztuje ok. 17 zł. Czuję się zachęcona, aby kupić jeden z odcieni 01, 02 lub 03.


Mam tak jakoś dziwnie, że ciemnych kolorów na ustach nie lubię. Na co dzień sięgam po te bardzo neutralne. Jednak czasem lubię też i czerwień. Tak się złożyło, że taką dostałam od Hean - LUXURY CASHMERE LIPSTICK. Gdyby ktoś szukał pomadki w ładnym czerwonym kolorze, to 708 RUBY RED jest bardzo ładny. To nie jest taka klasyczna czerwień, tylko lekko wpadająca w bordo.


Jest to pomadka dająca satynowe wykończenie. Ma kremową formułę. Jest dobrze mapigmentowana - nadaje kolor już po pierwszym muśnięciu ust. Nie zastyga, ale nie jest też klejąca. Daje uczucie miękkości i nawilżenia, dzięki temu nie podkreśla suchych skórek, ani nie wydusza ust. Schodzi równomiernie, ale nie jest bardzo trwała. Wystarczy coś zjeść i już trzeba dokonać poprawek.


Na uwagę zasługuje też jej opakowanie. Prezentuje się bardzo elegancko. Ta czarna część jest taka jakby welurowa w dotyku. Dodatkowo znajduje się w niej magnes, który przyciąga nakrętkę. Dzięki temu pomadka łatwiej się zamyka i nie otwiera się sama przy byle dotknięciu.


A na koniec zestaw sześciu lakierów do paznokci I LOVE HEAN. Odkąd mam hybrydy, to dawno już nie używałam takich zwykłych lakierów. Tak się złożyło, że odrost zrobił mi się już na tyle duży, że trzeba zmienić hybrydy na nowe. Dlatego w międzyczasie pomyślałam, że zrobię sobie od nich krótką przerwę i sprawdzę jakie są te lakiery z Hean. 


Kolory mają bardzo ładne. Takie jakie lubię nosić na paznokciach. Dobrze się je aplikuje. Jednak wiadomo, że nie mają takiej trwałości jak hybrydy. Odzwyczaiłam się już od tego, że trzeba czekać aż lakier wyschnie. Dodatkowo choćbym nie wiem jak się starała, to zwykłe lakiery bardzo krótko trzymają się na moich paznokciach. Dlatego wracam znów do hybryd, bo mam fajne nowości do wypróbowania.


Mieliście któryś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »