29 marca 2020

NABLA - wielofunkcyjna kredka Magic Pencil

Już od dawna szukałam dobrej kredki do rozświetlania wodnej linii oka. Bardzo trudno było mi znaleźć taką, która będzie odpowiednio miękka, a zarazem trwała. Mój problem z liniami wodnymi oczu jest taki, że są one bardzo trudne do pomalowania. Kredki, które do tej pory używałam nie chciały się ich czepić, albo znikały po kilku mrugnięciach okiem. Straciłam już nadzieję, że uda mi się znaleźć dobrą i trwałą kredkę. Wtedy zaczęły się pojawiać recenzje Magic Pencil marki NABLA. Postanowiłam wypróbować i okazało się, że natrafiłam na świetną perełkę. 


Jest to wielofunkcyjna, wodoodporna kredka. Może być wykorzystywana nie tylko do podkreślenia linii wodnej oka, ale również do rozświetlenia łuku brwiowego oraz kącika oka, zaznaczenia konturu ust, a także pełnić rolę eyelinera. Występuje w 3 kolorach. Jako, że mam bardzo jasną karnację wybrałam odcień najjaśniejszy, czyli LIGHT NUDE. Odkąd ją mam nie wyobrażam sobie makijażu oka bez cielistej kredki. Pomalowanie nią linii wodnej odświeża spojrzenie i powiększa oko. Ta kredka ma piękny kolor, który wygląda bardzo naturalnie, dobrze się nią maluje, a do tego jest bardzo trwała. 


Używam Light Nude już od prawie roku. Jednak dopiero niedawno wpadłam na pomysł, że może wypróbować też nieco ciemniejszy kolor z oferty Magic Pencil, czyli NUDE. Ten odcień jednak był wykupiony. Został tylko ten najciemniejszy DARK NUDE. Trochę się obawiałam czy nie będzie za ciemny, ale postanowiłam zaryzykować. O dziwo ten kolor również wygląda łądnie na linii wodnej oka. Nie do wszystkich makijaży pasuje ten najjaśniejszy odcień. Sięgam wtedy chętnie po ten ciemny. Wychodzi na to, że czasem trzeba poeksperymentować i dzięki temu odkryć nowy efekt w makijażu. 


Lubię te kredki za ich trwałość. Trzymają się dobrze na linii wodnej oka, ciężko było mi je też zmyć z dłoni po zrobieniu swatchy. Są bardzo miękkie, co jest zarazem ich plusem i minusem. Świetnie się rozprowadzają na skórze, ale ciężko jest je naostrzyć. Po zatemperowaniu są zaokrąglone, nie udało mi się uzyskać ostrego końca. Magic Pencil kosztuje 32,90 zł, jednak ja kupuję je jak są na promocji - ostatnio na przykład za 28,05 zł.  

Mieliście Magic Pencil od Nabli?
Jakie cieliste kredki Wy używacie?
Czytaj dalej »

22 marca 2020

HEAN - puder pod oczy Lightening Secret

Kosmetyk ten zbiera skrajne opinie - jedni go uwielbiają, inni za nim nie przepadają. Ja należę do osób, które wolą same przekonać się o danym kosmetyku i wyrobić sobie swoją opinię, dlatego z ciekawości kupiłam puder pod oczy Lightening Secret marki HEAN. Czy było warto? - o tym poniżej.


Jest to pierwszy puder dedykowany obszarowi pod oczy, który stosuję. Do tej pory używałam w te okolice tych samych produktów co i do reszty twarzy. Wiadomo jednak, że skóra pod oczami jest delikatniejsza, dlatego dobrze, że powstały pudry odpowiednio do niej przeznaczone. Leghtening Secret mieści się w opakowaniu pojemności 4,5 g. Jego cena (w zależności gdzie go kupujemy) waha się od 20 do 30 zł. Znajduje się w standardowym jak na pudry opakowaniu - z przekręcaną osłonką z dziurkami, przez które wysypuje się puder. 


Puder jest mocno zmielony, w dotyku gładki i aksamitny. W opakowaniu ma biały kolor, ale na skórze staje się transparentny. Dlatego nie ma się co obawiać - nie bieli skóry. Jego zaletą też jest to, że nie przyciemnia korektorów. Jedyne na początku martwiło mnie to, że zawiera bardzo dużo maleńkich, błyszczących drobinek. Trochę się przestraszyłam, że będą za bardzo się błyszczeć i sprawiać wrażenie, że ma się brokat pod oczami. Jednak nic z tego się nie dzieje. Po aplikacji na skórze delikatnie ją rozjaśnia i rozświetla. 


