10 września 2018

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy - aktualizacja #1

Niedawno zaktualizowałam wpis dotyczący porannej pielęgnacji twarzy. A teraz chciałabym wspomnieć o moich wieczornych rytuałach pielęgnacyjnych. Nadal stawiam na minimalizm - dlatego pojawi się tutaj niewiele kosmetyków. Staram się je dobierać tak, aby zapewnić skórze odpowiedni poziom nawilżenia, dać możliwość, aby się zregenerowała przez noc, a także dopasować pielęgnację do aktualnych potrzeb. Wieczorami mam na to więcej czasu niż rano.


Zatytułowałam ten post "wieczorna pielęgnacja", jednak pierwszy jej etap zaczyna się już po południu - gdy wracam z pracy. Zaraz po przebraniu się w domowe ubrania udaję się do łazienki, aby zmyć makijaż. Ten etap nie zajmuje wiele czasu i wygląda następująco:

KROK 1: mycie / oczyszczanie

Najpierw nasączam dwa waciki płynem micelarnym, przykładam je do oczu i tak trzymam przez chwilę, aby rozpuścić makijaż. Dzięki temu tusz da się zmyć szybko i bez mocnego pocierania skóry. Potem przecieram wacikami resztę twarzy. Do tego etapu używam Łagodzący płyn micelarny marki NATURA CARE. Przeznaczony jest do codziennego oczyszczania i demakijażu skóry wrażliwej, więc jest bardzo łagodny.


Następnie zwilżam twarz wodą, wyciskam trochę Arnikowego mleczka oczyszczającego marki SYLVECO na dłonie, rozcieram na całej powierzchni skóry i spłukuję wodą. Lubię zmieniać stosowane kosmetyki - to znaczy powracam co jakiś czas do tych sprawdzonych. Tak też jest z tym mleczkiem - używałam go jakiś czas temu, potem był Tymiankowy żel do mycia twarzy (też marki Sylveco), teraz znów powróciłam do mleczka. Jest bardzo delikatne i łagodne, ale skutecznie oczyszcza skórę.


KROK 2: tonik

Tonizowanie skóry, to ważny krok. Trzeba bowiem przywrócić naturalne pH skórze. Jeszcze do niedawna stosowałam Tonik antybakteryjny Dermacos (opisany został w poście z moją poranną pielęgnacją twarzy). Jednak już się skończył. W tym tygodniu sięgnęłam po nowy - chcę wypróbować jak się sprawdzi Tonik nawilżający do skóry suchej i wrażliwej marki ECO LABOLATORIE. Na razie użyłam go tylko kilka razy, więc to jeszcze za wcześnie na recenzje. Ale mogę wspomnieć, że zanosi się na dobry produkt.


KROK 3: serum

Rano nie zawsze mam czas i chęć, aby używać serum. Wieczorem jednak jest to dla mnie punkt obowiązkowy. Obecnie używam Helix Extract Serum marki SYIS. Są to ampułki do stosowania w salonach kosmetycznych.


Jeśli chodzi o tego typu produkty, to często sięgam po te profesjonalne, bo uważam, że lepiej działają niż drogeryjne. Słyszałam, że te ampułki dają świetne efekty, gdy stosuje się je do mezoterapii. Ja w domu nie posiadam odpowiedniego urządzenia, jednak producent podaje, że można stosować je też do sonoforezy. A to urządzonko posiadam - nawet pisałam o nim osobny wpis na blogu. Ampułek nie używam codziennie, tylko 1-2 razy w tygodniu.


To już koniec mojego wstępnego etapu wieczornej pielęgnacji. Ma on miejsce w godzinach między 16 a 17. Po aplikacji ampułki na skórę pozostawiam ją do wchłonięcia i nic więcej przez pewien czas nie stosuję. Dopiero wieczorem następuje dalszy etap, kroki są bardzo podobne:

KROK 1: mycie / oczyszczanie / tonizowanie

Zanim nałożę krem na twarz chcę mieć czystą skórę. Mimo że nie mija wiele czasu od momentu demakijażu, ale przez te parę godzin zanim pójdę spać zbiera się trochę sebum i innych zanieczyszczeń. Jednak oczyszczam skórę bardzo delikatnie - wystarczy przepłukać ją wodą i przetrzeć tonikiem. To wszystko. 

KROK 2: nawilżanie

Jak mam tylko możliwość, to staram się stosować kosmetyki z tej samej serii. Obecnie są to wyżej wspomniane ampułki oraz krem do twarzy - Helix Extract Cream również marki SYIS. Przeznaczony jest zarówno na dzień jak i na noc. Ja używam go wieczorem, jednak jak zrobi się chłodniej, to podejrzewam, że na wieczór przyda mi się bardziej treściwy krem, a ten zostanie przesunięty na rano. Jest on bardzo lekki, szybko się wchłania i obecnie zapewnia mojej skórze odpowiednią dawkę nawilżenia. Jest to kolejny nowy produkt w mojej pielęgnacji (ampułki i krem stosuję od 2 tygodni), dlatego na razie wstrzymam się z jego recenzją.


Wieczorem aplikuję jeszcze na usta Multi-funkcyjny balsam ratunek dla skóry marki EVREE. Aplikuję grubszą warstwę na noc tuż przed spaniem. Dzięki niemu skóra ust jest nawilżona i niepopękana. Nie tworzą się też suche skórki. Ma przynosić ulgę spękanej i podrażnionej skórze, dlatego będzie świetny na zimę.


Wieczorna pielęgnacja, to jest czas, gdy aplikuję również krem pod oczy. Ten, który używałam do niedawna skończył się. Nie zdążyłam jeszcze kupić nowego, dlatego na tym zakończę ten post.

A Wy jakie kosmetyki stosujecie w wieczornej pielęgnacji skóry twarzy?
Czytaj dalej »

31 sierpnia 2018

Ulubieńcy ostatnich miesięcy - kosmetyki pielęgnacyjne


W ostatnim poście skupiłam się na ulubionych kosmetykach i akcesoriach do makijażu. Tak się jakoś złożyło, że to dość spory zbiór. Już dawno nie miałam tyle kosmetyków spośród kolorówki. Jednak w przypadku pielęgnacji, okazuje się, że mam znacznie mniej ulubionych produktów. Będą to tylko cztery kosmetyki - dwa do ciała oraz dwa do ust.


LA ROCHE POSAY - LIPIKAR BAUME AP+ balsam uzupełniający poziom lipidów

Jest to produkt dedykowany osobom borykającym się z wrażliwą i atopową skórą. Ja takich problemów nie mam, jednak jest to jedyny balsam do ciała jaki mi został, więc zaczęłam go używać. A tak się składa, że sięgam po nie rzadko. Moja skóra nie potrzebuje codziennego smarowania balsamem. Daje sobie radę sama. Balsamy używam głównie zimą, gdy skóra staje się bardziej przesuszona. 


Zastanowić się zatem można dlaczego produkt ten trafił do moich ulubieńców? Głównie dlatego, że świetnie mi się go używa. Balsam ma treściwą, ale zarazem dość lekką konsystencję i jest przyjemnie jedwabisty w dotyku w trakcie rozsmarowywania. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi - jest taki przyjemnie mięciutki. A do tego wielofunkcyjny - stosuję go głownie do rąk i stóp, czasem do ciała. Dzięki temu zamiast trzech opakowań z kosmetykami na półce stoi mi tylko jedno. Lubię go też za to, że świetnie nawilża skórę, ma delikatny i nienachalny zapach. 


LIRENE BRONZE COLLECTION - brązująca mgiełka

Nie lubię się opalać. Na słońcu spędzam tylko tyle czasu, ile muszę lub chcę. Jednak jeszcze bardziej nie lubię słuchać komentarzy, dlaczego jestem taka biała latem? Tu z pomocą przyszła mi ta mgiełka brązująca. 


Dostałam ją już dawno temu. Trochę sobie poleżała w moich zapasach kosmetycznych. Jednak zaczęłam czytać o niej bardzo pozytywne komentarze - i przypomniałam sobie, że ja ją też mam. Postanowiłam wypróbować i również jestem z niej zadowolona. 


