Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półprodukty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półprodukty. Pokaż wszystkie posty

14 października 2014

JabaLabs serum hialuronowe

Drugim kosmetykiem, który otrzymałam w ramach Wielkiej Akcji Testowania organizowanej przez portal Uroda i Zdrowie jest serum hialuronowe JabaLabs przekazane od drogerii internetowej www.cofamyczas.com. Tematy związane z kwasem hialuronowym przewijają się często na blogach. Jednak ja do tej pory nie uświadamiałam sobie jak bardzo ważna jest to substancja. Od września skupiam się na zapoznaniu się z budową skóry i jej funkcjonowaniem. Przy okazji zgłębiam też temat jak działa kwas hialuronowy i dlaczego jest nam potrzebny. Dzięki temu dowiedziałam się wielu ciekawych informacji.


Co to jest kwas hialuronowy:

Jest to substancja występująca w naszym organizmie. Jego zadaniem jest wiązanie wody w skórze właściwej. Pełni rolę cementu wypełniającego przestrzenie międzykomórkowe. Nasz organizm sam produkuje kwas hialuronowy. Dlatego takie serum jest dobre dla osób ze skórą bardzo wrażliwą i alergiczną, ponieważ nie uczula. W młodej skórze jest go pod dostatkiem, co gwarantuje jej sprężystość i brak zmarszczek. Z wiekiem jego ilość maleje. Dlatego chętnie wprowadziłam kwas hialuronowy do pielęgnacji mojej skóry. Aż taka stara jeszcze nie jestem, bo 25+, ale stopniowo zacząć używać kwas hialuronowy nie zaszkodzi.

 Jak używam kwas hialuronowy:

Stosuję go dwa razy dziennie na twarz i szyję. Czasem też na inne obszary, które potrzebują nawodnienia, jak np. łokcie. Można stosować go na wilgotną skórę lub też na dłoni rozmieszać jego niewielką ilość z wodą. Ja jednak wolę dodawać go do kremu i razem zmieszane nakładać na skórę.


Jak działa kwas hialuronowy:

W kosmetykach stosuje się dwie formy kwasu hialuronowego: wielkocząsteczkowy i niskocząsteczkowy. Kwas wielkocząsteczkowy nie zostaje wchłonięty w głąb skóry, ponieważ jego cząsteczki są zbyt duże.  Tworzy on na powierzchni skóry okluzję (coś jakby nawilżający kompres), która wyłapuje wilgoć ze środowiska, a jednocześnie nie pozwala wodzie parować ze skóry. Kwas hialuronowy, który ja posiadam zbudowany jest ze znacznie mniejszych cząsteczek. Dlatego ma on możliwość wniknąć w naskórek i go uszczelniać, co przyczynia się do zwiększenia poziomu nawilżenia i ujędrnienia. Przyczynia się to do poprawy wyglądu skóry.

Co jeszcze warto wiedzieć:

Nie zawiera sztucznych barwników. Jest to produkt bezzapachowy. Ma postać bezbarwnego żelu. Kwas hialuronowy jest niekomedogenny. Dlatego osoby, które unikają parafiny w kosmetykach, powinny rozejrzeć się za kwasem hialuronowym. 
Starałam się zawrzeć tu wszystkie najważniejsze informacje, w jak najprzystępniej formie. Jednak uważam, że watro dodatkowo poczytać jeszcze inne opracowania na temat kwasu hialuronowego. 


Produkt, który ja używam znajduje się w wygodnym w użyciu pojemniku z pompką. Opakowanie jest nieco przezroczyste, dzięki czemu widać ile zawartości w nim jeszcze zostało. Jest to produkt bardzo wydajny. Kwas hialuronowy stosuję od 20 dni, a zużycie jest minimalne. To też dzięki temu, że wystarczy używać go w niewielkich ilościach. Pierwsze efekty działania kwasu hialuronowego zauważyłam już dość szybko, bo w pierwszym tygodniu jego stosowania. Produkt, który ja stosuję jest bardzo drogi, ale szukajcie kwasu hialuronowego w sklepach z półproduktami, bo tam można dostać go o wiele taniej.