Nie dziwię się, że wiele osób go lubi - ja też do nich należę. W stosunkowo niskiej cenie otrzymujemy dobry produkt. Świetnie nadaje się do codziennego stosowania, ponieważ nie obciąża skóry pod oczami, ani jej nie przesusza. Nie podkreśla również nadmiernie zmarszczek. Na początku musiałam wyczuć jak go używać - jak każdy nowy produkt. Najbardziej lubię aplikować go za pomocą małego puchatego pędzla np. Kavai numer K60. Najlepiej w niewielkiej ilości i nie wklepywać, tylko lekko omieść skórę. Nie sprawdził się aplikowany gąbką - zbyt mocne dociskanie powoduje bielenie i ściągnięcie skóry. Może dlatego niektórzy go nie polubili, ponieważ próbowali go aplikować metodą bakingu. 


Zawiera w składzie krzemionkę (silica) i to już na drugim miejscu. Jest to bardzo ważna informacja, ponieważ puder ten będzie powodował efekt flashback, czyli na zdjęciach z lampą błyskową będzie mocno odbijał światło tworząc białe plamy pod oczami. Puder ten dobrze się sprawdzi na co dzień, ale gdy będziemy mieć robione zdjęcia trzeba pamiętać, aby go nie używać. 

Skład INCI: Talc, Silica, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, HDI/Trimethylol, Hexyllacetone Crosspolymer, Polymethyl Methacrylate, Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Trimethylsiloxysilicate, Mica, Synthetic Fluorphlogopite, Phenoxyethanol, Sclerocarya Birrea (Marula) Oil, Tocopheryl Acetate, Ethylhexylglycerin, [+/- CI 77891]

Mieliście ten puder?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

15 marca 2020

KLEPACH PRO - pigment do powiek z serii UltraKameleon

Ostatnio skupiłam się głównie na kosmetykach pielęgnacyjnych. Dziś natomiast chciałabym zaprezentować ciekawy pigment, który niedawno odkryłam. Z tego co słyszałam, to pigmenty te są bardzo popularne za naszą wschodnią granicą. U nas dopiero powoli stają się znane. Ja dowiedziałam się o nich z filmików na YT. A że jestem sroką i uwielbiam wszystko co się błyszczy, to postanowiłam wypróbować. 


Na początek kupiłam tylko jeden pigment z serii UltraKameleon. Po pierwsze dlatego, że jest jeszcze mało opinii o nich u nas. Jestem nimi zaciekawiona - może później dokupię ich więcej. A poza tym są dość drogie. Pigment pojemności 0,4 g kosztuje ok. 36 zł. Ja kupiłam mój na promocji za około 31 zł. Jednak nadal uważam, że to sporo, dlatego mam tylko jeden.


Ciężko było mi się zdecydować, który kolor wybrać, ponieważ występują w wielu pięknych odcieniach. Dlatego postawiłam na taki, który będzie neutralny i pasujący do różnych makijaży. Padło na odcień numer 719. W opakowaniu wygląda na brązowy. Jednak po aplikacji na powiekę ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Jest to kolor różowy mieniący się na złoto. Ja bardzo lubię takie odcienie. Z oferty pigmentów podoba mi się też numer 710, 711 i 720.


Pigment ten charakteryzuje się dobrą pigmentacją i wysoką jakością. Daje piękny efekt, który można różnicować. Gdy chcę, aby był intensywny aplikuję go na bazę np. Glitter Primer z Nyx. Podbija to kolor pigmentu, a także jego trwałość. Tworzy się wtedy z niego piękna tafla. Jednak nie zawsze pasuje taki efekt. W makijażu na co dzień lubię czasem użyć po prostu sam pigment (bez bazy), tak delikatnie, aby uzyskać tylko taki mały błyszczący akcent. 


