23 czerwca 2017

ENERGETYZUJĄCE TRIO LIRENE C + Dpro Vitamin Energy: żel myjący, serum oraz krem do twarzy

W mojej codziennej pielęgnacji skóry twarzy nie zmieniają się kroki. Czyli ta rutyna pielęgnacyjna, którą po kolei wykonuję rano i wieczorem. Zmiany, które zachodzą dotyczą stosowanych kosmetyków. Zdarza mi się, że po zużyciu jednego produktu, kupuję drugi taki sam - ale ma to miejsce dość rzadko. Chęć poznawania nowości i ich działania jest ode mnie silniejsza. Dlatego w mojej obecnej pielęgnacji skóry twarzy stosuję nową linię kosmetyków marki Lirene: C + Dpro Vitamin Energy - przeznaczoną dla osób 30+, gdy widoczne stają się pierwsze oznaki starzenia skóry, spada poziom nawilżenia i pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne. Dobrze jest mieć całą serię kosmetyków, ponieważ powinno to wspomagać ich wzajemne działanie.


ŻEL MYJĄCO-ENERGETYZUJĄCY DO KAŻDEGO TYPU CERY

Oczyszczanie skóry to pierwszy krok w jej pielęgnacji. Tutaj przydaje się ten żel. Jest on bardzo gęsty, dlatego trudno wydobyć go z opakowania. Jednak jest na to sposób - po prostu już od pierwszego użycia trzymam go postawionego na zakrętce. Dobrze, że opakowanie jest tak zaprojektowane, że jest płaskie od wierzchu. Jednak ta jego gęstość ma też i swoją zaletę. Otóż produkt ten jest bardzo wydajny. Wystarczy użyć jego niewielką ilość. Ja robię to tak, że wylewam go nieco na dłonie, mieszam z wodą i wtedy myję twarz. Jak już się spieni, to łatwo go spłukać. 


Ogólnie cała ta linia utrzymana jest w bardzo energetyzującej pomarańczowej tonacji. Gdy stoją na półce wśród innych kosmetyków bardzo przyciągają uwagę. A zwłaszcza ten żel. W przezroczystym opakowaniu bardzo dobrze go widać - szczególnie zawieszone w nim pomarańczowe i żółte kuleczki. Są to mikrokapsułki z witaminę E, które pod wpływem dotyku rozcierają się. Warto tu również wspomnieć o jego zapachu, który jest soczyście cytrusowy. Pod tym względem bardzo fajny do stosowania zwłaszcza latem.


Używam go do oczyszczania skóry rano i wieczorem. Jestem zadowolona z tego jak sobie z tym radzi. Po jego użyciu skóra nie jest sucha, ani nie mam uczucia "ściągnięcia". Jedyne z czym nie zgodzę się, to zapewnienia producenta, że zwęża pory i zmniejsza ich widoczność. Za krótko mamy go na skórze, aby zdołał zadziałać coś w tym temacie. Żel myjący ma pojemność 200 ml i kosztuje ok. 16 zł.


SKONCENTROWANE STIMUSERUM NA NOC

Aplikuję je wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy i szyi. Rozprowadzam je też nieco na dekolt. Produkty z witaminą C lubię stosować, ponieważ dają efekt zdrowo wyglądającej skóry, dlatego chciałam wypróbować również i to serum. Produkt znajduje się w przezroczystym, szklanym opakowaniu z pompką. Niby wszystko fajnie, bo powinno wygodnie się je używać. Jednak ja mam problem z tą pompką - cały czas mi się odkręca, nawet jak ją porządnie dokręcę. Na szczęście działa dobrze i wydobywa odpowiednią porcję serum, która wystarcza na jedną aplikację. 


Serum to zawiera hybrydowe połączenie dwóch form witaminy C: aktywną formę lipofilową oraz stabilną zamkniętą w liposomach - czyli tych widocznych pomarańczowych i żółtych kuleczkach. Serum dodatkowo zawiera też witaminę D i E. Wszystko ładnie, ale czemu to opakowanie nie jest z ciemnego szkła? Przecież wiadomo, że witamina C jest wrażliwa na światło.


Produkt ten, podobnie jak żel myjący, jest dość gęsty. Zaaplikowany w zbyt dużej ilości pozostawia lepką warstwę. Zauważyłam, że lepiej jest używać go mało, ale na dużą powierzchnię skóry. Wtedy szybko się wchłania i można przystąpić do aplikacji kremu. Serum ma też ten charakterystyczny cytrusowy zapach, ale łagodniejszy niż żel myjący. Najlepiej stosować go zgodnie z zaleceniami, czyli na noc. Próbowałam tak z ciekawości rano - ale nie nadaje się pod makijaż. StimuSerum ma pojemność 30 ml, kosztuje ok. 27 zł.


NAWILŻAJĄCY KREM-ŻEL ROZŚWIETLAJĄCY

W skład serii C + Dpro Vitamin Energy wchodzą też dwa kremy do twarzy. Jeden z nich to: Krem głęboko nawilżający na noc. A ja mam ten drugi, czyli Nawilżający krem-żel rozświetlający. Jest on przeznaczony do stosowania zarówno na dzień jak i na noc. Ja używam go tylko rano, ponieważ na wieczór mam inny, bardziej treściwy. 


Jego formuła łączy w sobie coś pomiędzy kremem a musem. Jest lekki, łatwo się rozprowadza i szybko się wchłania. Do tego ma jeszcze ten śliczny cytrusowy zapach. Jest on wyczuwalny, ale nie nachalny. Znajduje się w zakręcanym słoiczku. Krem ma lekko brzoskwiniowy kolor, a także zatopione w nim pomarańczowe kuleczki. Opakowanie to ma pojemność 50 ml, kosztuje ok. 25 zł. 


Nie opisywałam działania serum, ponieważ stosuję je równolegle z tym kremem i ich działania pokrywają się. Kosmetyki te używam już dwa miesiące i zauważyłam pewne efekty. Nawilżają skórę i lekko ją ujędrniają. Przy regularnym stosowaniu ich przez ten czas spodziewałam się lepszych efektów. To nie są pierwsze kosmetyki z witaminą C, z którymi mam styczność. Te, które miałam do tej pory dawały bardziej zauważalne efekty i to nieraz już po miesiącu. Skóra była bardziej rozpromieniona, świeża i pełna blasku. Tutaj ten efekt jest mały. Nie uważam, że te kosmetyki Lirene są złe, bo one działają. Jednak miałam kosmetyki tej marki, z których byłam bardziej zadowolona, jak na przykład te z linii BIO NAWILŻENIE

A Wy używaliście może kosmetyki z linii Lirene C + Dpro Vitamin Energy?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

19 czerwca 2017

W tym tygodniu na paznokciach: kropeczki

Witam po krótkiej przerwie. Lato w tym roku powitało mnie chorobą. Złapałam anginę, która przykuła mnie do łóżka i spowodowała, że nie miałam siły na nic. A musiałam szybko wyzdrowieć, bo szykował mi się ważny wyjazd do Wiednia. Obecnie czuję się już dobrze. Jeszcze tylko nie mogę pozbyć się napadów uporczywego kaszlu. Ale dzisiaj chciałabym się skupić na czymś fajnym i przyjemnym dla oka. Ostatnio podobają mi się zdobienia z kropeczkami. Lubię takie delikatne wzorki. A oto co mi wyszło:


Lakiery, które użyłam do wykonania tego zdobienia znajdują się na poniższych zdjęciach. Wszystkie są marki Semilac. Kolory bazowe to róż 047 oraz biel 001. Wzorek z kropek został zrobiony lakierami 098, 039, 033 oraz 166.


Myślę, że całość prezentuje się bardzo dziewczęco. Lubię takie delikatne kolory na co dzień, a zwłaszcza w okresie letnim. W takich paznokciach czuję się bardzo dobrze. Pasują też do wielu codziennych stylizacji.


A Wy lubicie takie zdobienia paznokci?
Czytaj dalej »

27 maja 2017

DOMOWY BODY WRAPPING - za co lubię ten zabieg oraz ostatnio ulubione kosmetyki, które do niego stosuję

Wyszczuplanie ciała, poprawa jędrności i elastyczności skóry oraz redukcja cellulitu spędzają sen z powiek nie jednej kobiecie. U mnie problem odkładającego się tłuszczu dotyczy głownie nóg, dlatego wykonując zabiegi pielęgnacyjne na ciało, to na nich najbardziej się skupiam. Odkąd dowiedziałam się o takim zabiegu jak "body wrapping" staram się wykonywać go sama w domu. Za co go lubię i jakie są kosmetyki, które stosuję wykonując go - opiszę dziś na blogu. 


CO TO JEST BODY WRAPPING?

Zapewne większość z Was słyszała już o tym zabiegu, a także pewnie z niego korzystała (w domowym zaciszu lub u kosmetyczki). Jednak wiem, że zaglądają tutaj także osoby, które dopiero zaczynają się interesować tym tematem, dlatego chciałabym im co nieco wyjaśnić. 
Body wrapping to jedna z metod wyszczuplania ciała i zwalczania cellulitu, w której główną czynnością jest zawijanie poszczególnych części ciała folią lub bandażem zgodnie z zasadami drenażu limfatycznego (od dołu do góry). Oczywiście miejsca te powinny być uprzednio posmarowane odpowiednim preparatem zawierającym składniki o właściwościach antycellulitowych, drenujących, wyszczuplających oraz ujędrniających.  


JAKI JEST WPŁYW TEGO ZABIEGU NA SKÓRĘ?

Ucisk folii powoduje poprawę krążenia krwi i limfy. Natomiast ciepło jakie automatycznie zacznie się wydzielać otworzy pory, co zwiększa absorpcję składników aktywnych z zaaplikowanego preparatu w głąb skóry. Dzięki temu zadziała on szybciej i skuteczniej niż jakbyśmy tylko posmarowali się i pozostawili preparat do wchłonięcia nic więcej już z nim nie robiąc.


JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO BODY WRAPPINGU?

Przed takim zabiegiem dobrze jest wykonać peeling. Złuszczamy w ten sposób obumarły naskórek i przygotowujemy skórę do kolejnych etapów zabiegu oraz lepszego wchłaniania składników aktywnych. Nie musimy tego robić tuż przez zabiegiem. Jeżeli planujemy, że będziemy wykonywać body wrapping, to peeling można zrobić dzień wcześniej.

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykonać również masaż okolicy zabiegowej. Najczęściej poleca się masaż relaksacyjny lub limfatyczny. Zastosowanie odpowiednich technik pozwala na poprawę przepływu krwi i limfy, zmniejsza się napięcie mięśniowe, skóra staje się bardziej elastyczna. Taki masaż poprawia też samopoczucie i powoduje, że czujemy się bardziej zrelaksowani.


O CZYM NALEŻY PAMIĘTAĆ!
  • nie można zbyt mocno owijać ciała folią czy bandażem. Powinno być to zrobione na tyle luźno, by zapewnić prawidłowe krążenie;
  • przeciwwskazania do wykonania zabiegu: gorączka, padaczka, stwardnienie rozsiane, nadciśnienie tętnicze, wady i choroby serca, miesiączka, miażdżyca, choroby nerek, żylaki, przebyte niedawno operacje, ciąża, gdy jesteśmy uczuleni na jakikolwiek ze składników zawartych w preparacie;
  • zalecany czas trwania zabiegu to od 5 do 45 minut. Dużo zależy tu od reakcji naszej skóry. W trakcie zabiegu będzie robić się nam bardzo ciepło, możemy odczuwać szczypanie, skóra może stać się zaczerwieniona;
  • gdy pojawi się uczucie silnego pieczenia należy przerwać zabieg, zmyć preparat zimną wodą i zastosować zimne okłady;
  • zabieg powtarzamy co 3 - 5 dni.

BODY WRAPPING - WERSJA Z SERUM / KONCENTRATEM ORAZ FOLIĄ

Zrobiliśmy już peeling i ewentualnie masaż - przystępujemy więc do aplikacji preparatu wyszczuplającego. Może on być w formie maski, kremu, serum czy koncentratu. Ważne, żeby zawierał składniki o właściwościach antycellulitowych, drenujących, wyszczuplających oraz ujędrniających, czyli takie substancje jak cynamon, kofeina, papryka, wyciągi z alg morskich czy borowinę. Aplikujemy go na skórę i przystępujemy do użycia folii. Ostatnio używałam koncentrat cynamonowo-kofeinowy z papryką marki BingoSpa. Wybrałam go w formie saszetek, ponieważ są dla mnie wygodniejsze w użyciu. Dostępne są też większe opakowania, ale ja przeważnie nie jestem w stanie zużyć ich do końca. Wolę zaopatrzyć się w kilka saszetek - koszt jednej to ok. 3 zł.


Nogi owijamy folią od dołu (czyli od łydek), przechodząc do góry. Ten kierunek jest ważny i zawsze powinien przebiegać w stronę węzłów chłonnych. Zawijanie folią można zakończyć na udach lub kontynuować przez biodra, aż do wysokości bioder. Zawijać można też brzuch, ręce czy biust. Ja skupiam się na nogach. Potem przykrywam się ręcznikiem lub kocem i czytam książkę lub buszuję po internecie. Po upływie odpowiedniego czasu zdejmuje folię i idę się umyć. Na koniec smaruję nogi lekkim balsamem nawilżającym i idę spać, ponieważ czas na wykonanie takiego zabiegu mam jedynie wieczorem.


BODY WRAPPING - WERSJA Z NASĄCZONYMI BANDAŻAMI

Alternatywna metoda wykonania body wrappingu, to owinięcie poszczególnych okolic ciała bandażem nasączonym preparatem. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ nie musimy już kupować specjalnych kosmetyków, a do tego jeszcze foli do owinięcia się. Mam możliwość wypróbować ten sposób dzięki marce Lirene, która wprowadziła nowy produkt do swojej oferty: Rozgrzewający zabieg antycellulitowo-modelujący. W zestawie znajdują się 4 bandaże jednorazowego użytku. Ja wykorzystałam je na nogi, co wystarczyło na dwa zabiegi. Składniki aktywne w nich zawarte to kofeina, L-karnityna, skrzyp polny. Koszt takiego zestawu to ok. 28 zł.


Bandaże te można aplikować na uda, brzuch lub pośladki. Sposób zawijania jest taki sam jak w przypadku folii: nie za ciasno i od dołu do góry. Zalecany przez producenta czas trzymania bandaży na skórze wynosi 20 minut. Po tym czasie je zdejmujemy, a nadmiar produktu wmasowujemy aż do momentu całkowitego wchłonięcia. Tego preparatu nie spłukujemy. No chyba, że okaże się, że jesteśmy uczuleni na któryś z użytych składników, to zabieg należy przerwać, a preparat spłukać.


EFEKTY:
Lubię stosować ten zabieg, bo daje efekty, które są szybko zauważalne. Wiem, że niektóre kosmetyczki zanim wykonają body wrapping mierzą np. obwód ud przed i po zabiegu, dzięki czemu można zaobserwować różnicę. Ja się nie mierzyłam. Jednak efekty body wrappingu widzę po luzach w nogawkach spodni. Zauważyłam też poprawę stanu skóry na nogach. Jest ona bardziej gładka, jednolita, ujędrniona.

Próbowaliście już body wrappingu? 
Jakie działanie zaobserwowaliście u siebie?
Czytaj dalej »

16 maja 2017

Kity, hity i inspiracje ostatnich miesięcy

Pisząc, że z ostatnich miesięcy, mam na myśli konkretnie marzec i kwiecień. Przez ten czas nie trafił mi się żaden kosmetyk, o którym mogłabym powiedzieć, że się u mnie nie sprawdził. Mam za to sporo ulubieńców. A na dodatek tak się złożyło, że są to głównie produkty do pielęgnacji włosów. Zresztą jak mogłoby być inaczej - kupiłam je po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii na ich temat. U mnie również świetnie się sprawdziły. A teraz przechodzę już do rzeczy.


Na początek maski do włosów. Te co mam są gęste i nie trzeba nakładać ich dużo. W związku z czym są bardzo wydajne. Używam je już ponad dwa miesiące i jeszcze na długo wystarczą. Po ich stosowaniu kondycja moich włosów znacznie się poprawiła. Poza nimi stosuję też inne produkty, więc całej chwały nie mogę tylko im przypisać, ale chciałabym o nich wspomnieć w ulubieńcach.



PLANETA ORGANICA Marokańska maska do włosów - 300 ml


Maska ta spełnia wszystkie moje oczekiwania. Na różnych blogach pojawiło się wiele recenzji na jej temat, dlatego nie będę się tu o niej dużo rozpisywać. Moje włosy mają tendencję do puszenia się i wyglądania jak sianowate. A po użyciu tej maski są odpowiednio dociążone, a zarazem bardzo miękkie. Ten efekt daje się uzyskać już nawet po trzymaniu jej na włosach zaledwie przez 5 minut. A do tego ma przyjemny zapach i znajduje się w wygodnym w użyciu zakręcanym opakowaniu.


NATURA SIBERICA Maska rokitnikowa dla poważnie zniszczonych włosów głęboka regeneracja - 300 ml


Stosuję ją na zmianę z tą z Planeta Organica. Też się u mnie dobrze sprawdza. Kupiłam ją, bo mam włosy farbowane i chciałam je dobrze regenerować. A ta maska pomaga mi w tym. Producent pisze, że ma również chronić włosy przed termo-oddziaływaniem przy stylizacji. Nie obciąża i nie przetłuszcza włosów. Pozostawia włosy miękkie i puszyste, bez przesuszonych końców.


BANIA AGAFII Biała glinka myjąca do włosów i do ciała - 100 ml


Zaczęłam jakoś tak dziwnie wymieniać kosmetyki od masek, a przecież mam jeszcze produkt do mycia włosów do zaprezentowania. Ta glinka myjąca Banii Agafii przeznaczona jest również do mycia ciała, jednak ja postanowiłam wypróbować ją na tylko na włosach. Nie jest łatwo ją używać, ponieważ jest bardzo gęsta. Zanim ją nałożę na włosy, to muszę ją nieco zmieszać z wodą. Jednak to nie koniec problemów z nią. Nie pieni się i trudno się ją rozprowadza, a po spłukaniu pozostawia włosy bardzo szorstkie i sztywne. To czemu więc trafiła do ulubieńców? Za jej działanie - wspaniale oczyszcza i ogranicza przetłuszczanie. Włosy po umyciu tą glinką są dłużej świeże. Nie używam jej przy każdym myciu głowy, tylko co kilka. A na tą tępość, którą nadaje włosom jest łatwy sposób - wystarczy nałożyć odżywkę. Po jej spłukaniu włosy są z powrotem miękkie. Uważam, że warto ją wypróbować, ponieważ glinka ta jest bardzo uniwersalna. Znalazłam informacje, że niektórzy używają ją też do mycia twarzy czy higieny intymnej. A do tego jest tania - kosztuje ok. 7-9 zł.

Pozostałe kosmetyki, które stały się moimi ulubieńcami, to produkty do makijażu i pielęgnacji twarzy.