Pojemność: 120 ml
Cena: 140 zł
Dostępność: cofamyczas.com
Skład: Hyaluronic Acid, Leucidal (konserwant otrzymywany z rzodkwi)

Używałyście już kwas hialuronowy ???
Czytaj dalej »

12 kwietnia 2014

Głęboko odżywcze serum olejowe



Z jednego ze spotkań blogerek przywiozłam do domu paczuszkę kosmetyków od sklepu Blisko Natury. Znajdowały się w niej same wspaniałości. Część z nich już używałam jak masło Shea i olej jojoba. Natomiast olej ryżowy oraz olej z dzikiej róży są dla mnie nowościami. Bardzo chętnie je wypróbowałam.

O nierafinowanym maśle Shea nie muszę się chyba wiele rozpisywać, bo zapewne jest to produkt każdemu znany. Aktualnie najczyściej stosuję je jako krem do rąk. Do torebki kupiłam sobie krem w tubce. Do domu miałam też kupić, ale uznałam, że po co skoro mam masło Shea. Świetnie nawilża skórę i mimo swej tłustości szybko się wchłania. Czasem smaruję nim też przesuszoną skórę na kolanach i łokciach, a także usta. Jest go trochę ciężko wydobyć ze względu na jego zbitą i twardą strukturę. Ja jednak przyzwyczaiłam się już do tego. Tak samo jak do jego charakterystycznego zapaszku, który mi już nie przeszkadza. 


Znalazły się tu też trzy oleje: olej jojoba, olej ryżowy oraz olej z dzikiej róży. Można stosować je pojedynczo na skórę. Niektóre też na włosy (jojoba). Ojej ryżowy można również spożywać. Wszystkie nadają się także do produkcji kosmetyków. Ja postanowiłam wypróbować metodę zaproponowaną przez sklep Blisko Natury i wykonać serum olejowe. Olejki mieszam w proporcji 1:1:1. Do posmarowania twarzy, szyi i dekoltu wystarczy mi po dwie krople każdego z nich. Aplikuję je wieczorem na umytą skórę, pod krem. Dzięki temu skóra jest bardzo dobrze nawilżona i elastyczna. Wiadomo, że oleje potrzebują trochę czasu, aby się wchłonąć. O dziwo jednak wymieszane razem wchłaniają się szybciej niż jak próbowałam używać je osobno.

Więcej informacji o tych produktach znajdziecie w sklepie bliskonatury.pl

Używałyście któregoś z tych produktów ???
Co sądzicie o takim serum olejowym ???
Czytaj dalej »

20 grudnia 2013

BINGOSPA olej ze słodkich migdałów

Jak powstaje ?
To olej roślinny, tłoczony z nasion drzewa migdałowego popularnie zwanych migdałami. Przy kupnie warto zwrócić uwagę, czy jest tłoczony na zimno. Wysoka temperatura innych metod tłoczenia pozbawia oleje cennych składników odżywczych. 

Właściwości:
Olej ten bogaty jest w substancje odżywcze: proteiny, sole mineralne, witaminy z grupy B, a także A i E. Zawiera duże ilości kwasu oleinowego oraz linolowego, które zmiękczają naskórek i wzmacniają lipidową barierę ochronną skóry. Nadaje się dla każdego rodzaju skóry, także dla skóry wrażliwej.  


Konsystencja / zapach:
Jest to dość tłusty, bezbarwny olej. Ma on nieco mdły zapach. Na szczęście nie jest on mocny i szybko się ulatnia.
Czytaj dalej »

26 listopada 2013

Olej z kiełków pszenicy

Olej ten zaciekawił mnie, gdy Alina Rose wymieniła go na swojej liście 7-miu najlepszych olejków do pielęgnacji twarzy. Teraz mam możliwość go wypróbować dzięki współpracy z BINGOSPA.


Jak powstaje ?
Olej ten jest otrzymywany przez wytłaczanie na zimno kiełków pszenicy.

Właściwości:
Działa ujędrniająco i opóźnia procesy starzenia się skóry. Spośród olejów roślinnych cechuje się największą zawartością witaminy E. Jest bogaty w Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (NNKT), zawiera naturalne przeciwutleniacze neutralizujące działanie wolnych rodników. Zawiera lecytynę powstrzymującą utratę wody przez skórę, doskonale nawilża, zmiękcza i natłuszcza skórę. Substancje proestrogenne zawarte w oleju przyspieszają odbudowę zniszczonego naskórka. Poprawia ogólny wygląd skóry.
Konsystencja / zapach:
Jest to dość tłusty olej o kolorze lekko żółtym. Nie ma zapachu.