UltraKameleon znajduje się w plastikowym, zakręcanym słoiczku. Posiada sypką formułę. Wygodnie nabiera się go z tego małego słoiczka. Ja aplikuję go palcem - tak się jakoś nauczyłam używać pigmenty. Wtedy mam dobre wyczucie jak go rozłożyć na powiece. Jednak można też robić to za pomocą pędzla z syntetycznego włosia.

Słyszeliście o pigmentach Klepach Pro? 
A może je mieliście?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

9 marca 2020

IOSSI - Intensywnie regenerujące serum na noc

Kosmetyki Iossi przewijały się na wielu blogach i filmach na YT. Niby wiedziałam o istnieniu tej marki, ale jakoś wcześniej nie zainteresowałam się nią. Od pewnego czasu staram się zmienić kosmetyki, które używam, stawiając na te naturalne. Fajnie też byłoby, gdyby firma była polska, ponieważ chcę wspierać nasze marki. Tym oto sposobem kupiłam swój pierwszy kosmetyk marki Iossi, czyli Intensywnie regenerujące serum na noc.


Występuje ono w dwóch pojemnościach: 10 i 30 ml. Pod względem ceny bardziej opłaca się brać większą, bo kosztuje 89 zł. Ja jednak nie wiedziałam jak się ten produkt sprawdzi i wolałam kupić tą mniejszą buteleczkę, której cena to 44 zł. Producent zaleca, aby używać je w niewielkiej ilości (2-3 krople). Ja użynam nieco więcej, bo 5-6 kropli (na twarz, szyję i dekolt). Mimo to jest ono wydajne. Jednak należy pamiętać, aby zużyć je w przeciągu 4 miesięcy. Ja moje serum stosuję już miesiąc, a zużycie mam niewielkie. Powinnam wyrobić się w zalecanym terminie, jednak z tą większą pojemnością miałabym już problem. 


Serum to używa się bardzo wygodnie, ponieważ mieści się w buteleczce z pipetką. Dzięki temu jestem w stanie odmierzyć odpowiednią ilość kropli. Nic się nie rozlewa, nie marnuje, ani nie wylewa za dużo. Buteleczka jest szklana i przyciemniana. Produkt stosuję w ten sposób, że aplikuję serum bezpośrednio na dłonie i delikatnie wmasowuję w oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Serum ma intensywnie pomarańczowy kolor, który przez pewien czasu utrzymuje się na skórze. Nie trwa to długo - tylko do momentu wchłonięcia. Jeśli chodzi o jego zapach jest on przyjemny, taki nieco orientalny. Na serum aplikuję potem jeszcze krem nawilżający.


Marka Iossi ma kilka rodzajów serum w swojej ofercie, ja wybrałam to, ponieważ przeczytałam, że ma najlepsze właściwości nawilżające, regenerujące, odżywcze i przeciwzmarszczkowe. Po miesiącu regularnego używania mogę stwierdzić, że tak właśnie jest. Jedynie właściwości przeciwzmarszczkowe można ocenić dopiero w dłuższej perspektywie, ale pozostałe zaobserwowałam. Nie mogę wszystkich zalet przypisać tylko temu serum, ponieważ równolegle z nim stosuję również dobre kremy nawilżające (pisałam o nich tutaj). Ich współdziałanie daje fajne rezultaty. Moja mieszana skóra uspokaja się, miejsca suche są bardziej nawilżone, a tłusta strefa T nie przetłuszcza się tak jak kiedyś. Moja skóra wreszcie zmierza w kierunku, aby stać się jak najbardziej zbliżona do normalnej. 


Jego skład jest bardzo dobry. Główne składniki w nim zawarte to: jojoba, winogrona, wiesiołek, baobab, ogórecznik, zarodki pszenicy, dzika róża, rokitnik, naturalna witamina E, witamina C, paczuli, mirra, cedr, kadzidłowiec, cynamon, lawenda, kocanka, nagietek. Widać tu sporo olejków, ale są one bardzo dobrze wchłaniane. Jest to produkt przeznaczony do stosowania na noc, aby dać możliwość skórze się uspokoić i zregenerować.