SYLVECO Tymiankowy żel do twarzy - 150 ml


Lubię produkty tej marki za bardzo przemyślane składy. Ten zawiera m. in. olejek tymiankowy (który ma właściwości antyseptyczne, łagodzące i kojące), a także kwas jabłkowy (który hamuje procesy tworzenia się zaskórników, zmniejsza nadmierne rogowacenie naskórka). Bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie powodując jej przesuszenia ani uczucia "ściągnięcia" skóry. Dzięki temu moja skóra nie buntuje się i nie produkuje zwiększonej ilości sebum. Jego delikatność sprawia, że mniej się przetłuszcza w ciągu dnia. Znajduje się w małym opakowaniu, jednak jest bardzo wydajny.

HOLIKA HOLIKA Face2Change DODO CAT Glow Cushion BB


Od kiedy tylko dowiedziałam się, że wymyślono coś takiego jak cushion, bardzo chciałam go wypróbować. Jest to bardzo fajne rozwiązanie, które łączy w sobie praktyczność kompaktu z efektem jaki daje krem BB. Nie będę się tutaj o nim rozpisywać, ponieważ na blogu pojawiła się już jego recenzja. Chciałam tylko dodać, że spodziewałam się, że produkt ten będzie mało wydajny. Faktycznie w pewnym momencie gąbeczka po naciśnięciu nie wydobywała już produktu. Okazało się, że zużyłam go ze środka opakowania, bo tak było najwygodniej go używać. Teraz pozostało mi już tylko zbierać krem BB po brzegach.

LILY LOLO Naturalny tusz do rzęs


Rzadko się zdarza, aby tusz już od pierwszego użycia miał odpowiednią konsystencję - nie był za rzadki, albo za gęsty. Z tym tuszem tak było. Dobrze mi się go używało. Chociaż jego przydatność wynosi 6 miesięcy, niestety zdatny do użytku jest tylko przez około trzy. Po tym czasie zastyga i już nie da się go aplikować na rzęsy. Jednak trafił do ulubieńców, ponieważ oprócz ładnego efektu, który zapewniał na rzęsach, po dłuższym używaniu okazało się też, że świetnie je pielęgnuje. Dzięki składnikom w nim zawartym stały się one grubsze i dłuższe. Tego tuszu też pisałam już recenzję - odsyłam do niej, bo tam więcej o nim napisałam, a także zamieściłam zdjęcie jak prezentuje się na rzęsach.

Jeśli chodzi o inspiracje, to w tym miesiącu zapewniła mi je mama. Obie lubimy czytać artykuły o tematyce historycznej, dlatego pożyczyłam od niej kilka czasopism. No dobrze - dość sporo czasopism. Natknęłam się tam na kilka ciekawych artykułów.


"Dzień z życia w okopach"
Obezwładniający strach, dotkliwy chłód, błoto, czający się wokół wrogowie oraz regularny ostrzał artyleryjski. Ponura rzeczywistość wojny pozycyjnej rozminęła się z romantycznymi XIX-wiecznymi wizjami bohaterskich czynów. Żołnierze tkwiący w okopach I wojny światowej powtarzali, że tak wygląda piekło. W tym artykule ukazano jeden z ich dni na froncie zachodnim. Opatrzony jest on wieloma zdjęciami, a także relacjami osób, które przebywały w takich okopach.


Magazyn "21 Wiek Extra" numer 4/JESIEŃ/2016, a w nim fakty i ciekawostki na temat architektury z całego świata. Nie jestem wielką fanką tego tematu, jednak bardzo przyjemnie czytało mi się zamieszczone tu artykuły. Tak się składa, że architektura otacza nas wszędzie - domy, zabytki, sklepy, miasta czy wioski. Czasem warto dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Magazyn podzielony jest na części, w których następuje przegląd kierunków i trendów w architekturze na przestrzeni wieków - od momentu jak ludzie wyszli z jaskini, poprzez średniowiecze, aż do teraz. Są tutaj również przedstawione sylwetki współczesnych najbardziej znanych architektów oraz ich prace. Magazyn kończy się artykułem ukazującym jaka będzie architektura przyszłości.


W miesięczniku "Uważam Rze Historia" znalazłam artykuł zatytułowany "Sekrety Białego Domu" (NR 1 STYCZEŃ 2017). Jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków na świecie. W artykule tym przestawiono jak to się stało, że został wybudowany akurat w tym miejscu, jak wyglądała jego przebudowa, skąd się wzięła nazwa, o zwyczajach prezydentów w nim mieszkających, itp.
 
A Wy lubicie czasem poczytać takie czasopisma?
Czytaj dalej »

28 kwietnia 2017

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy

W styczniu opisałam jak wygląda moja poranna pielęgnacja twarzy. Chciałabym teraz wspomnieć troszkę o moich wieczornych rytuałach pielęgnacyjnych. Cały czas stawiam na minimalizm, a kosmetyki staram się dobierać tak, by zapewnić mojej skórze odpowiedni poziom nawilżenia. Wieczorem mam jednak więcej czasu niż rano, dlatego mogę się skupić na pielęgnacji bardziej dopasowanej do aktualnych potrzeb mojej skóry.



