15 października 2017

HEAN - przegląd kosmetyków: maskara, pomadka, szminka i lakiery do paznokci

Do tej pory miałam bardzo małą styczność z kosmetykami marki Hean. Dlatego cieszę się, że mogę kilka z nich przetestować. Pierwszy produkt, po który sięgnęłam to Maskara GIGANT SHOCK PROFESSIONAL XXL VOLUME. 


Należy do tych maskar, które już od pierwszego użycia są takie w sam raz - nie za gęste, nie za rzadkie. Dobrze się ją dzięki temu aplikuje. Jednak moje doświadczenia z tego typu tuszami były takie, że one szybko zaczynały zasychać. Ciekawe jak będzie w tym przypadku - na razie używam go około miesiąca.


Ma tradycyjną szczoteczkę - od czasu do czasu też po takie sięgam, chociaż częściej kupuję tusze z silikonowymi szczoteczkami. Ta jest wygodna w używaniu, nie za duża, ze zwężającym się końcem dobrym do podkreślania rzęs w kącikach.


Maskara ta ładnie pogrubia rzęsy. Ja aplikuję dwie jej warstwy. Jedna jest niewystarczająca, a dwie faktycznie pogrubiają, ale efekt jest nadal bardzo naturalny. Ma ładny, czarny kolor. Dobrze rozdziela i układa rzęsy. Jest trwała i nie osypuje się. A do tego wszystkiego jest tania. Kosztuje ok. 16 zł. Dodatkowo w 2014 r. zdobyła złoty medal jako wybór konsumentów w kategorii "Najlepszy produkt".


Bardzo zaciekawiła mnie też matowa pomadka  LUXURY MATTE LIQUID LIPSTICK NON TRANSFER. Zwłaszcza po tym, gdy poleciła ją Maxineczka w ulubieńcach. Miałam ją kupić, ale jakoś tak zapomniałam. Dlatego fajnie, że dostałam ją do testów. Najbardziej chciałabym jeden z tych trzech najjaśniejszych kolorów. Niestety trafił mi się numer 04 PURPLE LAND, czyli fiolet. Ładnie on wygląda w opakowaniu i wiem, że jest teraz bardzo modny. Jednak ja źle czuję się w takich kolorach i używałam tą pomadkę tylko kilka razy.


Jest bardzo komfortowa na ustach - nie zastyga na skorupkę, tylko jest nadal bardzo miękka, a zarazem bardzo trwała. Długo się utrzymuje, nawet jak coś w międzyczasie zjadłam. Dobrze się ją aplikuje - aplikatorem nawet da się obrysować kontur ust bez potrzeby używania konturówki. Pomadka też jest przystępna cenowo, ponieważ kosztuje ok. 17 zł. Czuję się zachęcona, aby kupić jeden z odcieni 01, 02 lub 03.


Mam tak jakoś dziwnie, że ciemnych kolorów na ustach nie lubię. Na co dzień sięgam po te bardzo neutralne. Jednak czasem lubię też i czerwień. Tak się złożyło, że taką dostałam od Hean - LUXURY CASHMERE LIPSTICK. Gdyby ktoś szukał pomadki w ładnym czerwonym kolorze, to 708 RUBY RED jest bardzo ładny. To nie jest taka klasyczna czerwień, tylko lekko wpadająca w bordo.


Jest to pomadka dająca satynowe wykończenie. Ma kremową formułę. Jest dobrze mapigmentowana - nadaje kolor już po pierwszym muśnięciu ust. Nie zastyga, ale nie jest też klejąca. Daje uczucie miękkości i nawilżenia, dzięki temu nie podkreśla suchych skórek, ani nie wydusza ust. Schodzi równomiernie, ale nie jest bardzo trwała. Wystarczy coś zjeść i już trzeba dokonać poprawek.


Na uwagę zasługuje też jej opakowanie. Prezentuje się bardzo elegancko. Ta czarna część jest taka jakby welurowa w dotyku. Dodatkowo znajduje się w niej magnes, który przyciąga nakrętkę. Dzięki temu pomadka łatwiej się zamyka i nie otwiera się sama przy byle dotknięciu.


A na koniec zestaw sześciu lakierów do paznokci I LOVE HEAN. Odkąd mam hybrydy, to dawno już nie używałam takich zwykłych lakierów. Tak się złożyło, że odrost zrobił mi się już na tyle duży, że trzeba zmienić hybrydy na nowe. Dlatego w międzyczasie pomyślałam, że zrobię sobie od nich krótką przerwę i sprawdzę jakie są te lakiery z Hean. 


Kolory mają bardzo ładne. Takie jakie lubię nosić na paznokciach. Dobrze się je aplikuje. Jednak wiadomo, że nie mają takiej trwałości jak hybrydy. Odzwyczaiłam się już od tego, że trzeba czekać aż lakier wyschnie. Dodatkowo choćbym nie wiem jak się starała, to zwykłe lakiery bardzo krótko trzymają się na moich paznokciach. Dlatego wracam znów do hybryd, bo mam fajne nowości do wypróbowania.