SKŁAD INCI: Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Vitis Vinifera Seed Oil, Oenothera Biennis Oil, Adansonia Digitata Seed Oil, Borago Officinalis Seed Oil*, Triticum Vulgare Germ Oil, Rosa Canina Fruit Oil*, Squalane, Helianthus Annuus Seed Oil & Beta-Carotene, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Natural Mixed Tocopherols & Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Pogostemon Cablin Oil, Commiphora Myrrha Oil, Cedrus Atlantica Bark Oil, Boswellia Carterii Oil, Cinnamomum Zeylanicum Leaf Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Helichrysum Italicum Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Benzyl Benzoate**, Cinnamal**, Eugenol**, Limonene**, Linalool**.
*składniki pochodzące z certyfikowanych upraw organicznych
**naturalne składniki olejków eterycznych


Jestem bardzo zadowolona z Intensywnie regenerującego serum na noc. Jak go zużyję, to bardzo chętnie przetestuję inne serum tej marki: nawilżające lub rozświetlające - jeszcze się nie zdecydowałam które. Spodobał mi się również program ZeroWasteByIossi. Polega on na tym, że można zwracać opakowania po wszystkich produktach tej marki do partnerów, zwrócić podczas targów lub odesłać do producenta. Po odebraniu opakowań firma wysyła na adres e-mail specjalny kod na kolejne zamówninie. Po jego wpisaniu do zamówienia zostanie dodane małe serum do twarzy i torebka nasion do wysiania.

Mieliście to serum?
Co o nim sądzicie?
A może mieliście pozostałe sera z oferty tej marki?
Czytaj dalej »

1 marca 2020

SHY DEER - polska marka kosmetyków naturalnych. Czy warto wypróbować?


Sami o sobie piszą, że: "Shy deer to nieśmiały młody jeleń, który jest dla nas symbolem młodości, niewinności i  kontaktu z naturą, której bliskości niejednokrotnie nam w życiu codziennym brakuje. Naszym celem jest dostarczenie najlepszych właściwości płynących z dobrodziejstw pochodzenia roślinnego w formie produktów do pielęgnacji. Zależy nam, aby używając ich móc poczuć się bliżej natury i za ich sprawą wyglądać i czuć się młodziej i piękniej. Warto pamiętać, że jeleń jest zwierzęciem roślinożernym – chcemy tym podkreślić, że kosmetyki shy deer są odpowiednie dla wegan i wegetarian". Bardzo zaciekawiła mnie ta marka kosmetyczna, dlatego na początek kupiłam trzy kosmetyki spośród ich asortymentu.


LEKKA EMULSJA 2 w 1

Przeznaczona jest do oczyszczania i demakijażu do każdego rodzaju skóry. Ja mam cerę mieszaną i dobrze sprawdza się w jej oczyszczaniu, ponieważ nie przesusza miejsc gdzie skóra jest sucha, a zarazem nie potęguje nadmiernego wydzielania sebum w strefie T. Bardzo polubiłam stosować ją do mycia i odświeżania skóry. Lekka emulsja 2 w 1 ma lekką i płynną konsystencję. Po zmyciu nie zostawia tłustej warstwy na skórze - z czego jestem bardzo zadowolona. Jest  wydajna, ponieważ do demakijażu wystarczy jedna jej pompka. Używam jej od listopada zeszłego roku, czyli już 4 miesiące, a wciąż jeszcze ok. 1/4 opakowania mi zostało.


Stosuję ją w ten sposób, że najpierw zwilżam skórę wodą. Emulsję aplikuję na dłonie (nie na wacik), ponieważ zwiększa to jej wydajność. Rozprowadzam i rozmasowuję ją po całej skórze, aż do momentu rozpuszczenia makijażu. Świetnie nadaje się też do demakijażu okolic oczu, ponieważ jest bardzo delikatna i nie powoduje szczypania. Następnie przemywam twarz wodą. Potem używam jeszcze żelu do mycia, ale jest to produkt innej firmy - napisze o nim innym razem, ponieważ też jest wart uwagi.

Dodatkowo emulsja ta ma bardzo dobry skład. Zawiera m. in.: olej słonecznikowy, hydrolat z lawendy, olej z pestek malin, witaminę E. Opakowanie pojemności 200 ml kosztuje ok. 60 zł. Ja zapłaciłam za nie mniej, bo załapałam się na promocję, czyli 44,39 zł.