Ma olejkową duo-formuję, czyli przed użyciem należy wstrząsnąć i zmieszać obie fazy. Bardzo prosto się ją aplikuje, ponieważ opakowanie posiada atomizer. Po spryskaniu na skórę wystarczy dokładnie rozsmarować. Najlepsze jest to, że efekt delikatnej opalenizny pojawia się już po kilku godzinach od aplikacji. Potem dla wzmocnienia koloru, a także podtrzymania efektu należy używać 1-2 razy w tygodniu. Dzięki niej jestem w stanie uzyskać efekt delikatnej opalenizny, który bardzo mi się podoba. Ważne jest też to, że nie brudzi ubrań. 


ALTERRA - pomadka ochronna do ust z rumiankiem

Jest to świetna pomadka ochronna do stosowania na co dzień. Jest bezbarwna, więc bez problemu można ją używać bez patrzenia w lusterko czy się gdzieś nie wyjechało poza linię ust. Mocno nawilżająca, efekt utrzymuje się długo na ustach. 


Do tego ma fajny skład (niestety nie napiszę go tutaj, bo zapodział mi się gdzieś kartonik), a do tego jest niedroga. Miałam ich już kilka i za każdym razem trafiłam na promocję i za pomadkę płaciłam ok. 4 zł. Mam ją zawsze przy sobie w torebce. 



EVREE INSTANT HELP - multi-funkcyjny balsam ratunek dla skóry

Balsam ma 10 ml pojemności i znajduje się w małym, estetycznym słoiczku. Jest bardzo gęsty - ma masełkowatą konsystencję. Składniki w nim zawarte to m.in. wosk pszczeli, lanolina, masło mango, masło kakaowe, olejek kokosowy, olej awokado.


Przeznaczony jest do stosowania wszędzie tam, gdzie potrzeba, np. na twarzy, rękach, nogach. Ja go używam do ust. Aplikuję grubszą warstwę na noc tuż przed spaniem. Dzięki niemu skóra ust jest nawilżona i niepopękana. Nie tworzą się też suche skórki. Ma przynosić ulgę spękanej i podrażnionej skórze, dlatego będzie świetny na zimę.


Jacy są Wasi ulubieńcy pielęgnacyjni z ostatnich miesięcy?
Mieliście może któryś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?

Czytaj dalej »

22 sierpnia 2018

Ulubieńcy ostatnich miesięcy: akcesoria i kosmetyki do makijażu

Dawno nie pisałam nic o ulubieńcach. Tak się składa, że w ostatnim czasie trochę się ich nazbierało. No dobra - sporo ich mam. O większości z tych kosmetyków zapewne słyszeliście i nie będą to dla Was nowości. Kupiłam je właśnie z polecenia innych osób i nie zawiodłam się. A teraz chciałabym podzielić sie z Wami moimi spostrzeżeniami na temat tych akcesoriów i kosmetyków do makijażu.



GĄBKI DO MAKIJAŻU BLEND IT!

Kiedyś do aplikacji podkładu uznawałam tylko pędzle. Znacznie się to zmieniło odkąd wypróbowałam gąbki. Spełniają swoje zadanie wyśmienicie. Obecnie używam dwie marki Blend it!


Ta większa idealnie rozprowadza podkład, ale można nią też aplikować puder. Malutka jest świetna do korektora i bazy pod cienie. Dzięki nim makijaż jest idealnie rozprowadzony, cienką warstwą, bez smug. Dodatkowo łatwo jest dołożyć podkładu czy korektora w miejsca, gdzie potrzeba ich nieco więcej. Pierwsze gąbki Blend it!, które kupiłam były jednokolorowe (różowa i żółta). Niestety były one dość słabe jakościowo, ponieważ szybko się zniszczyły. Już po kilku użyciach zaczęły pękać. W międzyczasie dowiedziałam się, że wersja marmurkowa jest znacznie trwalsza. Zaopatrzyłam się więc w takie. Używam je codziennie już od trzech miesięcy i nadal wyglądają świetnie: łatwo się czyszczą i jeszcze żadna nigdzie nie popękała.


NABLA - PALETY CIENI DO POWIEK: DREAMY oraz SOUL BLOOMING

O tych paletach nie będę się wiele rozpisywać, ponieważ przypuszczam, że każdy o nich słyszał.