Mieliście któryś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

10 października 2017

EVELINE COSMETICS - przegląd kosmetyków kolorowych: matowe pomadki, baza i cienie do powiek


Spośród kosmetyków do makijażu marki Eveline bardzo lubię tusze do rzęs. Miałam ich już kilka, a ostatnio kupiłam Extension Volume Mascara False Definition 4D. Znalazł się on nawet w ulubieńcach miesiąca, gdzie pisałam więcej na jego temat. Teraz miałam możliwość wypróbować również i inne kosmetyki marki Eveline, ponieważ ze spotkania blogerek przywiozłam ich sporo do testów.


Pierwsze co wypróbowałam to pomadki Velvet Matt Lip Cream. Wiedziałam czego się mogę po nich spodziewać, ponieważ już jakiś czas temu miałam jedną w kolorze 416 - Wild Fuchsia. Używałam ją niestety rzadko, ponieważ miała bardzo intensywny fuksjowy kolor. A ja preferuję, gdy usta są pomalowane bardziej neutralnie. Wśród tych pomadek, które otrzymałam teraz na spotkaniu blogerek trafiły mi się dwa kolory, które przypadły mi do gustu i chętnie po nie sięgam. A są to numery 412 - MYSTIC ROSE oraz 415 - NUDE PINK. Pozostałe kolory są dla mnie zdecydowanie za ciemne.


Pomadki są dobrze napigmentowane. Mają wygodne aplikatory, którymi łatwo jest obrysować sobie kontur ust aż do samych zewnętrznych kącików, więc nie zawsze potrzebna jest nam konturówka. Mają ładne krycie. Są one matowe, ale nie jest to taki bardzo intensywny efekt. Polubią je osoby, które preferują coś pomiędzy matem, a delikatną satyną. Nie są mocno zastygające, dlatego nie wysuszają ust. Równomiernie ścierają się, co jest dobre, ponieważ nie lubię, gdy zostają dziury bez pomadki, bo to się rzuca w oczy.


Ich trwałość nie jest jakaś powalająca. Wyglądają dobrze na ustach do czasu aż coś zjemy lub wypijemy, bo ścierają się wtedy w znacznym stopniu. Dlatego będą one dobre dla osób, które nie lubią jak pomadka tak mocno zastyga, że aż "wżera" im się w skórę i potem trudno jest ją domyć. Pomadka ma 9 ml pojemności i kosztuje ok. 17 zł


Baza pod cienie to u mnie podstawa w makijażu oczu - bez niej ani rusz, bo inaczej bardzo rolują mi się cienie na powiekach. Dlatego chętnie wypróbowałam tą bazę. A mowa o ALL DAY IDEAL STAY BAZA POD CIENIE 8 w 1. Używam ją już miesiąc i mogę stwierdzić, że daje radę. Na początku tylko trzeba z nią uważać, ponieważ za dużo wylewa się jej z opakowania. Dlatego trzymam ją postawioną do góry nakrętką, aby jej zawartość spływała na dół opakowania. Jak już się jej trochę zużyje, to nie ma problemu z nadmiernym wydobywaniem.


Baza ma cielisty kolor, dzięki temu po jej nałożeniu mamy wyrównany koloryt powieki. Sprawdza się dobrze w makijażach takich delikatnych na co dzień. Podbija kolory cieni, wydłuża ich trwałość, a także zapobiega ich zbieraniu w załamaniu powieki. Na większe wyjścia i imprezy - czyli do makijażu wieczorowego - bym jej nie polecała. Zaaplikowanie na nią większej ilości cieni, a do tego w ciemnych kolorach powoduje, że zaczynają się rolować. Baza ma 12 ml pojemności i kosztuje ok. 18 zł. Nie ma jej co porównywać do hiciorów takich jak Urban Decay czy NYX, ale w swojej kategorii cenowej jest niezła.


Testowałam też poczwórne cienie do powiek QUATTRO EYESHADOW. Z ich kolorami udało mi się dobrze trafić. Mam paletkę numer 12, a w niej cienie wpadające w różowe i brązowe tony. Aplikuje się je bardzo dobrze. Mają taką średnią pigmentację - nie są za mocne, ale też nie za delikatne. Nie osypują się pod oczami, ani mocno nie pylą w opakowaniu. Są to cienie satynowe - leciutko się mieniące. Nadają się do makijażu dziennego.


Z tej paletki najbardziej podoba mi się cień oznaczony jako numer 2. To ładny, jasny róż. Sięgam po niego najczęściej, bo lubię takie kolory aplikować na powiekę ruchomą. Nie wykonuję całego makijażu tylko za pomocą tej jednej paletki, ponieważ łączę ją jeszcze z matowymi cieniami - zwłaszcza cielistym i brązowym. Do malowania nie używam dołączonej do nich pacynki. Wolę swoje pędzle. Ale pacynka ta przydaje mi się do aplikacji pyłków na lakiery hybrydowe. Taka paletka poczwórnych cieni kosztuje ok. 20 zł.