SKŁAD INCI: Aqua*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Water*, Pelargonium Graveolens (Geranium) Flower Water*, Propanediol**, Palm Kernel/Coco Glucoside*, Isoamyl Laurate (and) Isoamyl Cocoate*, Glycerin*, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil*, Sorbitan Laurate (and) Polyglyceryl-4 Laurate (and) Dilauryl Citrate**, Citrus Sinensis (Orange) Peel Oil*, Morinda Citrifolia Fruit Powder Extract*, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil*, Tocopherol*, Sodium Hyaluronate**, Parfum*, Benzyl Alcohol (and) Salicylic Acid (and) Glycerine (and) Sorbic Acid**, Xanthan Gum*, Lactic Acid*, Limonene***, Citral***
*Składnik pochodzenia naturalnego
**Składnik certyfikowany jako organiczny
*** Składnik naturalnego olejku eterycznego

NATURALNY KREM 
DO SKÓRY SUCHEJ I NORMALNEJ

Krem ten przeznaczony jest do skóry suchej. Właśnie takie kremy lubię stosować w okresie jesienno-zimowym do mojej skóry mieszanej, ponieważ intensywnie nawilżają skórę. Używałam go przez zimę, dzięki czemu nie odczuwałam nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia skóry. Dodatkowo krem ten eliminował szorstkość i łuszczenie. Miał on konsystencję taką jakby piankową, ale dość treściwą.


Można go stosować zarówno na dzień jak i na noc. Ja tak właśnie robiłam. Rano używałam go w mniejszej ilości - gdyż wtedy szybciej się wchłaniał i stanowił świetne przygotowanie skóry pod makijaż. Wieczorem aplikowałam już standardową ilość kremu, dzięki temu skóra przez noc mogła się zregenerować. Pisze o nim w czasie przeszłym, ponieważ już go zużyłam. Wystarczył mi na 3 miesiące codziennego stosowania rano i wieczorem. Zostawiłam sobie tylko opakowanie do zrobienia zdjęć i napisania o nim na blogu. Krem ma pojemność 50 ml i standardowo kosztuje ok. 80 zł - ja kupowałam go na promocji za 59,19 zł.

SKŁAD INCI: Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Water*, Pelargonium Graveolens (Geranium) Flower Water*, Propanediol**, Cetearyl Olivate (and) Sorbitan Olivate**, Glycerin**, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*,  Aqua*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Caprylic/Capric Triglyceride (and) Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Extract*, Isoamyl Laurate (and) Isoamyl Cocoate*, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate**,  Cetyl Alcohol**, Citrus Sinensis (Orange) Peel Oil*, Stearic Acid*, Squalane*,  Morinda Citrifolia Fruit Powder Extract*,  Acai Fruit Powder Extract*, Rubus Fruticosus (Blackberry) Fruit Powder Extract*, Saccharide Isomerate (and) Aqua (and) Citric Acid (and) Sodium Citrate**, Tocopherol*, Sodium Lactate***, Sodium Hyaluronate**, Benzyl Alcohol (and) Salicylic Acid (and) Glycerin (and) Sorbic Acid**, Xanthan Gum*, Parfum*, Limonene****, Citral****
*Składnik pochodzenia naturalnego
**Składnik certyfikowany jako organiczny
***Składnik akceptowany w kosmetykach naturalnych
****Składnik naturalnego olejku eterycznego

NATURALNY KREM 
DO SKÓRY MIESZANEJ I TŁUSTEJ

Od lutego używam Shy Deer w wersji do skóry mieszanej i tłustej. Chciałam wypróbować kolejny krem z oferty tej marki. Tym razem wybrałam ten dedykowany typowo do mojej skóry mieszanej. Jestem z niego równiez zadowolona jak z tego do skóry suchej.


Odpowiednio nawilża skórę, a przy tym normalizuje procesy wydzielania sebum. Pozostawia efekt gładkiej i matowej skóry. Stosuję go rano i wieczorem - tak samo jak powyżej opisywany krem. Dobrze nadaje się pod makijaż.


Jest bardzo wydajny. Zużyłam na razie 1/3 opakowania. Powinien mi jeszcze wystarczyć na mniej więcej 2 miesiące regularnego stosowania. Opakowanie pojemności 50 ml kosztuje ok. 80 zł - ja kupiłam go na promocji. Jest to dość drogo, ale biorąc pod uwagę jego wydajnośc i skład myslę, że warto wypróbować.

