26 lutego 2018

MAYBELLINE INSTANT ANTI-AGE THE ERASER EYE - korektor pod oczy

Jest to produkt, o którym nie tak dawno było dosyć głośno. Teraz popularnością cieszy się korektor Tarte oraz jego zamiennik z MUR. A ja  poczekałam sobie troszkę, w między czasie poczytałam sporo opinii, aż w końcu kupiłam korektor pod oczy Maybelline Instant Anti-Age the Eraser Eye. Bardzo rzadko zdarza się, że od razu kupuję kosmetyki, które wśród blogerek i youtuberek urodowych są hitem. Ja wolę poczekać, aż minie ich pięć minut sławy i zaopatrzyć się w nie dopiero później. Na początku przeważnie ciężko jest z ich dostępnością, a dodatkowo ich cena jest wysoka. The Eraser Eye teraz można kupić u nas bez problemu, a dodatkowo w sklepach internetowych znaleźć w dobrej cenie, bo już za ok. 30 zł. Natomiast w Rossmannie jego cena wciąż wynosi ok. 50 zł.


Kupiłam go w odcieniu LIGHT. Jest to ładny, żółty odcień, który dobrze pasuje do mojej karnacji. Korektor ten ma dość ciekawą konsystencję. Jest kremowy, ale zarazem bardzo lekki. Dobrze łączy się z podkładem. Krycie ma bardzo dobre. Mam trochę zasinień pod oczami - radzi sobie z nimi nieźle. Używam go też na inne partie twarzy, aby zakryć różne niedoskonałości (zaczerwienienia na skórze czy przebarwienia). Utrzymuje się bardzo dobrze - nie znika w ciągu dnia i nie roluje się. Nie wysusza też skóry pod oczami. Zaraz po aplikacji zbiera się nieco w załamaniach pod oczami. Mam oczy dość głęboko osadzone, więc mam ten problem z wszystkimi korektorami, które używałam. Jednak odczekuję chwilkę, potem rozcieram korektor w załamaniach palcem i dopiero wtedy przypudrowuję. Od tej pory już trzyma się na swoim miejscu i robi to co powinien.


Wiele osób ma zastrzeżenia do dołączonej do niego gąbeczki. Obawiają się po prostu, że będzie niehigieniczna. Jak dla mnie jest ona zbędna, ponieważ do rozprowadzania korektora używam pędzla lub palców. Dlatego ja od razu ją zdjęłam, aby nie marnować produktu, który by w nią wsiąkał przy jego wydobywaniu.


Aby wydobyć korektor trzeba przekręcić opakowanie, co powoduje, że w środku opuszcza się tłoczek. Jest do bardzo praktyczne rozwiązanie, ponieważ dzięki temu zużyjemy produkt do samego końca. Ja używam go przez 2 miesiące i zużycie jest niewielkie (widać to na zdjęciu poniżej). Wystarczy mi jeszcze na spory czas, ale trzeba go zużyć w przeciągu 6 miesięcy. 


Bardzo lubię ten korektor, podoba mi się efekt jaki daje na skórze. Używam go też czasem jako bazę pod cienie. A także próbowałam aplikować na całą twarz tak jak podkład i również wyglądało to dobrze. Jestem z niego zadowolona i chętnie po niego sięgam. Nie dziwie się, że produkt ten jest takim hitem.

A Wy mieliście ten korektor?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

19 lutego 2018

Micel prawie idealny, czyli CLOCHEE - relaksujący płyn micelarny

Słowem kluczem dzisiejszego postu jest "PRAWIE". Pojawi się ono tutaj kilka razy i okaże się, że prawie robi wielką różnicę. Od pewnego czasu naszło mnie na testowanie wcześniej nieznanych mi płynów micelarnych. Na razie ma to mizerne skutki, ponieważ nie natrafiłam na żaden, który by sprostał moim oczekiwaniom. A nie są one aż tak wielkie. Wystarczy by usuwał makijaż i nie podrażniał. Mój najnowszy nabytek to CLOCHEE Relaksujący płyn micelarny. Ciekawiła mnie ta firma, nie miałam jeszcze żadnego ich produktu, a zachciałam wypróbować ten micel. Okazał się on bardzo dobry pod wieloma względami. Jednak ostatecznie mogę o nim powiedzieć, że więcej go nie kupię.


Na opakowaniu tego produktu jest napisane, że przeznaczony jest do usuwania makijażu twarzy i oczu. Tak też działa. Używam go do demakijażu i jest w tym bardzo skuteczny. Dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem tuszu, cieni, podkładu. Ładnie schodzą ze skóry po przetarciu jej wacikiem nasączonym tym micelem. Nie rozmazuje ich po skórze (nie robi z nas tzw. pandy). W tym zakresie nie mam mu nic do zarzucenia.


Jest polecany osobom ze skórą naczyniową. Ma wpływać też korzystnie na cerę dojrzałą. A to wszystko zawdzięcza swoim składnikom. Dzięki zawartości hydrolatu z róży damasceńskiej ma działanie przeciwzapalne, łagodzące, odmładzające i poprawia elastyczność skóry. Wzmacnia też naczynka krwionośne, wygładza, matuje i oczyszcza. Natomiast hydrolat z kwiatu pomarańczy jest polecany do cery wrażliwej i naczyniowej, ponieważ działa antyoksydacyjnie, regeneruje i wspomaga walkę z przedwczesnym starzeniem.
Skład INCI:
Potassium Sorbate***, Citric Acid***, Polyglyceryl-6 Caprylate/Caprate*, Sodium Dehydroacetate***, Rosa Damascena Flower Extract**, Glycerin**, Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate*, Citrus Aurantium Amara Flower Water**, Sodium Benzoate***, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Aqua**
*Certified Organic,  
**Natural Raw Materials,  
***Components of Natural Essential Oils


Ma bardzo delikatny i subtelny zapach. Nie podrażnia skóry. Po wykonaniu demakijażu lubię przetrzeć nim jeszcze twarz tak jak tonikiem, ponieważ niweluje uczucie suchości i "ściągniętej skóry". Nie jest przeznaczony do zmywania makijażu wodoodpornego, ale ... radzi sobie ze zmyciem tuszu wodoodpornego.


Na razie opisałam jego zalety i za co lubię ten produkt. Wygląda na to, że jest idealny. Jednak wkroczy tutaj to "prawie". Niestety muszę uważać jak używam go do demakijażu oczu, ponieważ powoduje ich pieczenie i szczypanie. Nie wiem, który ze składników tak na mnie działa. Szukałam innych jego recenzji, ale nikt nie wspominał, aby go podrażniał ten produkt. Dodatkowo jest on dość drogi - opakowanie pojemności 250 ml kosztuje ok 60 zł. Zużyję go jakoś, ale z podkulonymi uszami wracam znowu do moich sprawdzonych ulubieńców w tej kategorii.

Mieliście ten płyn micelarny?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

10 lutego 2018

Jesli szukasz dobrego, niedrogiego tuszu w ślicznym opakowaniu, to zapraszam na ten post / GOLDEN ROSE /

Rzadko zdarza mi się kupić produkt nie sprawdzając o nim opinii, a w dodatku dlatego, że spodoba mi się jego opakowanie. No popatrzcie sami czyż ten tusz do rzęs nie wygląda uroczo? Takie minimalistyczne opakowanie w kolorze różowego złota - no po prostu nie mogłam się oprzeć pokusie. Bardzo mi się podoba ten kolor i lubię mieć różne takie dodatki.


Bohaterem dzisiejszego opisu jest Tusz pogrubiająco - wydłużający SMOKEY LASHES MASCARA marki GOLDEN ROSE. Miałam już różne ich kosmetyki (kredki i pomady do ust i do brwi), ale nie wiem czemu tusz kupiłam dopiero pierwszy raz. Ma on 9 ml pojemności i kosztuje ok 16 zł. 


Tusz ma standardową, niesilikonową szczoteczkę. Ja lubię te silikonowe, ale od czasu do czasu sięgam też i po tusze z takimi zwykłymi aplikatorami. Jak daje radę ładnie pomalować rzęsy - to używam. Smokey Lashes Mascara dobrze podkreśla rzęsy, a także pogrubia je i rozdziela. Daje efekt tak dobry jak niejedna droga mascara, więc czemu przepłacać. Kształt szczoteczki pozwala precyzyjnie dotrzeć do każdej rzęsy. Dobrze maluje się nią te w kącikach oraz te dolne. Używam go już miesiąc i jestem z niego zadowolona. Ważne jest też to, że nie osypuje się pod oczami w ciągu dnia. Przetestowałam go w duże mrozy i też się dobrze spisał. Łzawiły mi trochę oczy z powodu zimna, ale tusz nie pokruszył się, ani nie rozmazał chociaż jest zwykły (niewodoodporny). 