Mieliście któryś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

4 października 2017

VICHY TEINT IDEAL - lekki podkład na co dzień

Dostałam go na spotkaniu blogerek, które miało miejsce we wrześniu w Rzeszowie (relacja TUTAJ) i od tej pory go używam. Na początku obawiałam się jak to będzie z jego kolorem, ponieważ różnie to bywa z podkładami, których nie sprawdziło się przed używaniem. Mam go w odcieniu numer 15 - i tak się składa, że jest dobrze dopasowany do tonacji mojej skóry, a do tego nie ciemnieje na niej. Z czego się bardzo cieszę.


Producent klasyfikuje go jako rozświetlający, z czym zgodzę się, ale nie do końca. Jestem posiadaczką cery mieszanej, która przetłuszcza się a zarazem bardzo świeci w strefie T, dlatego najchętniej sięgam po podkłady matujące. Podoba mi się na skórze ten pudrowy efekt, który dają. W podkładach rozświetlających przeszkadzało mi to, że po ich aplikacji świeciłam się na całej twarzy (nie tylko w strefie T). Jednak okazuje się, że nie wszystkie są takie. Teint Ideal daje bardzo delikatne rozświetlenie, z efektem zdrowej, promiennej cery. Bardzo mi się to podoba, dlatego dość często po niego sięgałam przez ostatni miesiąc. Podoba mi się to, że twarz jest ujednolicona, bardzo delikatnie rozświetlona, ale nie jest to efekt zbyt mocnego świecenia. Po prostu rozświetla on skórę bardzo subtelnie.


Z tym podkładem mam jeszcze tak, że zaraz po aplikacji na skórę nie wygląda on zbyt korzystnie. Na początku nawet zastanawiałam się czy w ogóle będę go używać. Inne podkłady, które miałam zaraz po rozprowadzeniu na skórze i przypudrowaniu (czyli tak na świeżo) wyglądały ładnie, a z czasem zaczynały się świecić i tracić na tym efekcie. Z Teint Ideal jest inaczej. On dopiero pod wpływem ciepła skóry i gdy "przegryzie" się już nieco z sebum zaczyna ładnie wyglądać. W efekcie nie tworzy efektu maski i skóra wygląda na wypoczętą.


Zauważyłam też, że najlepiej jest przypudrować go jak najmniejszą ilością pudru. Ja go tylko tak leciutko muskam pędzlem. Gdy na początku aplikowałam - tak z przyzwyczajenia - większą ilość pudru, to podkład ciastkował się i wyglądał nieładnie. W jego przypadku im mniej, tym lepiej. Podkład ma lekkie krycie. Wyrównuje koloryt skóry, ale na większe problemy nie obejdzie się bez korektora. Ale za to można stopniować nieco jego krycie. Po nałożeniu pierwszej warstwy, w miejsca gdzie jeszcze coś prześwituje, to dokładam jeszcze nieco podkładu i jest już dobrze. U mnie najczęściej są to zaczerwienione policzki. Ma on dość rzadką i lejącą konsystencje. Źle rozprowadzało mi się go palcami, ponieważ robiły się wtedy smugi. Najlepiej sprawdzał się tutaj pędzel z syntetycznego włosia.


Jest wydajny. Dzięki praktycznemu opakowaniu z pompką wydobywa się go tyle, ile akurat potrzeba. Opakowanie to jest szklane i solidne. Doskonale widać ile podkładu jeszcze zostało. Dobrze sprawdza się jako taki do używania na co dzień. Wszystko to dzięki temu, że jest lekki i naturalnie wygląda na skórze. Dobrze współpracuje z kremami i pudrami, które używam. Nie miałam przypadku żeby zaczął się brzydko rolować czy wałkować. Jest dość trwały - dobrze wygląda na skórze tak ok. 6 godzin. Schodzi równomiernie.


Skład: AQUA / WATER - CYCLOPENTASILOXANE - ALCOHOL DENAT. - BUTYLENE GLYCOL - ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE - PEG-10 DIMETHICONE - PHENYL TRIMETHICONE - SQUALANE - BIS-PEG/PPG-14/14 DIMETHICONE - SORBITOL - TALC - ALUMINUM HYDROXIDE - MAGNESIUM SULFATE - NYLON-12 - DISODIUM STEAROYL GLUTAMATE - TOCOPHERYL ACETATE - ASCORBYL GLUCOSIDE - MALTITOL - LACTOBACILLUS FERMENT - CI 77891 / TITANIUM DIOXIDE - CI 77491, CI 77492, CI 77499 / IRON OXIDES - CI 77163 / BISMUTH OXYCHLORIDE.

Mieliście ten podkład?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »