17 września 2017

BLOGERKI NA KAWIE, czyli relacja ze spotkania w Rzeszowie


Wydarzenie to miało miejsce we wtorkowe popołudnie dnia 5 września 2017 r. Inicjatorką, która spowodowała, że spotkanie się odbyło była Kasia, której chciałabym pogratulować wspaniale zorganizowanej imprezy. Bardzo miło spędziłam tu czas. Była to świetna okazja, aby wymienić się doświadczeniami, a także poznać nowe osoby. Jeżeli jesteście ciekawi co się wydarzyło i jakie atrakcje miały miejsce na tym spotkaniu, to zapraszam do dalszej części posta.


Spotkanie odbyło się w bardzo klimatycznej restauracji o nazwie PRETEKST. Nie wiem jak dziewczyny znajdują takie fajne miejsca. To nie było pierwsze spotkanie organizowane przez Kasię, a za każdym razem spotykałyśmy się w ciekawej miejscówce. Ulicą 3-go Maja w Rzeszowie przechodzę bardzo często, ale na tą restaurację nigdy nie zwróciłam uwagi. A szkoda, bo spodobał mi się jej wystrój i panujący tam klimat. Miałyśmy zarezerwowany kącik, tylko dla uczestniczek spotkania, gdzie można było się wygodnie rozsiąść, a także obejrzeć prezentację przygotowaną przez panią Agnieszkę (o tym będzie mowa później). Zresztą sami zobaczcie. 


Po raz kolejny była organizowana zbiórka pieniędzy na Tomka - chłopca u którego zdiagnozowano obustronny niedosłuch i autyzm dziecięcy. Część prezentów od sponsorów została wystawiona na licytacji, a także kartki, aniołki i breloczki wykonane przez mamę Tomka. Udało się uzbierać 769 zł.


Gościem specjalnym spotkania była pani Agnieszka, która jest fotografem produktowym. Przekazała nam garść cennej wiedzy o robieniu zdjęć, która bardzo przyda się przy prowadzeniu bloga. O godzinie 14:00 rozpoczęła się jej prezentacja. Ma ona niesamowitą wiedzę, a także bogate doświadczenie. A do tego wszystkiego dar przekazywania informacji w prosty i zrozumiały sposób. Słuchałyśmy jej z z wielką przyjemnością. Więcej o pani Agnieszce można dowiedzieć się z jej strony LaDetre.


Były także prezenty od sponsorów. Co dostałam pokażę w następnym poście. Chciałabym podziękować Kasi (a także jej pomocnicom) za to, że jednak zdecydowała się zorganizować to spotkanie. Było bardzo miło. A to tego dowiedziałam się sporo nowych rzeczy.


A Wy uczestniczycie w takich spotkaniach?
Czytaj dalej »

14 września 2017

GOLDENBOX No 2


Pierwszej edycji tego pudełka nie miałam. Po prostu nie spodobała mi się jego zawartość. Zresztą od dawna nie skusiłam się na żadne pudełko tego typu. Aż do teraz. Druga edycja luksusowego pudełka GOLDENBOX bardzo mi się spodobała i stwierdziłam, że muszą ją mieć. Właśnie wczoraj kurier dostarczył mi przesyłkę. Jej zawartość nie była dla mnie zaskoczeniem, ponieważ wcześniej sprawdziłam co ma być w środku. Box zawiera 5 pełnowymiarowych kosmetyków i 1 miniaturkę.


GUERLAIN Mascara La Petite Robe Noire


Jak dotąd nie miałam jeszcze maskar tej marki (tak poza tym innych kosmetyków też). Czytałam wiele opinii osób z niej zadowolonych, wiec cieszę się, że nadarzyła się okazja, aby ją wypróbować. Zaciekawiła mnie również jej silikonowa szczoteczka, która ma dość nietypowy kształt, dzięki czemu ma malować każdą rzęsę z osobna, a także je pogrubiać i podkręcać. Jest to produkt pełnowymiarowy.  Cena: 144 zł / 10 ml


L'OREAL PARIS Maska Czysta Glinka, redukuje zaskórniki i zwęża pory


Jest to nowość, która dołączyła do trzech wcześniejszych wersji. Nie miałam ich, chociaż wiele czytałam na ich temat. Maska ta dopasowana jest akurat do potrzeb mojej skóry, dlatego tym chętniej przetestuję jak się u mnie sprawdzi. Zawiera 3 mineralne glinki oraz ekstrakt z alg morskich. Jest to produkt pełnowymiarowy. Cena: 34,99 zł / 50 ml


STARA MYDLARNIA Kula z kremem do kąpieli


Uwielbiam takie umilacze kąpieli i chętnie po nie sięgam. Bardzo się cieszę, że mam wannę i mogę rozkoszować się kąpielą z użyciem takiej kuli. Dodam jeszcze, że ona pięknie pachnie. Jest to mocny zapach, ale nie duszący. Pachnie nieco jak perfumy - takie świeże, kwiatowe. Czułam go jeszcze zanim otworzyłam to pudełko. Jest to produkt pełnowymiarowy. Cena 17 zł / ok. 155 g