Moja wieczorna pielęgnacja twarzy składa się z dwóch etapów. Pierwszy to zmycie makijażu zaraz po powrocie z pracy do domu. Pozostawiam go na dłużej, tylko gdy wiem, że jeszcze gdzieś muszę wyjść. Jednak najczęściej wygląda to tak, że przebieram się w wygodny, domowy strój i udaję się w stronę łazienki zmyć makijaż. Należę do osób, które nie lubią w nim długo chodzić. Nigdy też nie zdarzyło mi się iść spać w makijażu. Nawet, gdy wróciłam późno i byłam bardzo zmęczona. Ten mój etap demakijażu nie zajmuje dużo czasu i wygląda następująco:


KROK 1: mycie / oczyszczanie

Najpierw nasączam dwa waciki płynem micelarnym, przykładam je do oczu i tak trzymam przez chwilę, aby rozpuścić makijaż. Dzięki temu tusz da się zmyć szybko i bez mocnego pocierania skóry. Potem przecieram wacikami też resztę twarzy. Płyn micelarny, który obecnie używam to Farmona Professional PURE ICON. Jest on skuteczny, nie szczypie w oczy, a do tego jest bardzo wydajny. Opakowanie pojemności 500 ml nie było drogie, bo kosztowało ok. 25 zł.


Następnie przychodzi kolej na żel do mycia twarzy. W styczniu pokazywałam Wam ten z Under Twenty, ale skończył mi się już jakiś czas temu. Teraz używam Tymiankowy żel do twarzy firmy Sylveco. Wiele osób go polecało, przez pewien czas nawet było mi go ciężko dostać. A teraz już prawie mi się kończy i wiem, że dołączam się do osób, które go chwalą. Jest delikatny, ale dobrze oczyszcza skórę. Świetnie spełnia swoje zadanie. Główne składniki aktywne w nim zawarte to olejek tymiankowy oraz kwas jabłkowy.



KROK 2: tonik

Tonizowanie skóry, to ważny krok. Trzeba bowiem przywrócić naturalne pH skórze. Skończył mi się tonik marki SKIN79 i obecnie nie mam żadnego innego, który by się nadawał do tego kroku w mojej pielęgnacji, dlatego sięgam po płyn micelarny. On też może zastąpić tonik, gdy go nie mamy.

KROK 3: serum / olej

Rano nie zawsze mam czas i chęć, aby używać serum. Wieczorem jednak jest to dla mnie punkt obowiązkowy. Obecnie używam jednak olej jojoba. Moja skóra bardzo go lubi. Pewnie dlatego, że jest zbliżony budową do naturalnych wosków obecnych w skórze. Szybko się wchłania i pozostawia aksamitne i nietłuste wykończenie. Chroni skórę przed nadmierną utratą wody. Działa regulująco na skórę tłustą i może zmniejszać jej przetłuszczanie.



To już koniec mojego wstępnego etapu wieczornej pielęgnacji. Ma on miejsce w godzinach między 16 a 17. Po aplikacji oleju na skórę pozostawiam go do wchłonięcia i nic więcej przez pewien czas nie stosuję. Dopiero wieczorem następuje dalszy etap, kroki są bardzo podobne:

KROK 1: mycie / oczyszczanie

Zanim nałożę krem na twarz chcę mieć czystą skórę. W powietrzu pełno jest różnych kurzy, pyłków i zanieczyszczeń. Nie mogłabym tak po prostu uznać, że skóra jest już czysta i wieczorem posmarować się tylko kremem do twarzy. Do mycia dalej używam wspomniany wyżej tymiankowy żel z Sylveco.


KROK 2: tonik

Wieczorem używam Tonik żelowy z kwasem migdałowym marki Norel. Zawiera on niewielkie stężenie kwasu, więc nie wymaga zastosowania neutralizatora, ale swoje zadanie robi. Bardzo delikatnie złuszcza skórę, dzięki czemu nie robią mi się suche skórki. Dodatkowo też ładnie rozjaśnia skórę i nadaje jej bardzo świeży wygląd. Nie stosuję go jednak codziennie, tylko tak co 2-3 dni. W pozostałe dni jako tonik używam płyn micelarny z Farmony.


KROK 3: nawilżanie

Nie aplikuję już kolejny raz serum ani oleju. Miały one wcześniej swój czas, aby się wchłonąć. Przed spaniem aplikuję już tylko sam krem nawilżający. Obecnie jest to Hayluron 3D Elixir z Clareny. Bardzo lubię ten krem. Jest to już moje kolejne opakowanie, które używam. Więcej na jego temat pisałam TUTAJ.


Na usta natomiast aplikuję balsam marki Tisane. Teraz mam wersję w słoiczku, ale bardziej wolę tą w sztyfcie. 