SKŁAD INCI: Pelargonium Graveolens (Geranium) Flower Water*, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Water*, Propanediol**, Cetearyl Olivate (and) Sorbitan Olivate**, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Caprylic/Capric Triglyceride (and) Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Extract*, Isoamyl Laurate (and) Isoamyl Cocoate*, Glycerin**, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate**, Aqua*, Silica*, Cetyl Alcohol**, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Glycerin (and) Aqua (and) Echinacea Purpurea Extract*, Citrus Sinensis (Orange) Peel Oil*, Stearic Acid*, Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Powder Extract*, Rubus Fruticosus (Blackberry) Fruit Powder Extract*, Tocopherol*, Squalane*, Sodium Hyaluronate**, Sodium Lactate***, Benzyl Alcohol (and) Salicylic Acid (and) Glycerin (and) Sorbic Acid**, Parfum*, Xanthan Gum*, Limonene****, Citral****
*Składnik pochodzenia naturalnego
**Składnik certyfikowany jako organiczny
***Składnik akceptowany w kosmetykach naturalnych
****Składnik naturalnego olejku eterycznego

PODSUMOWANIE

Jestem bardzo zadowolona z działania tych kosmetyków. Odpowiednio nawilżają, a także normalizują procesy wydzielania sebum. Mają przyjemny zapach cytrusów. Odkąd je stosuję zauważyłam, że moja skóra zmieniła się na lepsze. Zawsze miałam problemy z przetłuszczającą się strefą T. Teraz moja mieszana skóra, dzięki odpowiednio dobranej pielęgnacji już tak nie szaleje - z mieszanej staje się powoli typem normalnym. 

Używaliście kosmetyków marki Shy Deer?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

23 lutego 2020

ORIFLAME - kojący krem do rąk z olejkiem z arniki

Kupiłam go już chwilę temu - jak był nowością w ofercie marki Oriflame. Jego zapowiedzi były bardzo ciekawe. Miał to być "kojący krem do rąk z olejkiem z arniki i mieszanką składników nawilżających". Nie spodziewałam się po nim nie wiadomo jakich efektów, jednak liczyłam na to, że okaże się całkiem przyzwoity. Czy tak się stało - zapraszam do dalszej części posta. 


Krem znajduje się w wygodnej do wyciskania, miękkiej tubce. Opakowanie wizualnie prezentuje się ładnie. Utrzymane jest w żółto zielonej kolorystyce z widniejącymi na tubce kwiatami arniki górskiej. Produkt ma lekką konsystencję i nieco żółte zabarwienie. Jego zapach właściwie jest prawie wcale niewyczuwalny.


Jeśli chodzi o działanie - jest to taki typowy, lekki krem. Jego cechą charakterystyczną jest to, że szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy. Gdy ktoś szuka treściwego i mocno nawilżającego kremu, to z tego nie będzie zadowolony. Produkt marki Oriflame to taki typowy do stosowania, gdy po posmarowaniu rąk chcemy, aby szybko się wchłonął i nie był wyczuwalny na skórze. Nie jest zbyt regenerujący, daje tylko chwilowy efekt ukojenia - można by go używać nawet i co pół godziny, a i tak skóra bardziej nawilżona nie będzie. Dlatego ja noszę go ze sobą w torebce, bo świetnie sprawdza się do biura, gdy potrzebuję, aby krem szybko się wchłaniał w skórę i nie był tłusty. W domu mam inny krem - taki typowy mocno nawilżający na noc. 


Niestety jego skład jest średni. Wymieniony w nazwie ekstrakt z arniki jest na samym końcu (Arnica Montana Flower Extract), czyli nie ma żadnych szans, aby zadziałać. A szkoda, ponieważ jest to bardzo fajny składnik. Inne substancje nawilżające są wyżej, ale też nie za wysoko. Krem w cenie standardowej kosztuje ok. 17 zł. Uważam, że nie jest wart tej ceny. Gdyby ktoś chciał go kupić, to najlepiej czekać na promocje. 

Skład INCI: AQUA, GLYCERIN, ETHYLHEXYL PALMITATE, STEARYL ALCOHOL, CETYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, DIMETHICONE, CARBOMER, IMIDAZOLIDINYL UREA, METHYLPARABEN, CETEARETH-20, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, PARFUM, PROPYLPARABEN, STEARIC ACID, PALMITIC ACID, SODIUM HYDROXIDE, SODIUM CETEARYL SULFATE, TOCOPHERYL ACETATE, GLYCINE SOJA OIL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, COUMARIN, LINALOOL, ARACHIDIC ACID, LAURIC ACID, MYRISTIC ACID, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, PHENOXYETHANOL, ARNICA MONTANA FLOWER EXTRACT, TOCOPHEROL, CI 15510, CI 19140.

Mieliście ten krem?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

16 lutego 2020

ORIENTANA - bio kosmetyki do demakijażu twarzy i oczu: olejek i pianka

W poszukiwaniu kosmetyków do demakijażu z fajnym składem sięgnęłam po dwa produkty marki Orientana: odżywczy bio olejek do demakijażu twarzy i oczu oraz nawilżającą bio piankę do mycia twarzy. Producent zaleca stosować je w duecie - tak też uczyniłam. Kosmetyki te już zużyłam, obecnie mam inne, jednak myślę, że warto poświęcić im chwilę czasu. Są to kosmetyki wegańskie i nietestowane na zwierzętach.


Krok pierwszy to: odżywczy bio olejek do demakijażu twarzy i oczu MIODLA INDYJSKA. Ma on pojemność 150 ml i kosztuje ok. 60 zł. Stosuje się go w bardzo prosty sposób - nanosi na dłonie, a potem kolistymi ruchami masuje skórę. Następnie zmywa ciepłą wodą. Przeznaczony jest do każdego typu cery. Moja mieszana skóra dobrze go znosiła. Skutecznie zmywa makijaż i oczyszcza skórę będąc przy tym bardzo łagodny. Odpowiednio dobrany skład sprawia, że stosując ten produkt nie naruszamy bariery hydrolipidowej skóry. Ma przyjemny, lekko ziołowy zapach. Jego skład to w większości olejki takie jak: olej neem, olej ryżowy, olej sezamowy, olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów. Dodatkowo jest też witamina E.

Skład INCI: Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Oryza Sativa Bran Oil, Azadirachta Indica Seed Oil, Tocopherol, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Coumarin, Linalool.


Pomimo tych wszystkich zalet, niestety miał on dla mnie jedną wadę, która spowodowała, że po pewnym czasie przestałam lubić go używać i wypatrywałam tylko jego końca. A skubaniec jest bardzo wydajny. Ten minus to trudność z usunięciem tego olejku z twarzy po demakijażu. Nie łączy się on z wodą i nie tworzy emulsji, którą jest łatwo zmyć. Przez co na skórze pozostaje uczucie tłustości. Konieczne jest użycie dodatkowego produktu myjącego, którym w moim przypadku była nawilżająca bio pianka do mycia twarzy GURDLINA JAPOŃSKA. Zresztą nawet producent zaleca użycie tych dwóch kosmetyków razem.


Pianka ta przeznaczona jest do codziennego oczyszczania twarzy. Myjemy nią skórę delikatnymi, kolistymi ruchami. Potem spłukujemy wodą. Jest ona bardzo delikatna, ale skuteczna. Dzięki niej zmywałam ze skóry tą tłustą warstwę pozostawioną przez olejek. Po takim demakijażu skóra była miękka i nawilżona. Kosmetyki te pozytywnie na nią wpływały również dzięki temu, że koiły i łagodziły podrażnienia. Przez cały okres jesienno-zimowy stosuję kwasy, dlatego potrzebny jest demakijaż, który nie podrażnia skóry. Niestety pianka ta jest mało wydajna. Mimo pojemności 150 ml, to zużyłam jej dwa opakowania na jedno opakowanie olejku. Może przez to, że ten olejek jest trudno zmyć i musiałam skórę przemywać po kilka razy pianką. A jej cena to ok. 55 zł. Skład ma całkiem przyjemny. Znajduje się tu gliceryna, panthenol, olej babassu, a także wcześniej nieznany mi ekstrakt z gurdliny japońskiej, który działa nawilżająco i kojąco.

Skład INCI: Aqua, Glycerin, Propanediol, Polyglyceryl-10 Laurate, Caprylyl/Capryl Glucoside, Panthenol, Babassu Oil Polyglyceryl-4 Esters, Trichosanthes Kirilowii Fruit Extract, Biosaccharide Gum-1, Polyglyceryl-5 Oleate, Sodium Cocoyl Glutamate, Glyceryl Caprylate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene.