Opakowanie:
Olej znajduje się w szklanej przyciemnianej buteleczce. Niestety nie ma ona żadnego dozownika przez co dość ciężko wydobywa się go z niej. Można go wylać za dużo.

Jak go stosowałam:
- przede wszystkim aplikuję go na twarz i szyje - zupełności wystarczy już około 6-7 kropli. Jak na tłusty olej, to dość szybko się wchłania. Przeważnie około 40 minut, maksymalnie do godziny. Jednak jest to na tyle długo, że używam go głównie na wieczór. Nie dziwię się czemu Alina Rose go polecała. Olej ten przede wszystkim świetnie nawilża skórę. Nie zostawia przy tym żadnego tłustego filmu. Za to po wchłonięciu ten efekt nawilżenia utrzymuje się bardzo długo.
- olejuję nim też włosy - nakładam go na suche włosy, pozostawiam na godzinę lub nieco dłużej. Nie mam problemów z jego spłukiwaniem. Na włosach też się dobrze sprawdza. Odpowiednio je nawilżając sprawia, że są miękkie, odpowiednio dociążone i nie puszą się tak bardzo

Podsumowując: cieszę się, że mogłam wypróbować ten olej. Efekty jego działania zauważyłam dość szybko. W przypadku skóry twarzy już po 7 dniach, a na włosach już po drugim użyciu. Mimo że mam go małą butelkę (30 ml), to jest to olej bardzo wydajny. Do tej pory zużyłam jego połowę, a używam go od miesiąca.

Pojemność / Cena:
- 30 ml kosztuje 14,90 zł
- 100 ml kosztuje 29,90 zł

Dostępność: sklep internetowy firmy BINGOSPA

Skład: Triticum vulgare (Wheat) Germ Oil

Słyszałyście już o tym oleju ???
A może używałyście już go ???
Czytaj dalej »

26 sierpnia 2013

Olej arganowy - właściwości i zastosowanie

O oleju arganowym słyszała już zapewne każda blogerka. Ja do tej pory czytałam tylko wiele recenzji na jego temat. Aż do czasu kiedy otrzymałam go do przetestowania od Pachnącej Krainy. Olej ten zawojował moją pielęgnację i stał się wielkim kosmetycznym odkryciem. Zastanawiam się teraz czemu nie zdecydowałam się na jego zakup od razu, gdy tylko przeczytałam pierwsze posty na jego temat ???


Właściwości oleju arganowego:
- silne działanie regenerujące i dezynfekujące skórę
- wzmacnia włosy oraz regeneruje paznokcie
- łagodzi agresywne działanie słońca i wiatru
- jest doskonały dla dojrzałej skóry
- chroni przed przedwczesnym pojawieniem się zmarszczek
- łagodzi objawy trądziku młodzieńczego, alergii, łuszczycy
- przynosi świetne efekty w chorobach skóry: jest stosowany także przy egzemie, pęknięciach skóry
- hamuje proces starzenia się skóry
- ujędrnia i nawilża skórę
- powstrzymuje utratę wody przez skórę, pobudzając odbudowę bariery lipidowej naskórka-pielęgnuje skórę przed i po opalaniu 


Olej otrzymałam zapakowany w kartonik z ozdobną kokardką. Dołączona do niego jest również ulotka z istotnymi informacjami. Olej znajduje się w butelce wykonanej z ciemnego szkła. Tak właśnie powinien być przechowywany. Nie kupujmy go w opakowaniach plastikowych, ani też z jasnego szkła. Ponieważ pod wpływem słońca olej ten traci swoje właściwości. Butelka posiada dozownik, który dobrze odmierza ilość oleju, którą potrzeba nam w danym momencie.