Długo "polowałam" na Dreamy, ponieważ zaraz po premierze była cały czas wykupiona. Aż w końcu udało się. Jakość tych cieni jest bardzo dobra. Spodobała mi się do tego stopnia, że gdy została wypuszczona Soul Blooming, to od razu ją kupiłam. Do tej pory używałam głównie palet z Zoevy oraz cieni z Inglota. Jednak po zetknięciu się z produktami Nabli inne palety odstawiłam. Bardzo podoba mi się ich masełkowata konsystencja oraz świetna pigmentacja. Do tego ich kolory współgrają ze sobą, więc zrobienie makijażu to świetna zabawa.


MY SECRET - MATT EYESHADOW

Jedyne czego brakuje mi w paletkach Nabli, to jasny, cielisty, matowy cień.


Odpowiedni znalazłam wśród oferty My Secret. Zresztą polecało go wiele youtuberek. Jestem z niego bardzo zadowolona. Jak na drogeryjny produkt, to ma dobrą pigmentację, a odcień numer 505 jest dla mnie odpowiednio cielistym kolorem. Produkty marki My Secret są tanie i łatwo dostępne, jednak ten kolor ze względu jego popularność, jest bardzo często wykupiony.



GLAM SHADOWS - POJEDYNCZE CIENIE DO POWIEK

Pozostając w temacie cieni do powiek chciałabym jeszcze wspomnieć o jednym.


Świetny kolor cienia do makijaży dziennych, wprost idealny do podkreślenia załamania powieki znalazłam w GlamShopie. Nie robi plam, ładnie się blenduje, ma neutralny kolor, który stanowi bazę do wielu makijaży. A mowa o cieniu do powiek w odcieniu MULAT. Jak widzicie na zdjęciu już prawie dobija dna. 



NABLA - MAGIC PENCIL

Jest to kredka wielofunkcyjna. Można ją stosować do podkreślenia łuku brwiowego, wewnętrznego kącika oka, konturu ust oraz jako eyeliner.


Mam ją w odcieniu Light Nude. Ten odcień bardzo mi się podoba. Kolor jest w sam raz dla mnie - nie za jasny, nie za ciemny. Mimo wielofunkcyjności tej kredki ja używam ją tylko na linię wodną oka. Jest odpowiednio miękka, a zarazem trwała. 


BECCA COSMETICS - SHIMERING SKIN PERFECTOR PRESSED

Do tej pory moim ulubionym rozświetlaczem była Mery Lou Manizer. Jednak chciałam wypróbować również osławiony produkt marki Becca.


Na początek skusiłam się na miniaturkę odcienia Opal. Jest to piękny kolor, wpadający w odcienie starego słota. Na skórze tworzy piękną tafle. W okresie wakacyjnym bardzo polubiłam go używać też jako cień do powiek. Pięknie rozświetla oczy. Wystarczy tylko ten jeden kolor i cały makijaż oka już gotowy. Co mnie zaskoczyło to jego wydajność. Opakowanie pojemności 4,5g intensywnie użytkuję już od maja i nie widać jeszcze zbyt dużego zużycia.


ESTE LAUDER - DOUBLE WEAR Stay-in-Place Makeup

Na koniec zostawiłam kultowy już podkład. Żałuję, że kupiłam go tak późno.


To podkład, który świetnie sprawdził się w upały. Kupiłam go końcem maja, aby przetestować przed weselem, na które miałam iść w czerwcu. To był bardzo upalny dzień, a mój makijaż przetrwał. Wszystko dzięki trwałości tego podkładu. Dla wielu osób jest on ciężki. Jednak ja uwielbiam go używać na co dzień. Jedna bardzo cieniutka warstwa zaaplikowana gąbeczką w zupełności mi wystarcza. A do tego świetnie dopasowany kolor o numerze 1N1 i nie muszę już używać żadnych produktów rozjaśniających podkład. W trakcie upalnych, letnich dni odstawiłam go na rzecz podkładów mineralnych. Jednak jak tylko temperatura nieco spadnie to od razu do niego wracam.