Na rzęsach prezentuje się ładnie. Daje mocny, czarny kolor. Tak wygląda po dziewięciu godzinach od pomalowania. Rano jest słabe światło na robienie zdjęć. Te do posta wykonałam dopiero po powrocie z pracy, ale dzięki temu lepiej jest zobrazowane jak dobrze się trzyma ten tusz. Już jedna jego warstwa wystarczy, aby dobrze pogrubiał rzęsy. W przypadku tego tuszu nie aplikuję już drugiej.


Ja jestem z niego bardzo zadowolona. Ma tylko jedną wadę - na początku trochę zbyt dużo nabiera się go na szczoteczkę. Przez pierwszy tydzień musiałam go trochę ścierać przed aplikacją na rzęsy, ponieważ nałożony w zbyt dużej ilości skleja je. Na początku jest też zbyt lepki. Ale to dobrze, ponieważ on z czasem troszkę zasycha stając się idealny - dzięki temu powinien dłużej zachować swoje właściwości. Tusze, które dobre są już od pierwszego użycia przeważnie bardzo szybko zastygają. 

Mieliście ten tusz?
Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

4 lutego 2018

Kremy do rąk - ostatnio dwa najbardziej ulubione / EVREE, YOPE /

Kremów do rąk zawsze zużywam kilka na raz. Głównie dlatego, że trzymam je w wielu miejscach. Po umyciu rąk skóra robi się bardzo sucha. Dla mnie jest to bardzo nieprzyjemne uczucie i muszę od razu się posmarować kremem. Dlatego jeden mam w pokoju, jeden w torebce, jeden w łazience, itd. W styczniu zaczęłam używać dwa kremy, które są dla mnie nowością. Okazało się, że z ich wyborem trafiłam w dziesiątkę. Bardzo je polubiłam i chętnie po nie sięgam.


Jeden jest z Evree. Już wiele dobrych kremów do rąk tej marki miałam. Często do nich powracam i dalej tak samo jestem z nich zadowolona. Te które kupuję najczęściej to:
- EVREE DEEP MOISTURE głęboko nawilżający krem do rąk
- EVREE INSTANT HELP krem ratunek dla rąk
- EVREE MAX REPAIR regenerujący krem do rąk

W styczniu jednak skusiłam się na inny krem tej marki: EVREE LASTING MOISTURE, czyli długotrwale nawilżający kem do rąk do przesuszonej i odwodnionej skóry - i nie zawiodłam się. Krem ten jest bardzo treściwy, ale nie jest za gęsty. Dobrze się go rozsmarowuje, ale chwilkę trzeba poczekać zanim się wchłonie. Potem pozostawia na skórze taki delikatny ochronny film. Z tego powodu nie lubię go używać w ciągu dnia, ponieważ gdy trzeba coś chwycić, to zostawiam na tym tłuste ślady kremu. 


Krem ten przynosi ogromną ulgę skórze dłoni zwłaszcza zimą. Staram się zawsze nosić rękawiczki, gdy jest ujemna temperatura, jednak mimo to skóra staje się bardziej sucha. Dlatego lubię go używać na noc - na taką mocniejszą regenerację skóry. Smaruje im dłonie tuż przed tym jak idę spać, a rano skóra jest w znacznie lepszej kondycji.

SKŁAD INCI: Aqua/Water, Isopropyl Isostearate*, Glycerin*, Urea, Isopropyl Myristate, Cetearyl Alcohol*, Glyceryl Stearate Citrate*, Isohexadecane, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil*, Hydrogenated Castor Oil*, Ethylhexyl Palmitate, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax*, Caprylic/Capric Triglyceride*, Ethylhexylglycerin, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Sodium Hyaluronate, Lanolin*, Pentaerythrityl Distearate, Crambe Abyssinica (Abyssinian) Seed Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Allantoin, Lactic Acid, Disodium EDTA, Panthenol, PEG-8, Phenoxyethanol, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Parfum, Benzyl Salicylate, Geraniol, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol, Limonene.
*składnik pochodzenia naturalnego



Drugi to Naturalny krem do rąk YOPE w wersji SZAŁWIA I ZIELONY KAWIOR. Do tej pory miałam mydło do rąk tej marki, ale jak poszerzyli swój asortyment o kremy, to też postanowiłam je wypróbować. Krem ten przeznaczony jest do skóry suchej. Główne jego składniki to olejki roślinne, masło shea oraz witamina E. Do kremu dodany też został ekstrakt z szałwii lekarskiej, który działa przeciwzapalnie oraz zielony kawior, czyli ekstrakt z alg morskich, który ma za zadanie wygładzać skórę.