Używałam go na wiele sposobów: do pielęgnacji ciała, włosów, twarzy, dłoni, skórek i paznokci. W moim przypadku nie sprawdził się do twarzy, ponieważ okazał się zbyt komedogenny. Za to lubiłam go wcierać w skórę zaraz po kąpieli. Jednak najlepiej używa mi się go na włosy. Ponieważ mam jego małą buteleczkę, to skupiłam się na używaniu go głównie na włosy. Pod jego wpływem ich stan się znacznie poprawił. Nie są przesuszone i nie puszą się tak bardzo. Wyglądają bardziej zdrowo. Są też znacznie milsze i gładsze w dotyku. Znalazłam gdzieś informacje, że olej arganowy najlepiej sprawdzi się u posiadaczek włosów o niskiej/średniej porowatości. Czyli takich jak ja mam :)) Najlepsze jednak jest to, że wystarczy, gdy użyję go od 3 do 4 kropli. Przy większej ilości włosy wyglądają jakby były przetłuszczone. Zresztą w przypadkach, gdy go inaczej używałam również wystarczyło zaaplikować jego niewielką ilość. Pod tym względem jest bardzo wydajny.

Podsumowując zobaczcie na ile sposobów można go używać:
  • smarować nim końcówki włosów lub całe włosy,
  • aplikować go na twarz, szyję i dekolt,
  • dodawać do glinek i masek,
  • wcierać w skórki paznokci,
  • nawilżać ciało po kąpieli,
  • natłuszczac nim usta,
  • dodawać do mieszanki OCM,
  • a nawet czytałam, że można dodawać go do szamponu.

Pojemność / cena:
Pachnąca Kraina oferuje kilka wariantów pojemnościowych:
- 10 ml  za 7 zł (olej arganowy kosmetyczny, surowy, niefiltrowany) - po to, aby wypróbować jak ten olejek się sprawdzi
- 60 ml za 30 zł (olej arganowy kosmetyczny, surowy, niefiltrowany)
- 100 ml za 45 zł (olej arganowy kosmetyczny, surowy, niefiltrowany)
- 500 ml za 180 zł (olej arganowy kosmetyczny, surowy, niefiltrowany)
- 100 ml za 36 zł (olej arganowy spożywczy)

Dostępność: sklep internetowy Pachnącej Krainy (klik)

Na koniec jeszcze parę informacji, które znalazłam o tym, na co należy zwrócić uwagę przy zakupie tego oleju:
  • by był to olej kosmetyczny, a nie spożywczy,
  • sprawdzić czy w składzie widnieje tylko 100% olej arganowy, występujący również pod nazwą Argania Spinosa (Argan) Nut Oil oraz czy jest to olej, a nie olejek (mieszanina różnych olejów),
  • o oryginalności produktu świadczą certyfikaty - unikajcie niecertyfikowanych produktów,
  • najlepiej, żeby był to produkt Fair Trade - pochodzący ze sprawiedliwego handlu.

Używałyście już olej arganowy ???
Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia z tym olejem 
i czy znacie jeszcze inne sposoby jak go można używać ???
Czytaj dalej »

26 stycznia 2013

BIOCHEMIA URODY - masło shea

Od producenta:
  • 100% naturalne
  • Nierafinowane, bez dodatków
  • Z ekologicznych, dzikich rejonów Afryki (Ghana - zachodnia Afryka)
  • Pozyskiwane tradycyjną, ręczną metodą wytwarzania
  • wyprodukowane bezpośrednio w Afryce
  • Zakupione na zasadzie sprawiedliwego handlu (Fair Trade)
  • Jest to produkt uniwersalny stosowany zarówno do pielęgnacji ciała, twarzy, wrażliwych okolic oczu, jak i delikatnej skóry dzieci.
  • Produkt ceniony za brak właściwości alergizujących.



Opakowanie: masło shea przychodzi do nas w plastikowym przyciemnionym opakowaniu. Na początku jest ono zabezpieczone taką twardą tekturką - nie wiem dokładnie co to jest, ale na pewno nie folia. Z początku dobrze wydobywa się produkt z tego opakowania, ale z czasem jest coraz gorzej. Masło jest twarde, trzeba coraz głębiej sięgać. Wolałabym, aby opakowanie było nieco niższe, ale za to szersze. Na opakowaniu znajduje się informacja jak przechowywać produkt (w ciemnym chłodnym miejscu), a także data ważności.