Tak własnie wygląda moja wieczorna pielęgnacja twarzy. Sporo z tych kosmetyków już w przeciągu najbliższego tygodnia mi się skończy. Co jakiś czas powracam do używanych przeze mnie kiedyś produktów (jak na przykład ten krem z Clareny), jednak teraz czeka na mnie sporo nowości do testowania. Będę je stopniowo wprowadzać, bo nie powinno się zmieniać za dużo kosmetyków na raz.

A Wy jakie kosmetyki stosujecie w wieczornej pielęgnacji skóry twarzy?
Czytaj dalej »

25 kwietnia 2017

BingoSpa sole do kąpieli: z mikroelementami i aloesem oraz mleczna kąpiel SPA

Lubię używać różne sole do kąpieli, ponieważ stanowią one przyjemne urozmaicenie. Miałam już tego typu produkty marki BingoSpa, dobrze działały, więc pora wypróbować następne. Dlatego cieszę się, że mam wannę. Po męczącym dniu miło jest się odprężyć w kąpieli. Tak się składa, że sole te mogą używać też osoby posiadające prysznic, ponieważ istnieje również druga opcja ich aplikacji. O co chodzi - już wyjaśniam.


Posiadane przeze mnie sole do kąpieli można stosować na dwa sposoby:
  • do kąpieli SPA - do wody o temp. ok. 40°C wsypać nakrętkę soli. Kąpiel powinna trwać do 15 minut, podczas której należy masować skórę gąbką lub polewać wodą. Po kąpieli ciało dokładnie spłukać. Najlepszy efekt uzyskuje się stosując sól codziennie przez 7 dni, a następnie raz w tygodniu.
  • do okładów SPA - w nakrętce wymieszać sól z niewielką ilością wody. Otrzymaną papką okładać i delikatnie masować wybrane miejsca ciała. Po 2 minutach dokładnie spłukać. Ten sposób można stosować również pod prysznicem.


Obecnie mam dwie sole do kąpieli marki BingoSpa. Obie znajdują się w identycznych przezroczystych opakowaniach, których nakrętki służą jako miarki. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ przeważnie mam problem jaką ilość soli użyć. Z opisywanych powyżej sposobów ich stosowania ja preferuję ten pierwszy, czyli do kąpieli. Za takimi okładami jakoś nie przepadam. Opakowania mieszczą po 550 g produktu, co wystarcza tak na ok. 9 kąpieli. 


Sól o nazwie Mleczna kąpiel SPA zawiera minerały z Morza Martwego, cynk oraz ekstrakty z krwawnika, szałwii, rumianku, nagietka i kasztanowca. Wyglądem przypomina troszkę drobniutki piasek lub mleko w proszku. To dlatego, że drobinki są bardzo malutkie. Łatwo i szybko się rozpuszcza. Nadaje wodzie lekko mleczne zabarwienie. Przyjemnie pachnie. Wyczuwam tu lekkie mleczne nuty zapachowe, ale jest to zapach bardzo świeży. Nie wysusza skóry, ani jej nie podrażnia. Kosztuje 9,90 zł.
Skład: SODIUM CHLORIDE, SODIUM BICARBONATE, FERTILIZER UREA, TITANIUM (IV) OXIDE, ZINC OXIDE, SODIUM LAURYL SULFATE, MARIS SAL, ACHILLEA MILLEFOLIUM EXTRACT (ekstrakt z krwawnika pospolitego), AESCULUS HIPPOCASTANUM EXTRACT (ekstrakt z kasztanowca zwyczajnego), CALENDULA EXTRACT (ekstrakt z nagietka lekarskiego), MATRICARIA EXTRACT (ekstrakt z rumianku pospolitego), SALVIA OFFICINALIS EXTRACT (ekstrakt z szałwii lekarskiej), AQUA, ALCOHO, PARFUM, HEXYL CINNAMAL.



Mam również i drugą sól do kąpieli - ta jest z mikroelementami i aloesem. Producent w jej opisie wspomniał, że wytwarzana jest z naturalnej soli kamiennej i nasycona ekstraktem z aloesu. Jej drobinki są duże i mają kolor zielony. Szybko i bez problemu się rozpuszczają. Lekko barwią wodę na zielono. Ta sól również ma ładny i przyjemny zapach. Nie spodziewałam się tego, ale pachnie tak leśnie. Kojarzy mi się ten zapach tak nieco z odświeżaczami powietrza. Po kilku kąpielach z jej zastosowaniem zauważyłam, że nieco poprawiła ujędrnienie skóry. Kosztuje 7 zł.
Skład: SODIUM CHLORIDE, CALCIUM, MAGNESIUM, SULPHUR OXIDE, CALCIUM SULPHATE, LINUM USITATISSIMUM EXTRACT  (ekstrakt z lnu zwyczajnego), ALOE VERA EXTRACT (ekstrakt z aloesu), CHAMOMILLA RECUTITA EXTRACT (ekstrakt z rumianku pospolitego), OLEA EUROPAEA OIL (oliwa z oliwek), PROPYLENE GLYCOL, PARFUM, LIMONENE, CI 18965, CI 74180.