ORPHICA Eyeliner w kredce


Jest to nieznana mi dotąd marka. A ja lubię testować nowości, więc eyeliner w kredce też się przyda. Jest bardzo miękki i wygodny w obsłudze. Podoba mi się to, że ma wykręcany rysik. Ja będę go raczej stosować jak kredkę do oczu, nie eyeliner. Mam go w kolorze brązowym. Jest to produkt pełnowymiarowy. Cena: 59 zł / 6 g


BANDI Peeling Gommage Jubilee Edition


Tego typu peelingi bardzo lubię, dlatego nigdy ich dość na półkach w łazience. O marce Bandi słyszałam wiele dobrych opinii, więc cieszę się, że jest okazja wypróbować ich kosmetyk, ponieważ do tej pory jakoś mało miałam ku temu okazji. Jest to produkt pełnowymiarowy. Cena: 49 zł / 50 ml


VERDEOASI Krem do ciała Nutri-Intense


Balsamy do ciała zużywam akurat bardzo powoli i długo, bo niesystematycznie je stosuję. Dlatego mi akurat pasuje, że jest to miniaturka o pojemności 10 ml. Jeszcze go nie używałam, ale kiedyś przyjdzie na niego kolej, bo obecnie mam jeszcze balsamy do ciała z Lirene. Cena produktu pełnowymiarowego: 140 zł / 200 ml



Taki box kosztuje 119 zł. Jego zawartość znacznie przewyższa cenę zakupu, dlatego między innymi się na niego skusiłam. Drugi powód był taki, że znalazły się tu kosmetyki, które mi się przydadzą. Ciekawa jestem kolejnej odsłony GOLDENBOX, ale to nastąpi dopiero za kwartał.

Co sądzicie o drugiej edycji GOLDENBOX?
Podoba Wam się zawartość?
Czytaj dalej »

12 września 2017

BACK TO BROWN, czyli moje włosy - wrzesień 2017


Bardzo podoba mi się efekt ombre. Nawet przez pewien czas miałam włosy zafarbowane w ten sposób. Czyli ciemniejsze u nasady, z coraz jaśniejszym kolorem im bliżej końcówek. Jednak muszę przyznać, że po pewnym czasie zaczęłam się męczyć z ich pielęgnacją i stylizacją. Rozpuszczone coraz bardziej mnie denerwowały, ponieważ zaczęły się niemiłosiernie puszyć i strączkować. Potrzebowałam, aby odświeżyć kolor, a przy okazji podciąć trochę końcówki. A poza tym już nieco znudziło mi się to ombre.


Ujednoliciłam kolor włosów na ciemny brąz. Nie chciałam już jasnych końców, bo są trudniejsze w codziennej pielęgnacji. Włosy w tym miejscu są bardziej suche i musiałam aplikować na nie spore ilości olejku, aby w miarę dobrze wyglądały. Teraz, mimo że nadal zmagam się z ich suchością (zmiana koloru nie zmieniła ich kondycji), ale za to zyskały ładniejszy wygląd. Są bardziej błyszczące i prościej jest mi je pielęgnować.


Dzięki podcięciu końcówek włosy zyskały nieco na objętości. Optycznie wygląda na to, że jest ich więcej. Przedtem miałam włosy okropnie przyklapnięte - nie pomagało nawet suszenie ich głową w dół. Teraz same unoszą się u nasady - przypomniałam sobie dzięki temu cięciu za co lubiłam moje włosy. Za to, że po wymyciu głowy mogę teraz zostawić je do samodzielnego wyschnięcia, a one będą fajnie ułożone. 

Czytaj dalej »

3 września 2017

5 x TAK / 1 x MEH, czyli ulubieńcy sierpnia


W sierpniu odkryłam kilka takich perełek, które na pewno będę dalej kupować jak mi się skończą. Dowiedziałam się o innym zastosowaniu znanego mi już kosmetyku. Kupiłam też produkt, który nie do końca mi się sprawdził. O tym wszystkim już dziś w nowym wpisie. Zapraszam :)


OCTENISEPT


Znam ten preparat już od dawna, jednak stosowałam go tylko na rany na skórze. Ma szerokie spektrum działania - niszczy bakterie, grzyby, drożdżaki, pierwotniaki. A najlepsze jest w nim to, że nie szczypie po aplikacji. W tym roku odkryłam jeszcze inne jego działanie. Otóż pomaga mi na ukąszenia owadów. W sierpniu komary pokąsały mnie wiele razy. W tych miejscach powstaje u mnie potem duży obrzęk i zaczerwienienie. Już nawet Fenistil nie działał. Aż w końcu pomógł mi Octenisept, który szybko przyniósł ukojenie. 