Konsystencja: w temperaturze pokojowej jest to twarde, żółto-beżowe masło. Jego struktura nie jest jednolita - jest taka lekko ziarnista. Pod wpływem ciepła, np. rąk, staje się rzadsze. W tedy też dobrze daje się rozprowadzić po skórze.

Zapach: zapach jest bardzo wyraźny i mocny. Niestety nie jest zbyt przyjemny. Mimo że używam je już dość długo wciąż nie mogę się do niego przyzwyczaić. Ciężko mi dokładnie scharakteryzować ten zapach. Producent opisuje go jako: "lekko orzechowo-drzewny".

Działanie: produkt ten ma wielorakie zastosowanie. Ja używałam go następująco:
  • na skórze suchej, a nawet wręcz przesuszonej - taką skórę mam zwłaszcza na kolanach, łokciach czy piętach. Tutaj sprawdza się świetnie. Skóra robi się odpowiednio nawilżona i miękka. 
  • jako balsam na resztę ciała - świetnie nawilża, ale pozostawia uczucie tłustości i lepkości na skórze przez długi czas. Błyskawicznie wchłaniało mi się tylko w miejsca bardzo przesuszone.
  • jako balsam na usta - świetnie regeneruje usta zimą.
  • jako krem do rąk - po rozsmarowaniu masła shęa na ciele, jego resztę wmasowuje w dłonie.
  • na uszy - zwłaszcza przed wyjściem na mróz.
  • czasem do zabezpieczania końcówek włosów - jednak jest to dość trudne, bo masło shea rozgrzane tylko pod wpływem ciepła rąk trudno się rozprowadza na włosach.  Poza tym nie zauważyłam, aby jakoś dobrze wpływało na moje włosy. Niestety w tym przypadku się u mnie nie sprawdziło.
  •  na moim kocie - który zimą na strasznie popękane poduszki pod łapami. Świetnie mu się zregenerowała skóra na nich.
Nie odważyłam się stosować je na całą twarz i pod oczy. Jego ogromną zaletą jest wydajność: aplikuję je od listopada i na chwilę obecną nawet nie zużyłam jego połowy. Podoba mi się w nim to, że przywraca skórze elastyczność i aksamitność, ma bardzo prosty i naturalny skład, nie uczuliło mnie, ani nie podrażniło.

Pojemność: 50g

Cena: 10,80zł

Skład: Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter
Czytaj dalej »

15 grudnia 2012

BIOCHEMIA URODY - olej monoi

Dzisiejszy post jest bardzo wyjątkowy - i to nawet aż z dwóch powodów. Po pierwsze jest to 300-setny post opublikowany na blogu. Brzmi nieźle :)) Taka okrągła liczba już ich się nazbierała. Drugi powód wyjątkowości tego posta jest taki, że dokonałam kosmetycznego odkrycia tego roku. Jest nim olej monoi, który stał się moim wielkim ulubieńcem. Żałuje, że wcześniej nie zaczęłam próbować różnych półproduktów, bo można niezłe perełki znaleźć.

 
Od producenta: 
MONOI - to unikalny, tradycyjny olej wywodzący się z rejonów wyspy Tahiti, produkowany ręcznie od zamierzchłych czasów przez ludy Polinezji, według ściśle określonej procedury. Monoi, w starym języku Tahitańskim, oznacza "perfumowany olej". Jest to produkt, który łączy w sobie właściwości pielęgnacyjne z wyjątkowym zapachem egzotycznych kwiatów.
Olej MONOI stanowi połączenie dwóch, naturalnych składników:
- ekstraktu z kwiatów Gardenii tahitańskiej, o egzotycznym zapachu oraz
- bazowego oleju kokosowego, tłoczonego na zimno z kopry, czyli suszonej na słońcu pulpy owocu palmy kokosowej.
Więcej informacji znajdziecie na stronie www.biochemiaurody.com.

Opakowanie: olej przychodzi do nas w plastikowym przyciemnionym opakowaniu - takim jak na pierwszym zdjęciu. Na początku jest ono zabezpieczone taką twardą tekturką - nie wiem dokładnie co to jest, ale na pewno nie folia. Moja część oleju znajduje się w innym opakowaniu - tym białym ze zdjęcia obok. Jak widać olej już mi się kończy.

Konsystencja: kremowa masa tłuszczowa o białym kolorze. Po podgrzaniu przyjmuje postać płynnego, lekko żółtego oleju.