Ma bardzo przyjemny, lekko ziołowy zapach. Jest to krem o bogatej konsystencji, ale zarazem bardzo lekki. Szybko się wchłania - właściwie już w trakcie rozsmarowywania go po skórze. Dlatego bardzo polubiłam używać go na co dzień i nam go przy sobie w torebce. Pracuję w biurze i mam dużo papierkowej roboty. Potrzebowałam kremu, który się szybko wchłania, aby nie pobrudzić nim dokumentów. A Szałwia i zielony kawior taki właśnie jest. Do tego dobrze nawilża skórę i ma niezły skład.

SKŁAD INCI: Aqua, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetearyl Glucoside, Sorbitan Olivate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glyceryl Stearate, Isononyl Isononanoate, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Argania Spinosa Kernel Oil, Caulerpa Lentillifera Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Parfum, Xanthan Gum, Lactic Acid, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool.


Jedyne czego w nim nie lubię to opakowanie. Jest to metalowa tubka, z której na początku wyciska się zbyt dużo produktu. Jak już się chwilę używa ten krem i zmniejszy się jego ilość w opakowaniu, to jest już lepiej. Niestety denerwuje mnie też jego zakrętka. Trudno się ją zakręca i nieraz dość długo się z tym meczę.


Mieliście któryś z tych kremów ???
Co o nich sądzicie ???
Czytaj dalej »

31 stycznia 2018

TOP 5 - największe rozczarowania kosmetyczne 2017 roku


W zeszłym roku trafiłam również na kilka kosmetyków, które bardzo mnie rozczarowały swoim działaniem. Po krążących o nich opiniach spodziewałam się czegoś więcej, a w przypadku wielu okazywało się, że u mnie nie działają. O kilku z nich pisałam już na blogu. Jednak pojawią się w tym poście i takie, o których jeszcze nic nie wspominałam.

1. CZARNA MASKA PILATEN


Maska ta jest dla wielu wielkim hitem. Została okrzyknięta "zabójcą wągrów" - dzięki zawartości węgla z bambusa w składzie oraz sposobu jej aplikacji. Na początku była trudno dostępna. Ja przeczekałam ten czas i kupiłam ją jak już minęło jej pięć minut sławy. Zaopatrzyłam się w nią w Hebe - bez problemu, a dodatkowo jeszcze była w promocyjnej cenie.


Widziałam sporo filmików jak świetnie pozbywa się wągrów ze skóry. Maska ma gęstą, kremową konsystencje i jest koloru czarnego. Po aplikacji dość szybko zastyga na skórze - po odczekaniu ok. 10-15 minut należy ją zerwać. Dzięki temu wyciągnięte mają zostać wągry. Aplikowałam ją tylko na nos i brodę, ponieważ czytałam relacje osób, które użyły ją na całą skórę twarzy (tak jak maseczkę), a potem miały problem, ponieważ wyrywała im też meszek z twarzy. Było to bardzo nieprzyjemne i bolesne. Lepiej też jest aplikować ją grubszą warstwą - wtedy lepiej się ją zrywa.


Przed użyciem maski Pilaten należy odpowiednio przygotować skórę - czyli nieco ją rozpulchnić (np. zrobić "parówkę" lub przyłożyć ciepły kompres) w celu rozszerzenia porów. Wtedy zanieczyszczenia lepiej dają się wyciągnąć w momencie odrywania zastygniętej maski ze skóry. Niestety maska ta bardzo słabo to robi, dlatego jest dla mnie tak dużym rozczarowaniem minionego roku. Do tego od kiedy stała się znacznie łatwiej dostępna, to zaczęło pojawiać się sporo negatywnych opinii na jej temat - zwłaszcza dotyczących jej niezbyt dobrego składu. 


2. ALTERRA - balsam dezodorujący Melisa i Szałwia

 


Od pewnego czasu sięgam po dezodoranty o dobrym i naturalnym składzie - po prostu takie dobrze się u mnie sprawdzały. Dlatego sięgnęłam po ten marki Alterra - chciałam wypróbować jakiś inny niż do tej pory, a także dlatego, że lubię ich szampony. Niestety na dezodorancie zawiodłam się. Nie jestem zadowolona z jego działania (w właściwie jego braku). Szkoda, że nie poczytałam o nim opinii przed zakupem, ponieważ zbiera wiele niepochlebnych. Na szczęście nie spowodował u mnie żadnego podrażnienia skóry. Po prostu nie chroni przed brzydkim zapachem. Nie mam problemów z nadmierną potliwością, a po jego użyciu czułam wokół mnie zapach potu. Dodatkowo ma swój charakterystyczny zapach, który gryzie się z moimi perfumami. Po prostu je zagłusza i obrzydza mi ich zapach. Jednym słowem - masakra!


3. BOURJOIS Healthy Mix Anti-fatigue korektor

 


Niestety ma on bardzo słabe krycie. Ja mam problem z fioletowymi sińcami pod oczami, a on nie daje rady tego zakryć. Wiem, że jest to korektor pod oczy, jednak próbowałam używać go też na inne partie twarzy. Tutaj również się nie nadaje z powodu zbyt lekkiego krycia. Jedynie podoba mi się w nim to, że jest bardzo lekki oraz ma ładny żółtawy odcień, który wpasowuje się w tonację mojej skóry. Mam go w kolorze najjaśniejszym, czyli 51 Clear / Light. Zużywam go obecnie jako bazę pod cienie, ponieważ ujednolica koloryt powieki i okazało się, że cienie nawet całkiem nieźle się go trzymają. 



4. LIRENE płyn micelarny PURE and CALM



Bardzo lubię stosować płyny micelarne. Stanowią one u mnie ważny etap w demakijażu. Nie wyobrażam sobie, abym nie miała jakiegoś pod ręką. Jednak trafiłam na płyn micelarny, który nie do końca spełnia swoją rolę. To znaczy nie jest to bubel, ale ja stosują go raczej jako tonik, niż produkt do demakijażu. Niestety muszę stwierdzić, że jest to najgorszy płyn micelarny służący do demakijażu jaki miałam. Zupełnie nie daje sobie rady. Zamiast rozpuszczać kosmetyki i zbierać je na waciku podczas oczyszczania, ten produkt rozmazuje je na skórze. Próbowałam używać go na różne sposoby, jednak nadaje się tylko do stosowania jako tonik.


5. GUERLAIN Mascara La Petite Robe Noire 

 

Mam ją z drugiej edycji pudełka GoldenBox. Spodobała mi się jego zawartość właśnie między innymi dzięki tej maskarze. Jej formuła i ciekawy kształt szczoteczki mają sprawiać, że pomaluje każdą rzęsę z osobna, pogrubi je, wydłuży i podkręci. A do tego znajduje się w bardzo ładnym i elegancko wyglądającym opakowaniu.


Bardzo chciałam ją wypróbować, bo na co dzień sięgam po dość tanie tusze do rzęs, na przykład te z Wibo czy Eveline. Bardzo dobrze się u mnie one sprawdzały, jednak chciałam spróbować też jakiegoś z wyższej półki. Trafiła mi się maskara marki Guerlain, która kosztuje ok. 140 zł. Zaczęłam ją używać i okazało się, że rzęsy po pomalowaniu wyglądają bardzo biednie - są takie cieniutkie, ciężko jest je pogrubić, bo szybko zastyga, więc trudno jest zaaplikować drugą jego warstwę. 


Ta dziwna szczoteczka też się nie sprawdziła - po prostu źle mi się ją używa. Jest mało praktyczna, bo cały czas brudzę nią sobie powieki i skórę wokół oczu. Używam ją już ok 3 miesiące, (miałam nadzieję, że może z czasem będzie lepiej), jednak czuję, że raczej miłości z tego nie będzie.

A Wy mieliście któryś z tych kosmetyków?
Jak się u Was sprawdziły?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

23 stycznia 2018

TOP 5 - najlepsze kosmetyki do makijażu 2017 roku


W kosmetycznym podsumowaniu minionego roku chciałabym też skupić się na kosmetykach do makijażu. Dzięki poleceniom innych blogerek odkryłam fajny podkład do twarzy, kilka dobrych tuszy do rzęs, świetną pomadkę w płynie, a także konturówkę do brwi. To są te kosmetyki, po które sięgałam najczęściej, ponieważ ich używanie sprawiało mi najwięcej radości z uzyskiwanych efektów.

1. DR IRENA ERIS - PROVOKE MATT FLUID



Testowałam już wiele podkładów. Mam wśród nich kilku ulubieńców, a w 2017 roku dołączył do tego grona Provoke. Rzadko mi się zdarza, aby zużyć całe opakowanie podkładu, aż do samego dna - a tak stało się właśnie z tym produktem. Bardzo przyjemnie mi się go używało, ponieważ po pierwsze ma mocne krycie, po drugie nie przesusza mojej skóry, a po trzecie jej nie zapycha. Polecam go osobom z cerą mieszaną, które lubią efekt matu na skórze. Odcień numer 210 jest do mnie idealnie dopasowany - przy moim bladym odcieniu karnacji nie muszę go rozjaśniać.



2. LILY LOLO - NATURALNY TUSZ DO RZĘS



Zeszły rok obfitował u mnie w odkrycia świetnych tuszy do rzęs. Takich, które ładnie podkreślają i rozdzielają rzęsy, mają fajne szczoteczki, są trwałe, a do tego nie bardzo drogie. Do takich tuszy należą na przykład te marki Eveline. Miałam ich kilka w różnych wariantach i na żadnym się nie zawiodłam. Jednak jakbym miała wybrać ten jeden najbardziej ulubiony, to będzie to tusz marki LilyLolo.


3. ZOEVA - PURE VELOUR LIPS



Nie spodziewałam się, że tak polubię matowe pomadki do ust. W zeszłym roku najczęściej sięgałam po te płynne. Dwie moje najulubieńsze to Golden Rose Liquid Matte Lipstick oraz Zoeva Pure Velour Lips. Sami popatrzcie jakie to piękne kolory. Obie dobrze kryją, posiadają aksamitne półmatowe wykończenie i są bardzo trwałe. A dodatkowo równomiernie ścierają się z ust, pozostawiając na nich delikatną mgiełkę koloru, która utrzymuje się jeszcze przez kilka godzin. Jakbym miała zdecydować się na jedną z nich, to wybrałabym tą marki Zoeva, dlatego, że nie jest taka sucha na ustach jak ta z Golden Rose. Pure Velour Lips przyjemnie się "nosi", nawet zimą nie ma z nią problemu. Po pomadce z Golden Rose usta są bardziej suche i muszę używać pod nią pomadkę bezbarwną, aby niwelować ten efekt.




4. GLAMSHOP - PALETA CIENI GLAM BOX EDYCJA II Strefa komfortu



GlamShop stworzyła Hania z kanału DigitalGirl. Obserwuję ją już od dawna i widziałam jaki wielki rozwój swojej marki poczyniła. Zaczynała od paletek magnetycznych (czy ktoś je jeszcze pamięta?), a teraz ma w ofercie pędzle, cienie, róże, bronzery, pudry, itd. Dość późno skusiłam się na kupienie i przetestowanie kilku jej produktów. A postawiłam głównie na cienie do powiek. W zeszłym roku kupiłam paletkę cieni GLAM BOX EDYCJA II Strefa komfortu. Głównie dlatego, że zawiera cienie w neutralnej kolorystyce - takie, które są podstawowe przy tworzeniu makijaży dziennych. Jest tam cień cielisty, różne odcienie brązów, a także dwa beztalkowce wpadające w pomarańcz i bordo. Chętnie sięgam po tą paletę i uważam ją za udany zakup. W palecie znajduje się 10 cieni o różnym wykończeniu: są matowe i satynowe. Cienie mają przyzwoitą pigmentację, dobrze się aplikują i blendują. Ich trwałość też jest dobra, ale zawsze aplikuje je na bazę.



5. GOLDEN ROSE LONGSTAY PRECISE BROWLINER - długotrwała konturówka do brwi



Moja przygoda z produktami do brwi marki Golden Rose rozpoczęła się od tej kredki do brwi. Kupiłam ją z polecenia innych blogerek no i spodobał mi się efekt jaki daje. W sumie to zużyłam trzy takie kredki, ponieważ są one znacznie wygodniejsze w użyciu niż np. pomady. Nie potrzeba już dodatkowych pędzli - kredka jest cieniutka i ma swój grzebyczek. Udało mi się też dopasować odpowiedni kolor - miałam ją w odcieniu 101. Do tego wszystkiego jest łatwo dostępna i tania.


A Wy macie swoich ulubieńców wśród kosmetyków do makijażu z 2017 roku?
Czytaj dalej »

15 stycznia 2018

TOP 5 - najlepsze kosmetyki pielęgnacyjne 2017 roku


Czas na kosmetyczne podsumowanie 2017 roku. Chociaż moja pielęgnacja jest bardzo minimalistyczna, to i tak ciężko było mi wytypować tych 5 najlepszych kosmetyków, bo znalazłoby się ich więcej. Chciałam jednak wybrać kosmetyki, które używało mi się najlepiej, takie które wniosły pozytywne zmiany do mojej codziennej pielęgnacji. Niektórych z nich zużyłam już kilka opakowań, a niektóre poznałam dopiero końcem roku, ale zamierzam do nich regularnie powracać.


1. LIRENE Pure and Matt płyn micelarny z minerałami z Morza Martwego

Do demakijażu sięgam najczęściej po płyn micelarny. We wcześniejszych latach królowała u mnie Bioderma, ale w tym roku wypróbowałam micel z Lirene i stwierdziłam, że będę sięgać po niego częściej. Przeznaczony jest do każdego typu cery. Jego działaniu nie mam nic do zarzucenia. Skutecznie usuwa makijaż i odświeża skórę. Jest również wydajny. Po opakowanie dość spore, bo pojemności 400 ml, sięgałam często, a wystarczył mi na kilka miesięcy. Do tego nie podrażnia skóry, sprawdza się też jako tonik.


2. NOREL tonik żelowy z kwasem migdałowym

Stosuję go wieczorem - już po demakijażu, a potem aplikuję na niego jeszcze krem nawilżający. Tonik ten zawiera niewielkie stężenie kwasu migdałowego, więc nie wymaga zastosowania neutralizatora, jednak swoje zadanie robi. Bardzo delikatnie złuszcza skórę, przyspiesza też gojenie wyprysków. Dodatkowo ładnie rozjaśnia skórę i nadaje jej bardzo świeży wygląd. Nie stosuję go jednak codziennie, tylko tak co 2-3 dni. W pozostałe dni jako tonik używam płyn micelarny.



3. Clarena Hyaluron 3D Elixir krem do twarzy

Krem ten dedykowany jest osobom ze skórą suchą i wrażliwą. Ja mam cerę mieszaną, ale u mnie też się dobrze sprawdza. Moja skóra lubi kremy o formułach lekkich, ale jednocześnie mocno nawilżających. Źle się u mnie sprawdzają kremy typowo przeznaczone do cery mieszanej, bo przeważnie za bardzo wysuszają mi skórę. Krem z Clareny lubię za to, że przyjemnie się go używa, szybko się wchłania i nie roluje się. A przy tym dobrze nawilża skórę. Zużyłam już kilka jego opakowań.


4. Mydło czarne

To miałam akurat z NACOMI. Jednak wcześniej miałam innych marek i też były dobre. Chodzi o to, aby było to mydło czarne. Myłam nim skórę zaraz po tym jak rano wstawałam, a także po popołudniowym demakijażu. Bardzo dokładnie oczyszcza ono skórę. Dodatkowo nie podrażnia jej i jest bardzo wydajne. Używałam je też jako peeling enzymatyczny, czyli namydlałam na skórze, a potem zostawiałam tak przez kilka minut przed spłukaniem. Daje działanie peelingujące, ale jest ono bardzo delikatne i dla niektórych może być niezauważalne. Jedyną jego wadą jest to, że w trakcie spłukiwania  może szczypać w oczy.


5. BIONIGREE BASIC_01 serum oczyszczające do skóry głowy

 Serum to stosuje się po to, aby:
- usuwać nadmiar zrogowaciałego naskórka,
- rozpuszczać łój zalegający w mieszkach włosowych,
- regulować pracę gruczołów łojowych,
- łagodzić podrażnienia skóry.
Używam je od października, raz na tydzień. Efekty działania były zauważalne już po drugiej aplikacji. Produkt ma właściwości złuszczające, przeciwłupieżowe i antybakteryjne. Serum to koi i łagodzi, wyeliminowało u mnie też mały łupież. Podczas jego stosowania nie pojawiły się żadne skutki uboczne. Zaobserwowałam, że dzięki niemu przetłuszczanie następuje wolniej, a skóra głowy i włosy u nasady pozostają dłużej świeże.

 A Wy macie swoich ulubieńców pielęgnacyjnych z 2017 roku?
Czytaj dalej »

9 stycznia 2018

L’Oréal Paris, maska Czysta Glinka przeciw niedoskonałościom

Nie było mnie tutaj chwilę... Dość sporą chwilę. Jednak w grudniu przypatoczyło się choróbsko. Panuje teraz jakiś taki wirus, przez który leczyłam się trzy tygodnie. Teraz wracam powoli do sił i do blogowania. Takie długie chorowanie odbija się też na skórze. Moja zrobiła się bardziej wrażliwa i zaczerwieniona niż do tej pory, potworzyło się też na niej sporo podskórnych grudek. Na szczecie moja skóra również powoli dochodzi już do siebie. A pomagają mi w tym regularne peelingi oraz stosowanie masek. Jedną z nich jest L'Oreal Paris Maska Czysta Glinka przeciw niedoskonałościom Mam ją z GoldenBox numer 2.


Maska ma dobrą konsystencję. Jest nie za gęsta, ani za rzadka, w związku z czym wygodnie się ją nakłada i rozprowadza po skórze. Z czasem powoli zastyga, ale nie na twardą skorupę, dlatego potem łatwo się zmywa. Jeśli chodzi o jej działanie, to fajnie matowi twarz, a skóra po jej użyciu jest miękka i gładka. Maska nie powoduje podrażnień, ani zaczerwienienia, ale producent zaleca omijać okolice oczu w trakcie jej aplikacji. Pomogła poprawić kondycję mojej skóry - widzę to zwłaszcza po tym jak po chorobie skóra wraca do dobrego stanu jaki był wcześniej. Nie mam problemu z rozszerzonymi porami, więc ciężko jest mi wypowiedzieć się czy maska ta działa coś w tej kwestii.


Ma krótki czas aplikacji - wystarczy ok. 10 minut potrzymać ją na skórze. Takie maski też się przydają, zwłaszcza gdy ma się mało czasu na ich użycie. Ja jednak trzymam ją na skórze trochę dłużej. A robię to tak, że aplikuję ją na oczyszczoną skórę, a potem idę się relaksować biorąc kąpiel w wannie. Zanim się wymyję, a potem powycieram i ubiorę, to akurat mija ten czas co uważam, że mogę już zmyć maskę.


Jej wydajność zależy od częstotliwości stosowania i ilości maski aplikowanej na skórę. Według opisu producenta powinna wystarczyć na 10 aplikacji, po 2-ie na tydzień. Ja właśnie tyle razy ją użyłam i zostało mi jej jeszcze tyle, ile widać na zdjęciach. Nakładam ją cienką warstwą, dlatego przypuszczam, że to, co zostało powinno wystarczyć mi jeszcze na około 5 użyć. Czyli można powiedzieć, że jest wydajna. Ma pojemność 50 ml, kosztuje ok. 35 zł.


W masce przeciw niedoskonałościom Czysta Glinka zostały zastosowane 3 mineralne glinki oraz ekstrakt z alg morskich, by redukować zaskórniki i zwężać pory, nie wysuszając przy tym skóry:
  • kaolin - glinka o wysokiej zawartości krzemianów, która doskonale absorbuje zanieczyszczenia i nadmiar sebum,
  • montmorylonit - glinka niezwykle bogata w minerały pomaga zredukować niedoskonałości,
  • ghassoul - glinka o wysokiej zawartości oligoelementów rozjaśniających skórę,
  • moc alg morskich - naturalny składnik aktywny pochodzenia roślinnego, znany ze swoich właściwości redukujących zaskórniki.

SKŁAD INCI: Aqua/Water, Kaolin, Glycerin, Alcohol Denat., Isononyl Isononanoate, Cetearyl Alcohol, Mica, CI 77891/Titanium Dioxide, Stearic Acid, Stearyl Alcohol, Zinc Sulfate, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Glucoside, Sodium Hydroxide, Laminaria Saccharina Extract, Pyridoxine HCI, Myrystic Acid, Palmitic Acid, Moroccan Lava Clay, Capryloyl Glycine, Xanthan Gum, Montmorillonite, Butylene Glycol, Tocopherol, Phenoxyethanol, CI 77499/Iron Oxides, CI 77510/Ferric Ferrocyanide, Linalool, Limonene, Parfum/Fragrance (F.I.L. B207877/1).

 
Mieliście tą maskę, a może którąś z pozostałych z tej serii?
 Co o nich sądzicie? 

Tak przy okazji, to dostępna jest obecnie trzecia odsłona pudełek GoldenBox i zastanawiam się czy ją kupić? A Wam podoba się ich zawartość?
Czytaj dalej »