Mieliście kosmetyki do demakijażu marki Orientana?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

9 lutego 2020

LIRENE - miętowy żel peelingujący z węglem z bambusa

Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Nie spodziewałam się, że aż tyle czasu ona zajmie. Inaczej miało to wyglądać. Jednak sprawy związane ze zmianą pracy trochę się przeciągnęły. A potem jak wypadłam z rytmu regularnego pisania, to nie mogłam znów się w niego wbić. Dziś powracam z nową energią twórczą. Jest taki piękny i słoneczny dzień - aż chce się pisać :)) Na początek zacznę od postów, które miałam zaplanowane już dawno, jednym z nich jest ten o miętowym żelu peelingującym marki Lirene.


Znajduje się on w plastikowym opakowaniu w formie tubki. Wygodnie się je wyciska, bo jest bardzo miękkie. A dzięki temu, że stoi na otworze dozującym, to peeling cały czas spływa w dół i jesteśmy w stanie sprawnie go wycisnąć. Opakowanie ma ładny miętowy kolor - to pewnie nawiązanie do tego, że w składzie znajduje się ekstrakt z mięty. Produkt ma pojemność 150 ml, kosztuje ok. 17 zł.


Producent przeznaczył ten peeling do każdego typu cery - o czym jest wspomniane na opakowaniu. Ma on żelową, przezroczystą konsystencję z zawieszonymi w niej drobinkami peelingujacymi. Nie są one bardzo ostre, dlatego przy mojej naczynkowej i wrażliwej skórze nie robią krzywdy. Jednak ja jestem ostrożna w jego używaniu, ponieważ sądzę, że powinien on być skierowany raczej dla osób ze skórą mieszaną i tłustą. Produkt spełnia swoją funkcję, czyli oczyszcza skórę, przy tym lekko ją peelinguje. Producent napisał, że jest przeznaczony "do stosowania rano i wieczorem w codziennej pielęgnacji oczyszczającej". Mimo że nie jest zbyt mocny, jednak jest to peeling mechaniczny. Nasza skóra nie potrzebuje codziennego złuszczania. Ja stosuję ten produkt co 3 - 4 dni. To jest wystarczające. 


Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to mam problem z domyciem tych drobinek peelingujących ze skóry w miejscu gdzie zaczynają się włosy. Niby myję skórę staranie i dokładnie. Jednak po jej wysuszeniu zawsze znajduję we włosach jakieś resztki tych drobinek. Byłby to znacznie fajniejszy produkt, gdyby producent nie zepsuł jego składu. Główne składniki aktywne w nim zawarte, czyli węgiel z bambusa, wyciąg z bambusa, lotosu i lilii wodnej oraz ekstrakt z mięty, znajdują się daleko na końcu w składnie nie mając szansy zadziałać. Ja wiem, że żel styka się ze skórą krótko (tylko tyle ile zajmuje mycie), jednak od pewnego czasu staram się szukać kosmetyków o lepszym składzie. Jest to ciekawy produkt, który zbiera sporo pozytywnych opinii. Jednak ja nie zamierzam już kupować kolejnego opakowania.

Skład INCI: Aqua (Water), Synthetic Wax, Cocamidopropyl Betaine, Butylene Glycol, Coco-Glucoside, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Parfum (Fragrance), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Hydroxyacetophenone, Lauryl Glucoside, Disodium EDTA, Microcrystalline Cellulose, Cellulose, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Buteth-3, Menthyl Lactate, Propylene Glycol, Sodium Benzotriazolyl Butylphenol Sulfonate, Laureth-2, PEG/PPG-120/10 Trimethylolpropane Trioleate, Charcoal Powder, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Pentylene Glycol, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Tributyl Citrate, Panthenol, Bambusa Vulgaris (Bamboo) Shoot Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Nymphaea Alba (Water Lily) Root Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Hexyl Cinnamal, Linalool, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 42090 (FD&C Blue No. 1).


Mieliście miętowy żel peelingujący z węglem z bambusa marki Lirene?
Co o nim sądzicie? 

Nie ma to jak robić zdjęcia z małymi przeszkadzaczami. Koty uwielbiają być w centrum zainteresowania. Najlepiej przyjść i położyć się na środku kadru :)

Czytaj dalej »