Zapach: jest dość mocny. Bardzo mi się on podoba. Producent pisze o nim, że jest to "egzotyczny zapach kwiatów tahitańskiej gardenii, z nutą kokosową w tle".

Działanie: stosowałam go na trzy sposoby:
  •  jako maskę do włosów - podgrzewałam jego porcję, aby przybrał postać płynną, rozprowadzałam go na suche włosy, zawijałam je w foliowy czapek i trzymałam na włosach około godziny. Następnie myłam włosy szamponem. Producent podaje, że można go stosować również na końcówki włosów i zostawić bez spłukiwania. U mnie ten sposób się nie sprawdził - włosy wyglądały po nim jakby były przetłuszczone. Dlatego wolę go zmyć. Olej spisuje się na moich włosach świetnie. Odpowiednio zregenerował moje przesuszone włosy. Stały się one teraz bardziej nawilżone. A także są takie sypkie i miękkie w dotyku. Moje włosy znoszą również bardzo dobrze olej kokosowy - tak się składa, że olej monoi ma go też w swoim składzie.
  • bezpośrednio na skórę jako balsam - w tym przypadku nie trzeba podgrzewać tego oleju, ponieważ nawet gdy ma konsystencję stałą również da się go zaaplikować na skórę - topi się przy kontakcie z ciepłem skóry. Olej monoi świetnie nawilża skórę, ale dość długo się wchłania. Producent podaje opcję, że można go mieszać również z balsamem do ciała lub kremem do twarzy. Ja tego nie próbowałam, bo wolę sam olej monoi, który dodatkowo służy jako delikatne perfumy w kremie, ponieważ jego zapach utrzymuje się jeszcze przez pewien czas na skórze.
  • jako dwufazowy nawilżacz - w tym przypadku stosuje się go z wybranym żelem hialuronowym. Tak się złożyło, że akurat mam taki żel, wiec postanowiłam wypróbować i ten sposób. Na oczyszczoną skórę twarzy wsmarowuję trochę oleju monoi, czekam kilka minut, a następnie aplikuję warstwę żelu hialuronowego - dobrze wszystko wmasowuję i wklepuje w skórę. Takiego poziomu nawilżania mojej skórze nie dostarczył jeszcze żaden krem, który do tej pory stosowałam. Sam olej monoi bardzo długo się wchłania, a z żelem to po prostu błyskawicznie. Po paru chwilach mogę nakładać na nie podkład, ponieważ świetnie nadaje się pod makijaż. Dodatkowo strefa T wolniej mi się przetłuszcza, a policzki są mniej przesuszone, bo dostarczam im odpowiedni poziom nawilżenia.
Podsumowując: nie wiedząc czy się u mnie sprawdzi kupiłam go na pół. Olej monoi nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Stal się on jednym z moich ulubionych olei i zapewne zakupię następne jego opakowanie - tym razem całe. Olej ten jest też dobry pod tym względem, że może być stosowany na całe ciało, także okolice oczu, szyję, dekolt czy włosy.

Pojemność: 50 ml - ja mam pół z tego

Cena: 12,60 zł

Skład: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Tiare (Gardenia Tahitensis) Flower Extract.
Czytaj dalej »

22 października 2012

Będę bawić się w małego chemika :))

Przyszła do mnie kolejna paczka z zamówionymi półproduktami. Jest to wynik zbiorowej ciekawości kilku osób, które naczytały się recenzji i postanowiły wypróbować te wszystkie cudeńka. Tym razem wybrałyśmy półprodukty z oferty Biochemii Urody. Część tych produktów kupiłyśmy na pół, bo zdarzyło się już, że wychwalany kosmetyk się nie sprawdził.