Lubicie używać sole do kąpieli?
Czytaj dalej »

15 kwietnia 2017

WESOŁYCH ŚWIĄT !!!

Wielkanocny zając przez pola pomyka
wiosny jest symbolem - krajobraz rozkwita. 


Wpadł już do ogródka i choć tchu brakuje
Świąteczne życzenia szybko recytuje:
Alleluja wesołego, pysznego święconego,
Dyngusa mokrego i spokoju wszelkiego!

Czytaj dalej »

7 kwietnia 2017

Holika Holika Face2Change DODO CAT Glow Cushion BB, czyli lekki krem BB na gąbeczce

Jeśli śledzicie Koreański rynek kosmetyczny, to pojawia się tam sporo innowacji. Jedną z takich jest CUSHION. W skrócie ujmując jest to kosmetyk w formie poduszeczki. Tego typu opakowania mają tam między innymi pomadki, róże, a zwłaszcza podkłady. Coraz więcej tego typu kosmetyków można spotkać również u nas na rynku. Mnie oczywiście zainteresował podkład, a konkretnie Face2Change DODO CAT Glow Cushion BB marki Holika Holika.


Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to podkład w kompakcie. Jednak cushion to coś innego. Łączy on świeżość i lekkość fluidu, praktyczność kompaktu oraz efekt kremu BB w jednym. Bardzo chciałam wypróbować takie rozwiązanie, ponieważ wcześniej miałam już azjatyckie kremy BB - byłam z nich zadowolona, zapragnęłam więc przekonać się o tym jaki jest cushion.


Pierwsze co rzuca się w oczy to opakowanie. Jest po prostu prześliczne. Jako miłośniczka kotów nie mogłam się mu oprzeć. Ale ono nie tylko ładnie wygląda - jest też bardzo praktyczne. W środku znajduje się lusterko, miękki aplikator w formie gąbeczki oraz poduszeczka nasączona kremem BB. Można w tej poduszeczce zanurzyć palce, jednak ja tego nie preferuję. Wole korzystać z dołączonej gąbeczki. Fajnym akcentem jest też ten biały ślad kociej łapki na poduszeczce. Jest to rozświetlacz, który aplikujemy razem z kremem BB. Wystarczą 2-3 naciśnięcia gąbeczki o poduszeczkę, by wykonać pełny makijaż twarzy. Bardzo podoba mi się to rozwiązanie, ponieważ nic się nie rozmazuje, nie rozlewa, ani nie wylewa z tego opakowania. Aplikacja przebiega szybko i prosto.


Producent opisuje go jako wyjątkowo lekki krem BB w musie. Nie mogę się z tym nie zgodzić. Ma bardzo lekką konsystencje. Jest to jeden z najbardziej lekkich kremów BB jakie używałam. A co za tym idzie daje bardzo delikatne krycie. Sprawdzi się u osób ze stosunkowo dobrą kondycją skóry, które potrzebują tylko lekkiego wyrównania kolorytu cery. Nie został on stworzony z myślą o zakrywaniu większych problemów skórnych. Jest to opcja dla osób, które bardziej cenią sobie świeży i delikatny makijaż, niż mocne krycie. Azjatki zostawiają go na twarzy taki zaraz po aplikacji, ja jednak leciutko go przypudrowywałam. Efekt Glow, który nadaje skórze, widoczny jest nawet spod pudru - co mi się bardzo podoba. Skóra staje się rozświetlona i wygląda bardzo świeżo. Dodatkowo chroni ją przed promieniowaniem dzięki zawartości filtra SPF 50+ / PA +++.


Dostępny jest w odcieniu 21 Light Beige. Patrząc na poduszeczkę, to wydaje się, że jest on bardzo ciemny. Jednak po aplikacji okazuje się, że to jasny odcień, w dodatku ładnie dopasowuje się do koloru skóry. Utrzymuje się całkiem nieźle. Nie ściera się za bardzo, ani nie roluje. Wiadomo tylko, że jako posiadaczka cery mieszanej muszę co jakiś czas sięgnąć po bibułkę matującą.


Mój cushion kupowałam jak ich cena była niższa, czyli ok. 110 zł (i wcale nie była to cena promocyjna). Może wtedy jeszcze nie było takiego zainteresowania cushionami u nas? Teraz ten sam produkt kosztuje już ok. 160 zł. Co uważam, że jest drogo. Zważywszy na nie za dużą wydajność tego produktu - ma tylko 15 g pojemności. Gdybym miała kupować cushion teraz, to pewnie zdecydowałabym się na wersję z dołączoną tubką, aby uzupełniać jego zawartość. Taki produkt ma na przykład w swojej ofercie marka Skin79. Wtedy niejako kupujemy dwa produkty w cenie jednego, bo ta tubka wystarcza na jedno uzupełnienie. Ja wybrałam Holika Holika, bo skusiło mnie to piękne opakowanie z kotem. 


Używaliście już cushion BB?
Co o nim sądzicie??
Czytaj dalej »