Jacy są wasi ulubieńcy kosmetyczni?
Mieliście któryś z tych kosmetyków?
Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

15 sierpnia 2018

Niegrzeczna małpka, czyli SKIN79 BB Cream - DRY MONKEY

Do marki SKIN79 mam ogromny sentyment, bo była ona początkiem mojej podróży w świat kosmetyków koreańskich. Mój pierwszy krem BB miałam właśnie spośród ich asortymentu. Przez bardzo długi czas byłam wierna bestsellerowej i chyba najbardziej znanej wersji Orange oraz Gold. Kremy te zapewniały mi genialne krycie, długotrwały efekt i miały idealne kolory. Kiedy jednak zobaczyłam, że do oferty zostały włączone trzy nowe, przesłodkie kremy BB, to postanowiłam, że spróbuję wśród nich znaleźć swojego ulubieńca.


Seria Animal BB Cream to trzy kremy:
  • Dark Panda (krem rozjaśniający)
  • Angry Cat (krem łagodzący)
  • Dry Monkey (krem nawilżający)

Każdy z nich obok odmiennego działania na skórę, różni się także odcieniem. Gdy podejmowałam decyzję, którą wersję wybrać, to obejrzałam wiele zdjęć porównujących wszystkie te trzy kremy razem. Mój wybór padł na Dry Monkey, ponieważ jest w neutralnej tonacji. Kolor zaraz po wyciśnięciu wygląda na nieco ciemny, jednak dobrze dopasowuje się do skóry. Chociaż mógłby być odrobinę jaśniejszy, to na szczęście latem ten odcień mi pasuje. Znajduje się w tubce mającej pojemność 30 ml. Kosztuje ok. 49 zł. Na razie dobrze mi się go używa, bo z opakowania wydobywa się go tyle, ile potrzeba. Jednak takie opakowania bywają problematyczne, gdy produktu już w nich ubywa.


Przyjemnie pachnie i nie jest to zapach intensywny ani też długo utrzymujący się na skórze. Konsystencja Dry Monkey jest na plus, ale tylko pod tym względem, że łatwo się rozprowadza po skórze. A także dobrze łączy się z innymi kosmetykami - chodzi mi tu o korektory. Krycie ma średnie - ładnie wyrównuje koloryt skóry, zakrywa mniejsze niedoskonałości i zaczerwienienia. Korektor muszę dołożyć tylko na te bardziej problematyczne miejsca na skórze. 


Jest on dość gęsty. Źle aplikuje mi się go pędzlami, ponieważ tworzą się smugi. Świetny efekt daje gąbeczka, jednak ciężko potem ją wymyć z tego kremu BB. Dlatego do aplikacji używam palców. W założeniu ma to być nawilżający krem BB. Jednak w jego formule jest coś nie tak, ponieważ na skórze wygląda bardzo tłusto. Tą tłustość daje się wyczuć pod palcami już w trakcie rozsmarowywania go po skórze. Mam wrażenie jakbym aplikowała silikonową bazę. Nie lubię jak skóra mi się aż tak świeci. Nie ma to nic wspólnego z efektem "glow". Nawet jak go przypudruję, to ta tłustość jest cały czas widoczna. Ja mam mieszaną skórę, z przetłuszczającą się strefą T. Po użyciu Dry Monkey świecę się na całej twarzy - nawet na policzkach - co mnie denerwuje. Do tego nie jest zbyt trwały. Szybko zaczyna się zbierać w załamaniach skóry - zwłaszcza w skrzydełkach nosa, brodzie oraz bruzdach nosowo-wargowych. A po kilku godzinach ściera się w wielu miejscach ze skóry.


Ja nie należę do jego wielbicielek - do moich ulubieńców ten krem BB na pewno nie trafi. Na razie zastanawiam się jak go zużyję. Eksperymentuję i mieszam go z innymi podkładami. Co daje dość zadowalające efekty.  A Wy mieliście ten krem BB? Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

8 sierpnia 2018

TOP 3 - Moje ulubione perfumy na lato

Bardzo lubię zapachy świeże i kwiatowe. Na każdą porę roku mam swoich ulubieńców wśród perfum. Dziś chciałabym Wam pokazać trzy, po które najczęściej sięgam w lecie. Jeden zapach, to klasyk, który używam już od wielu lat. Drugi to nowość, którą odkryłam w tym roku. A trzeci za niedługo mi się skończy i zamierzam kupić kolejne - tym razem pojemniejsze opakowanie.



1. Donna Karan, DKNY Be Delicious EDP

Gdy napisałam o moim faworycie, którego używam już od wielu lat, miałam na myśli DKNY Be Delicious (wersja zielona). Jest to zapach z kategorii kwiatowo-owocowej. Na rynku jest obecny już spory czas, ponieważ wydany został w 2004 r. 



Nuty zapachowe:
nuta głowy: grejpfrut, ogórek i magnolia;
nuta serca: tuberoza, róża, konwalia, fiołek i zielone jabłko;
nuta bazy: nuty drzewne, ambra i drzewo sandałowe.

Be Delicious jest bardzo przyjemny w odbiorze dla otoczenia, bo jest to zapach w stylu dyskretnej informacji, że ktoś tu jest i pachnie zniewalająco :)) Jest niezbyt intensywny i bardzo trwały. Co prawda ja się już do niego przyzwyczaiłam i czuję go tylko przy psikaniu się nim. Jednak najczęstsze pytania, które dostaję o to czym pachnę, pojawiają się właśnie wtedy, gdy używam Be Delicious. Już sporo moich koleżanek kupiło ten zapach właśnie po tym jak go u mnie wyczuło.


2. MOSCHINO, I Love Love EDT

Zapach ten polecało wile osób zarówno na blogu, jak i w filmach na YT - i w końcu się na niego skusiłam. A tak dokładnie jest to prezent od mojego męża, który nasłuchał się ile o tych perfumach się naopowiadałam. Jest to kolejny zapach z kategorii kwiatowo-owocowej.



Nuty zapachowe:
nuta głowy: pomarańcz, grejpfrut, czerwona porzeczka;
nuta serca: wodna lilia, herbaciana róża, konwalia, cynamon;
nuta bazy: piżmo, drzewo cedrowe, drzewo tanaka.

Zapach ten kojarzy mi się z soczystą świeżością cytrusów. Ma w sobie "to coś", co mnie bardzo przyciąga. Dlatego na początku sięgałam po niego codziennie. Jednak musiałam się ograniczyć, bo zużyłam już połowę ze 100 ml opakowania. Co ja na to poradzę, że tak bardzo mi się spodobał, bo wpasowuje się on idealnie na lato. A dodatkowo trwałość również ma bardzo dobrą.


3. CHLOE, Roses de Chloe EDP

Kolejnym zapachem, po który sięgam w okresie letnim jest Chloe.  Został on stworzony z okazji obchodów 50-tej rocznicy powstania paryskiego domu mody. Perfumy te są hołdem dla róży, która jest główną bohaterką prawie wszystkich perfum Chloe. 



Nuty zapachowe:
nuta głowy: bergamotka;
nuta serca: róża damasceńska, magnolia;
nuta bazy: białe piżmo, ambra.

Jest to bardzo elegancki i kobiecy zapach. Uwielbiam te różane nuty zapachowe. Nie są słodkie, ani duszące. Raczej stonowane i delikatne. Ubolewam, że kupiłam tylko 30 ml opakowanie, bo już prawie mi się kończy. Gdy będę kupować następne, to zaopatrzę się już w większą pojemność. Nadają się do stosowania w ciągu dnia do pracy, jak również na wieczorne wyjścia.

Znacie te perfumy?
Co o nich sądzicie?
Jakie są Wasze ulubione zapachy na lato?
Czytaj dalej »

30 lipca 2018

Jak wykorzystuję opakowania po zużytych kosmetykach




Nie lubię zalegających pustych opakowań po kosmetykach. Jest to powód czemu przestałam pisać posty ze zużyciami. Jednak kiedy stosuję jakiś kosmetyk, to staram się go wykorzystać jak najbardziej - dlatego często zastanawiam się czy jego opakowanie okaże się jeszcze na coś przydatne. Tego typu zbieractwo ma swoje plusy i niejednokrotnie wykorzystywałam już puste opakowania, aby przechowywać w nich coś innego.

 
OPAKOWANIA PO PUDRZE / PODKŁADZIE Z SITKIEM

Do utrwalania makijażu najbardziej lubię używać pudry sypkie. Niestety opakowania, w których znajdują się tego typu produkty nie zawsze są dobrze przemyślane i praktyczne. Nieraz wysypuje się z nich za dużo zawartości. Jednak znalazłam takie opakowania, które bardzo wygodnie się używa. Są one po pudrze oraz sypkim podkładzie mineralnym z Lily Lolo. Gdy zużyłam ich zawartość, to od tej pory przesypuję do nich inne sypkie produkty. W środku mają przekręcane osłonki na sitkach, dzięki czemu zawsze wysypuję z nich tyle produktu, ile mi akurat potrzeba.



OPAKOWANIA Z POPKĄ / ATOMIZEREM

Czasem zdarza mi się kupić żel pod prysznic, który podoba mi się pod względem składu i zapachu, ale ma kiepskie opakowanie. Wtedy przydaje się butelka po innym tego typu produkcie, ale która jest wygodniejsza w użyciu. Często zdarza mi się przelewać w ten sposób różnego typu kosmetyki myjące. Lubię też, gdy opakowanie pasuje do wystroju łazienki. Dlatego zostawiłam sobie również kilka takich bardziej zdobnych opakowań.


Od pewnego czasu bardzo polubiłam używać opakowania z pompką wytwarzającą pianę. Przydają się zwłaszcza do spieniania szamponu. Gdy zużyję dany kosmetyk (na przykład po żelu do twarzy), to przelewam potem do pustego opakowania szampon zmieszany z wodą. Przedtem męczyłam się mieszając szampon w kubeczku lub na dłoniach. Obecnie do tego celu używam opakowania po żelu do higieny intymnej z Ziaji.



POJEMNICZKI PO CIENIACH / KREMACH / PODKŁADACH / TESTERACH

Takie małe pojemniczki też często się przydają. Kiedyś przechowywałam w nich ozdoby do paznokci. Jak wybieram się do drogerii, to mam taki pojemniczek przy sobie na próbkę. Często zdarza się, że w sklepie nie mają, a ja chcę wypróbować jakiś podkład.



OPAKOWANIA PO BALSAMACH / PEELINGACH DO CIAŁA

Ale nie wszystkie ich rodzaje. Chodzi mi tu o te zakręcane. Gdy natrafię na takie, które bardzo mi się spodoba, to wystarczy tylko ściągnąć z niego naklejki i zostaje bardzo ładne opakowanie. Ja mam na przykład takie na wsuwki do włosów. Miałam z nimi problem, ponieważ plątały mi się luzem, sporo z nich pogubiłam, a jak trzeba było jakąś znaleźć, to nigdzie żadnej nie było. Teraz trzymam je w takim fajnym srebrnym opakowaniu - to jest akurat po peelingu do ciała.


Tego typu opakowania zdarza mi się zostawić, gdyż nieraz kupujemy z siostrą jakiś kosmetyk na spółkę do wypróbowania, a że mieszkamy daleko od siebie, to trzeba je do czegoś rozdzielić.



BUTELECZKI PO TONIKACH / PŁYNACH MICELARNYCH

Przydawały mi się jakiś czas temu, gdy regularnie stosowałam przygotowywane w domu wcierki, np. z kozieradki. W tego typu opakowaniach było je dobrze przechowywać, a potem aplikować na skórę głowy. W małych buteleczkach mieściła się porcja wcierki idealna na dwa, trzy dni. Obecnie wolę kupić gotowe wcierki, np. Bionigree. Dlatego takich opakowań już nie zbieram.

Wyrzucacie zużyte opakowania po kosmetykach, czy może również dajecie im "drugie życie"?
Czytaj dalej »

23 lipca 2018

Moja poranna pielęgnacja twarzy - aktualizacja #1

Minął już ponad rok od kiedy pisałam o mojej porannej pielęgnacji twarzy. Od tamtego czasu troszkę się pozmieniało. Wydarzyły się pewne rzeczy, które wpłynęły na zmianę postrzegania tego jak oczyszczam skórę. Dowiedziałam się też wielu nowych informacji, dzięki czemu mam teraz inne podejście do niektórych etapów pielęgnacji. Dalej jest ona bardzo minimalistyczna - sprawdza się to u mnie świetnie. Nie zamierzam nic w tej kwestii zmieniać. Ale przy okazji napisania tego postu, chciałabym też pokazać co teraz używam.


KROK 1: mycie / oczyszczanie

Na tym etapie nastąpiła u mnie zmiana podejścia do oczyszczania skóry. Wszystko zaczęło się od tego, że skończył mi się żel i nie miałam czasu kupić następnego. Przez pewien czas po prostu go nie używałam, tylko myłam twarz samą wodą, a następnie ją wycierałam - i tyle. Okazało się, że ma to bardzo dobry wpływ na moją skórę. Niedługo po tym Alina Rose napisała na swoim blogu post zatytułowany: "Dlaczego nie myję twarzy rano?". Jego przeczytanie jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to dobre rozwiązanie dla mojej skóry.


Rano moja skóra jest w bardzo dobrym stanie. Jest wypoczęta i zregenerowana. Mycie jej środkiem oczyszczającym miało wpływ na jej późniejsze szybsze przetłuszczanie. Po co ją tak drażnić? Tą metodę mycia stosuję od lutego i moja skóra znacznie się uspokoiła. Alina Rose ma skórę suchą, ja mieszaną, ale u mnie też sprawdza się ten sposób mycia twarzy. Już nie raz przekonałam się, że mniej znaczy więcej. Obecnie rano myję twarz samą woda, a potem przecieram skórę hydrolatem lub delikatnym tonikiem.


KROK 2: tonik

Ten krok jest u mnie obecnie mocno powiązany z pierwszym. Jak już wspominałam nie oczyszczam już zbyt mocno skóry. Tylko delikatnie ją tonizuję.


Obecnie używam Tonik antybakteryjny Dermacos. Sięgnęłam po niego, bo miałam go w zapasach i chciałam go zużyć, jednak okazał się on bardzo fajny. Odświeża i oczyszcza skórę, nieco ją matuje. Dodatkowo spodobał mi się jego skład, bo zawiera olejek z drzewa herbacianego, ekstrakt z kory wierzby, wodę oczarową, sok z aloesu, srebro koloidalne i wiele innych składników. Najlepiej będzie jak zamieszczę tu jego skład INCI:
Aqua, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Glycerin, Colloidal Silver (nano), Propylene Glycol, Salix Alba (Willow) Bark Extact, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Potassium Azeloyl Diglycinate, Saccharomyces/Silicon Ferment, Saccharomyces/Magnesium Ferment, Saccharomyces/Copper Ferment, Saccharomyces/Iron Ferment, Saccharomyces/Zinc Ferment, Zinc PCA, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, CI 42090, CI 19140.


Zamiennie z tym tonikiem stosuję Łagodzący płyn micelarny marki Natura Care. Przeznaczony jest do codziennego oczyszczania i demakijażu skóry wrażliwej, więc jest bardzo łagodny. Do jego zakupu zachęciło mnie to, że opakowanie pojemności 400 ml na promocji kosztowało 9,99 zł. Ale zwróciłam też uwagę na całkiem niezły skład:
Aqua, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Propylene Glycol, Polysorbate 20, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Cocamphoacetate, Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Seed Extract, Glycerin, Aronia Melanocarpa (Chokeberry) Extract, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum (Fragrance), CI 17200.


KROK 3: nawilżanie / ochrona UV

Niestety pogoda nam nie dopisuje i na tych wakacjach słońca jest mało, bo przez większość czasu pada deszcz. Ale sięgam po krem przeciwsłoneczny. Obecnie jest to Pharmaceris nawilżający krem ochronny do twarzy z SPF30.


Jak na krem przeciwsłoneczny jest bardzo fajny. Lubię go przede wszystkim za to, że nie bieli skóry i szybko się wchłania. Jego konsystencja jest nie za rzadka i nie za gęsta. Nie świeci się na twarzy, daje raczej taki lekko satynowy efekt. Nie pozostawia też ani tłustej, ani lepkiej warstwy. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż. Jest bezzapachowy. Nie nawilża jakoś rewelacyjnie, ale ważne też, że nie wysusza. Regenerację skóry nadrabiam pielęgnacją wieczorną.

Tak wygląda moja poranna pielęgnacja twarzy. Jest prosto i szybko, ale skutecznie. A do tego bardzo minimalistycznie, bo jak zapewne zauważyliście rano używam dwa z trzech prezentowanych tu kosmetyków.

A Wy jakie kosmetyki stosujecie w porannej pielęgnacji skóry twarzy?
Czytaj dalej »