A oto moja część z tego zamówienia:

Nazwa Produktu
Cena
Ilość
Żel hialuronowy z alantoiną i pantenolem 5% - 55ml
16.50 zł
1
Tonik z kwasami AHA/BHA 10% - 110 g
18.80 zł
pół
Olej MONOI - 50 ml
12.60 zł
pół
Masło SHEA - 50 g
10.80 zł
1
Puder bambusowy (jedwab+owies) - 65 ml
17.80 zł
pół
Hydrolat z kwiatu pomarańczy - 200 ml
15.90 zł
pół
Konserwant NATURALNY EKO - 8 g
7.90 zł
pół
Hydrolat z róży damascena - 200 ml
16.90 zł
pół
Glinka biała - 80 ml
5.50 zł
pół

Teraz pozostaje tylko próbować jak się u mnie sprawdzą ;))

P.S. W małego chemika bawiłam się dokładnie przed chwilą, ponieważ koleżanka prosiła mnie, aby ukręcić jej krem łagodzący z Lukrecją, który zamówiła. Mi do zmieszania zostaje jeszcze żel hialuronowy z alantoiną i pantenolem oraz tonik z kwasami AHA/BHA. Ale na to nie mam już dziś czasu.
Czytaj dalej »

27 września 2012

Petroleum D5 + olejek pichtowy = koniec z zaskórnikami i pryszczami ???

Od pewnego czasu na wielu blogach pojawiają się wątki o domowym zwalczaniu zaskórników tonikiem pichtowym. Również i ja postanowiłam go wypróbować.


W tym celu zaopatrzyłam się w :
- olejek pichtowy 8 zł
- petroleum D5 9,99 zł

W wielu mieszankach bloggerki stosują naftę kosmetyczną. Jednak ja - po rozmowie z aptekarką - zdecydowałam się na petroleum D5. Czemu ??? Ponieważ petroleum to też nafta, tylko że destylowana (czysta). Ma właściwości lecznicze, można je nawet pić. Poza tym znalazłam również taką informację, że:
- nafta nada się idealnie do skór suchych, bo je nawilży,
- petroleum jest lepsze dla skór tłustych i mieszanych.

Składniki zmieszałam w proporcji  1:4, czyli 10 ml olejku pichtowego z 40 ml petroleum. Mieszankę trzeba przed użyciem wstrząsnąć, ponieważ składniki nie łączą się ze sobą trwale. Po zmieszaniu tonik pichtowy wygląda tak jak na zdjęciu poniżej. Jak widzicie zostało mi go już niewiele.


Przeglądając różne posty na temat toniku pichtowego znalazłam informacje, że mieszanka ta ma za zadanie: pozbyć się trądziku, oczyścić pory, rozmiękczyć naskórek, zahamować wydzielanie gruczołów łojowych, wysuszać wypryski, zwężać pory, rozjaśniać przebarwienia potrądzikowe. Używa się jej jak zwykłego toniku - po demakijażu, a przed kremem. 

Żywiłam wielkie nadzieje wobec tego toniku pichtowego, ale po stosowaniu go przez 4 tygodnie mam mieszane uczucia co do niego. Co prawda odnoszę wrażenie, że skóra jest po jego użyciu dobrze oczyszczona. Po pierwszych użyciach wacik był bardzo brudny, teraz już coraz mniej. Jednak jeśli chodzi o ogólny stan mojej skóry, to nie jest ona w lepszym stanie. Częściowo z powodu stresu przed weselem, a częściowo po używaniu tego toniku miałam wzmożony wysyp pryszczy, które do tej pory mi się goją. Ilość zaskórników jakoś mi się nie zmniejszyła, pory nie zwęziły, przebarwienia potrądzikowe nie rozjaśniły. Może miesiąc używania toniku pichtowego to zbyt krótko, aby zaserwować zmiany, jednak ja następnej porcji robić nie zamierzam. Głównie jest to spowodowane bardzo intensywnym, charakterystycznym zapachem olejku pichtowego. Lubię różne ziołowe zapachy, ale do tego przyzwyczaić się nie mogę. Nawet mój mąż - jak użyję tego toniku - zaraz się pyta: "czym ty się znowu nasmarowałaś ?? Jak to czuje, to spać nie mogę" (bo używam tego toniku głównie na noc). Poza tym zdarza mi się, że w trakcie przemywania skóry tym tonikiem w niektórych miejscach mnie ona piecze i szczypie
Mieszanka ta nie powaliła mnie na kolana swoim działaniem. Jak tylko ją skończę, to nie zamierzam robić kolejnej porcji. Jednak na szczęście znalazłam inny sposób, aby dobrze oczyścić twarz, a przy tym nie ma tak intensywnego zapachu. Jest to mydło Aleppo, ale o nim dokładniej napiszę innym razem.
Czytaj dalej »

12 lipca 2012

Pierwsze wrażenia po używaniu produktów z ZSK

Nie używałam jeszcze wszystkiego co zamówiłam. Stosuję jeden produkt przez pewien czas. Nie robię z nich jeszcze żadnych wieloskładnikowych mikstur, bo chcę zobaczyć jak działają na mnie osobno. Produkty, które do tej pory używałam to:


- hydrolat lawendowy-bułgarski - miałam jego odlewkę pojemności 100 ml, dlatego nie znajduje się on w oryginalnej butelce. Zostało mi go już niewiele, bo bardzo polubiłam go używać. Głównie dlatego, że działa na moją skórę uspokajająco. Reguluje też wydzielanie sebum w strefie T. Jego jedyną wadą jest zapach - mocny, okropny, duszący.











 - olejek z drzewa herbacianego naturalny - od kiedy go wypróbowałam nie dziwię się już czemu te wszystkie osoby, które go używały, tak go chwaliły. Teraz i ja należę do grona osób zadowolonych z jego działania. Olejek ten może być stosowany bez rozcieńczania, ale w ten sposób za bardzo wysuszał mi skórę. Kilka jego kropli dolałam do hydrolatu lawendowego i tą miksturą przemywam miejsca, gdzie wyskakują mi pryszczyki. Najgorszy ich wysyp mam na plecach - czym się bardzo martwię, bo jak mam nosić suknię z odkrytymi plecami z takim wysypem ?? Leczyłam to u dermatologa i nic. Aż dopiero z pomocą przyszedł mi olejek z drzewa herbacianego i wszystko ładnie zaczyna się goić, uspokajać i nie pojawia się nic nowego.





- olej awokado organiczny - tego olejku też mam odlewkę i nie znajduje się on w oryginalnym opakowaniu. Ma ciemnozielony kolor. W temp. pokojowej ma formę płynną. Po wstawieniu do lodówki przyjmuje konsystencję stalą - wygląda w tedy jak krem. Jest bezzapachowy. Olej ten może być stosowany bezpośrednio na skórę. Bardzo podoba mi się to jak świetnie nawilża, odżywia, regeneruje i pielęgnuje skórę. Nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Jedyną jego wadą jest to, że bardzo długo się wchłania. Ale jest na to sposób - gdy mieszałam go z kwasem hialuronowym wchłaniał się w skórę dużo szybciej.


- olej z pachnotki organiczny - na początku ciężko było mi się przyzwyczaić do jego zapachu, bo jest intensywny i charakterystyczny dla tego olejku - w sumie ciężko mi go opisać. Po prostu trzeba go powąchać. Po pewnym czasie jednak chyba uzależniłam się od tego zapachu, bo jak nie używam olejku z pachnotki, to mi go brakuje. Również z działania tego oleju jestem zadowolona. Stosowałam go głównie z myślą o wypryskach - na jedne działał tak, że przyspieszał ich gojenie, a inne (te podskórne) "wyciągał na wierzch". Jego wadą możne być to, że brudzi ubrania czy też poszewki na żółto.







- potrójny kwas hialuronowy 1,5% - jest to bezbarwna, przezroczysta ciesz o konsystencji żelu. Raczej bezzapachowa. Jak na razie mam co do niego mieszane uczucia. Ani mnie nie zachwyciło jego działanie, ani też nie podrażnił mnie czy uczulił. Mieszam go z różnymi kremami i na razie będę jeszcze dalej próbować go używać.












- spirulina - ten ciemno-zielony proszek ma faktycznie obrzydliwy zapach. Jak na razie to muszę przyznać, że nienawidzę używać spiruliny i nie wiem co w niej takiego dobrego. Gdy używałam jej na włosy, to ciężko było ją potem z nich wypłukać. Gdy używałam ją na twarz to mnie podrażniała - wyskakiwały mi czerwone gule na policzkach, cała twarz była zaczerwieniona, a po pierwszym użyciu wyskoczyło mi 6 podskórnych wyprysków na czole. Czoło bolało mnie okropnie - do dziś jeszcze jeden został mi do wyleczenia. Boję się jej dalej używać.
Czytaj dalej »