BARE MINERALS Blemish Remedy podkład mineralny


W trakcie sierpniowych upałów bardzo rzadko się malowałam. A jeśli już, to sięgałam po podkład mineralny - inne były dla mojej skóry za ciężkie. Pierwszy raz używałam produktu marki BareMinerals. Okazało się, że ten podkład to absolutny hit moich wakacji! Lubię go za lekkość, przy jednoczesnym dobrym kryciu. Jednak na początku trzeba się nauczyć go nakładać. Nie jest to trudne - jak ktoś miał już do czynienia z minerałami, to zapewne stosował tę technikę. Najlepiej jest nabierać go mało na pędzel i rozprowadzać na skórze kolistymi ruchami. Wtedy ładnie stapia się z cerą, a dodatkowo można stopniować jego krycie. Mam go w odcieniu Clearly Porcelain 01, który jest do mnie idealnie dopasowany.


W podkładzie tym ciekawe jest jego wydobywanie. Nie ma tu takiego sitka, aby go wysypywać na wieczko. Na środku znajduje się małe siteczko, w którym macza się pędzel. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Jeszcze nie wiem czy okaże się wydajny, ale zapowiada się, że będzie dobrze. Używałam go przez cały sierpień i zużyłam 1/4 opakowania. 


MATRIX Oil Wonders - Color Caring Oil 


Do tej pory do pielęgnacji moich włosów używałam Eliksir Odżywczy z Elseve. Jednak stał się on dla nich za słaby. Dlatego sięgnęłam po produkt bardziej tłusty i ciężki jakim jest Oil Wonders marki Matrix. Występuje on w kilku wersjach - ja wybrałam Egyptian Hibiscus. Stosuję go na umyte, lekko podeschnięte włosy, a potem pozostawiam je do dalszego schnięcia. Spisuje się dobrze - po prostu czegoś takiego im było potrzeba. Nawilża włosy, a także je nabłyszcza - bez efektu przetłuszczenia. Pomaga mi również, kiedy są bardziej spuszone, aby doprowadzić je do ładu. Dodatkowo jest bardzo wydajny. Używałam go po każdym myciu włosów, przez cały sierpień, a zużyłam go tylko tak ok. 1 cm od wierzchu opakowania. Powinien wystarczyć mi jeszcze na długo, ponieważ mieści się w dość sporym opakowaniu, bo 150 ml. Bez problemu można go aplikować i na suche już włosy. Lubię go również za piękny zapach, który jeszcze przez pewien czas utrzymuje się na włosach.


EVELINE Extension Volume Mascara False Definition 4D


Ostatnio pisałam Wam o tuszu do rzęs, który się u mnie nie sprawdził. Nie lubię go używać, dlatego kupiłam inny. Makijaż ma być przyjemnością, a nie mordęgą. Postanowiłam powrócić do tuszy Eveline - bo są dobre, tanie i jak na razie się na żadnym nie zawiodłam. Marka ta ma ich wiele do wyboru, a ja próbowałam tylko kilka, dlatego teraz sięgnęłam po inny z ich oferty - Extension Volume Mascara False Definition 4D. 


Kolejny raz się nie zawiodłam. Pasuje mi jego konsystencja, szczoteczka, to jak rozczesuje rzęsy, a także najważniejsze - jaki daje efekt. Nowością dla mnie jest to, że skusiłam się na wersję wodoodporną. Trochę przez niedopatrzenie, bo miałam mało czasu na zrobienie zakupów. Jednak dobrze mi z tym i jak widzicie trafił do ulubieńców.


GOLDEN ROSE LONGSTAY Precise Browliner


Do tej pory najczęściej sięgałam po pomady do malowania brwi. Jednak chciałam sprawdzić jak to będzie używać kredki. No i przepadłam - jest to znacznie wygodniejsze w użyciu niż pomada. Nie potrzeba już dodatkowych pędzli - kredka jest cieniutka i ma swój grzebyczek. Udało mi się też dopasować odpowiedni kolor - mam ją w odcieniu 101. Do tego wszystkiego jest łatwo dostępna i tania.


BELL HYPOAllergenic z linii Marceliny Zawadzkiej


Czytałam o pomadkach z Bell wiele dobrych opinii. No i skusiłam się na jedną. Lubię matowe pomadki i chciałam mieć kolejną, ponieważ bardzo spodobał mi się kolor 02 Warsaw. Ładnie wygląda na ustach i wszystko byłoby z nią dobrze, gdyby nie pewien szczegół, który powoduje, że nie sięgam po nią za często. Chodzi mi o to, że dziwnie zastyga za ustach. Tworzy na nich taką jakby "skorupkę", co jest niezbyt przyjemne w odczuciu. Jest trwała - utrzymuje się długo na ustach, jednak niestety nie przepadam za tym produktem i zaliczam go do maxineczkowej kategorii MEH.


A jak Wasi ulubieńcy z sierpnia?
Czytaj dalej »